Roast romansu młodzieżowego [Trylogia czasu, Kerstin Gier]

O Kerstin Gier Słyszałam dużo dobrego, dlatego postanowiłam zapoznać się z Trylogią czasu, szukając czegoś przyjemnego na bezsenne noce. Pierwszy tom, Czerwień rubinu, przedstawia nam zwyczajną nastolatkę, Gwen.

Gwen ma wielką rodzinę – dwoje młodszego rodzeństwa, mamę, surową babcię, dwie ciotki i kuzynkę, której przeznaczeniem jest podróżowanie w czasie. Charlotte odebrała w tym zakresie staranne wykształcenie i wszyscy w napięciu czekają na pierwsze przeniesienie w przeszłość, ale ono nie nadchodzi. Jakież jest zdziwienie Gwen, gdy to ona przeskakuje w przeszłość i to trzykrotnie… i wstydzi się do tego przyznać mamie.

Od tej pory życie Gwen zmienia się w festiwal chamskich przytyków ze strony kuzynki, jej matki i członków tajnego stowarzyszenia pilnującego podróżników w czasie. Bo podróżników jest zawsze dwoje, w ten sposób Gwen poznaje Gideona, który prawdopodobnie pod długimi włosami skrywa odstające uszy – inaczej byłby idealny. No, ale staje się on prowodyrem karuzeli obelg wobec niewykształconej w podróżach w czasie Gwen i najwyraźniej jest związany z Charlotte także w sensie romantycznym. I ten wątek jest o tyle zaskakujący, że przez cały czas wydawało mi się, że bohaterka ma dwanaście, może trzynaście lat, okazuje się jednak, że to starsza nastolatka.

Pierwszy tom to zaledwie zawiązanie akcji, niewiele się w nim dzieje, jest za to dużo pomijanych w innych młodzieżówkach relacji – dużą rolę odgrywają postacie drugoplanowe – przyjaciółka, nauczyciel czy kuzynka. Niestety, całkowity brak akcji może zniechęcić do czytania kolejnych tomów, by szukać czegoś innego poza paradą zniewag wobec bohaterki (nb. matka stulecia ukryła przed córką datę urodzin, wiedząc że może sprowadzić katastrofę).

Drugi tom, Błękit szafiru, przynosi niejaki rozwój, pozwala czytelnikowi poznać hrabiego czy Gideona, co do których bohaterka nie jest w stanie się zdecydować, co o nich myśleć. Swojego młodego kolegę jest gotowa serdecznie nienawidzić, ale niestety, jej rozum przestaje pracować i zaczyna się w nim podkochiwać, zwłaszcza że zmienia on swój podszyty młodzieńczą wszechwiedzą stosunek do Gwen.

Czytelnik poznaje świat przedstawiony z perspektywy bohaterki, dysponuje zatem tylko tymi informacjami, które zostały jej przekazane. Powieść jest zbudowana jak klasyczny kryminał lub historia detektywistyczna, a główną zagadkę stanowi pytanie – dlaczego poprzedni podróżnicy w czasie się zbuntowali wobec planu hrabiego? I dlaczego Gideon sabotuje plany odkrycia tej tajemnicy, a jednocześnie nie oferuje nic w zamian?

W trzecim tomie Gwen pozyskuje sojuszników – nawet tam, gdzie się nie spodziewała. Co dziwne, hrabia wymaga coraz częstszych spotkań i próbuje ją zastraszyć, jednak pomoc pomoc przychodzi z niespodziewanej strony – i jest to pierwsza z licznych nieścisłości, których trzeci tom nie wyjaśnia.

W żadnym miejscu nie jest powiedziane, co powoduje możliwość przenoszenia się w czasie. Na początku mówi się o genie, ale rzesze naukowców pracujących dla towarzystwa nie są w stanie tego wyjaśnić. Ani jaki związek z tą umiejętnością ma data urodzenia. Albo czym jest magia kruka? Tyle się o niej mówi, tymczasem nie ma ona znaczenia dla fabuły. Dużo miejsca autorka poświęca temu, że hrabia jest impostorem. Niestety, ani słowa wyjaśnienia nie poświęca temu zagadnieniu – ani skąd się wziął, kim był i dlaczego założył towarzystwo zajmujące się czasem. Ale dlaczego są dwa chronografy i czy mają tę samą zawartość oraz jakie wynikają z tego konsekwencje – to też Gier pomija milczeniem, a szkoda. Dużo też pisze o zasadach rządzących czasem, ale w kontekście tego, jak Gwen jest niedouczona, nie wspomina jednak jakie one są. Można wywnioskować, że dokonana w przeszłości zmiana już ukazuje konsekwencje, więc próba ocalenia Jamesa przed śmiercią nie powinna się udać. Ale kto by się przejmował logiką w młodzieżówce? Szkoda.

Widać, że autorka postawiła na wątek romantyczny, co samo w sobie nie jest złe, ale udawanie, że powieść ma inną dominantę to oszustwo. Z drugiej strony – zawsze w takich przypadkach mam nadzieję, że to próba przyciągnięcia czytelniczek romansem do czytania fantastyki. A ponieważ mimo oczywistych potknięć, książkę czyta się sprawnie, mogę ją polecić młodszym czytelnikom.

Autor: Kerstin Gier
Tytuł: 
Czerwień rubinu
Przekład:
Agata Janiszewska
Wydawnictwo: 
Media Rodzina
Data wydania:
2017

Autor: Kerstin Gier
Tytuł: 
Błękit szafiru
Przekład:
Agata Janiszewska
Wydawnictwo: 
Media Rodzina
Data wydania:
2017

Autor: Kerstin Gier
Tytuł: 
Zieleń szmaragdu
Przekład:
Agata Janiszewska
Wydawnictwo: 
Media Rodzina
Data wydania:
2018

Szybka moda jest niemodna [Slow fashion, Joanna Glogaza]

Rzadko sięgam po poradniki, ale robię wyjątek dla tych polecanych – w ten sposób trafiłam na Slow fashion – modową rewolucję Joanny Glogazy, blogerki modowej, która przeszła długą drogę w stronę minimalizmu. Od szybkiej mody do poszukiwania swojego stylu i budowania świadomej szafy.

Z modą mam raczej luźną relację i niestety, własny styl jest mi podobnie obcy. Nie było mi dane zachłysnąć się zakupami kilka razy w sezonie, niemniej świadomość, że gdyby w tej chwili stanęły wszystkie fabryki odzieżowe na świecie, wszyscy mogliby się ubierać jeszcze przez dekadę, jest dość przytłaczająca. Już wcześniej byłam świadoma opisanych w poradniku praktyk przemysłu odzieżowego, na przykład używanie coraz gorszych i tańszych materiałów, rezygnowanie ze skomplikowanych konstrukcji czy zdobień, by obniżyć koszty produkcji, ale poznałam też dzięki tej książce metody na rozpoznanie wśród złej jakości odzieży tych perełek, o które warto wzbogacić swoją szafę.

To taka książka, z którą mogłyśmy się poklepać po plecach i powiedzieć wzajemnie „dobra robota”, na tyle jej treść była zbieżna z moimi poglądami. Jednocześnie gdybym miała ją komuś polecić, to raczej osobie na progu zmiany – rady w niej podane obejmują podstawy: sprzątanie szafy oraz gruntowną analizę stylu. Wskazuje także na koszty szybkiej mody, nie tylko indywidualne – ile kosztuje pełna szafa ubrań kupionych bez planu; ale i społeczne: ślad węglowy, zanieczyszczenie środowiska w azjatyckich stolicach fashion (Chinach czy Bangladeszu), głodowych stawkach dla krawców i haniebnych praktykach polityki pracy w fabrykach odzieży.

Książka stała się bodźcem do sięgnięcia po kolejne pozycje – zarówno o slow life tej samej autorki oraz Życie na miarę Marka Rabija, który to reportaż kilka lat temu był bardzo popularny i polecany jako odtrutka na szybką modę.

O ile nie można odmówić wygody współczesnemu rynkowi, że można wejść do sklepu i od ręki dostać niezbędną, choć mało wyrafinowaną odzież, o tyle coraz więcej ludzi stawia na mniej konsumpcyjny styl życia i bierze większą odpowiedzialność za swoje modowe decyzje, choć króluje dyktat odzieżowych korporacji. Przerzucanie tego typu odpowiedzialności z dużych koncernów na jednostki wydaje się walką Dawida z Goliatem, ale kilka ostatnich lat pokazuje, że oddolny ruch przynosi już nieśmiałe zmiany. Prawdopodobnie największą zmianę w zachowaniach konsumenckich oraz reakcję marek modowych przyniesie jednak pandemia i związany z nią lockdown. Po pół roku zamknięcia widać już, że dropy nie pojawiają się co tydzień, zmieniły się również potrzeby klienta, który dba teraz o swoją wygodę głownie w domu i inwestuje w inną kategorię ubrań.

Myślę, że to przystępny poradnik dla osób, które wchodzą na drogę ograniczonej konsumpcji i jako podstawa do budowania świadomości w tym zakresie.

Autor: Joanna Glogaza
Tytuł: 
Slow fashion
Wydawnictwo: 
Znak Litera Nova
Data wydania:
2015

Ahoj, przygodo! [Kwestia ceny, Z. Miłoszewski]

Po siedmiu latach od Bezcennego profesorka Zofia Lorentz, słynna historyczka sztuki i poszukiwaczka zaginionych arcydzieł, podejmuje się kolejnego niemożliwego zlecenia. I tym razem, podobnie jak wcześniej, nie jest to tylko kwestia ceny.

Zygmunt Miłoszewski, Kwestia ceny

Czekałam bardzo na tę książkę, po lekturze Bezcennego został mi w pamięci m.in. pościg na lodzie niczym z serii o Bondzie, zatem po Kwestii ceny oczekiwałam czegoś na podobnym poziomie ekscytacji czytelniczej. I tym razem Miłoszewski mnie nie zawiódł, jego sposób narracji jest dla mnie tak plastyczny, że czytając, widzę oczyma duszy gotowe sceny filmowe. I wspominam czytane w szczenięcych latach przygody Pana Samochodzika, bo od tego skojarzenia też trudno uciec. W czasie lektury przywołuję też bieżące wydarzenia, gdyż autor jest zaangażowanym komentatorem życia społeczno-kulturalno-politycznego w naszym kraju. To i dobrze, i źle – dobrze, bo zawsze warto posłuchać mądrego komentarza, a źle, bo za kilka lat te bieżące, gorące dziś tematy trzeba będzie wyciągać z mroków niepamięci. Jak na powieść sensacyjno-przygodową/thriller (niepotrzebne skreślić), ta aktualność może czasem razić, zwłaszcza gdy ma się wrażenie, że pewne aluzje czy prztyczki są nieco na siłę.

Co do samej treści. Dzieje się dużo i szybko, i to na kilku planach. Sporo wydarzeń rozgrywa się na morzu, co, jak wyjaśnia sam autor w posłowiu, jest ukłonem w stronę jego nowo odkrytej pasji – żeglarstwa. Współczesny plan zdarzeń powieści to dość niespodziewane zwolnienie profesorki Zofii Lorentz z Muzeum Narodowego i jej zmagania z niewyjaśnionym zanikaniem pamięci u męża. Jakby tego było mało, do historyczki zgłasza się naukowiec Bogdan Smuga, proponując poszukiwanie artefaktu, który może odmienić losy ludzkości. Oczywiście cena nie gra roli. Jest też plan historyczny, związany z uczonym Benedyktem Czerskim, badaczem Syberii (wzorowanym na Bronisławie Piłsudskim) i ludu Ajnów, który to badacz, po zakończeniu zesłania, przewozi skarby Ajnów do Europy. Smuga twierdzi, że jest jego potomkiem…

Kwestia ceny wciąga czytelnika w świat, gdzie nic nie jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. Kiedy w swych peregrynacjach Zofia trafia do Paryża, odwiedza Instytut Radowy, gdzie nachodzi ją refleksja o losach polskich naukowczyń dawniej i dziś:

Okres połowicznego rozpadu radu wynosi tysiąc sześćset lat, dlatego notatki, ubrania, rzeczy osobiste, a w końcu same zwłoki Marii Skłodowskiej-Curie zostały zamknięte w ołowianych pojemnikach i Zofia Lorentz stała w jej gabinecie i zastanawiała się, czy idei narodowych nie należałoby też ująć w tabelkach, jak pierwiastków w tablicy Mendelejewa. Ciekawe by to było zestawienie, porównać ze sobą różne moce idei, dajmy na to rosyjskich, polskich, islandzkich i wietnamskich. Jaki patriotyzm okazałby się szybko ulatniającym się gazem szlachetnym, jaki dobrym budulcem katedr, a jaki odpowiednikiem radioaktywnej substancji, co to i raka wyleczy, i miasto zrówna z ziemią, i zwłoki na tysiące lat zatruje.

Nie wiedziała, czy bardziej ją to zdumiewa, czy przeraża, że pani Maria pierwszy odkryty przez siebie pierwiastek nazwała polonem na cześć ojczyzny, a dopiero drugi radem, żeby wyrazić radość, jaką codziennie przynosi jej córka. Ojczyzny, dodajmy, z której musiała pryskać, bo takich dziwactw jak studenci w sukienkach tam nie tolerowano. Ojczyzny, przez którą omal jej nie zesłano, gdy nielegalnie uczyła polskości wiejskie dzieci. Ojczyzny, która najwybitniejszą kobietę w swojej historii uhonorowała uniwersytetem z błędnie napisanym nazwiskiem i paździerzowym muzeum, które należałoby zamknąć, żeby nie przynosiło wstydu. [s. 191]  

I takich refleksji jest w książce całkiem sporo. O patriotyzmie, religii, nauce, sztuce, moralności, przyszłości świata i jego mieszkańców… Jako pisarz zaangażowany Miłoszewski ma swoje zdanie niemal na każdy temat i nie zawaha się go zaprezentować. W porządku, ja to kupuję, ale rozumiem, że mniej obeznanych z jego twórczością może to nieco irytować. Mnie jeno w tym całym bigosie idei zastanowiła podwójna pisownia pan Bóg/Pan Bóg – na ile to wyraz postawy autora/danego bohatera, który tę formułę wypowiada, a na ile niechlujność korektorska? I z tym pytaniem Szanownych P.T. Czytelników pragnę pozostawić. Poza tym lekturę gorąco polecam – i, co ważne, nie trzeba znać/dobrze pamiętać poprzedniej części, by dobrze się bawić przy najnowszej.

Autor: Zygmunt Miłoszewski
Tytuł: Kwestia ceny
Wydawnictwo: W.A.B.
Data: 2020

Zamknięcie trylogii [Wyczarowanie światła, V.E. Schwab]

Przyszedł czas na zwieńczenie trylogii Odcieni magii V.E. Schwab. Z kim przyjdzie się zmierzyć Kellowi i Lili w Wyczarowaniu światła i czy uda im się zawalczyć o ostateczną nagrodę – wspólną przyszłość?

Po aresztowaniu i ostatecznym odcięciu od królestwa Czerwonego Londynu Kell trafił ponownie do Białego odpowiednika stolicy, w którym zagnieździło się zło. Jednak Kell nie jest odpowiedzialny za jego sprowadzenie, to cudem ocalały Holland przyniósł czystą magię, by mogła się pożywiać na kolejnym miejscu. Gdy jednak odmawia bycia nosicielem tej mrocznej, ambitnej magii, musi znaleźć kogoś na swoje miejsce.

O ile poprzedni tom należał głównie do Lili, ten został w znacznej mierze poświęcony Hollandowi. poznajemy z retrospekcji jego przemianę z dość naiwnego chłopaka z dzielnicy biedy w lojalnego żołnierza swojego króla i niewolnika kolejnych władców oraz mimowolnego kronikarza dziejów Białego Londynu. Teraz próbuje wraz z Kellem i Lily uratować chociaż czerwoną stolicę, bo

(…) zawsze jednak przyjmował, że ten inny świat jest taki jak jego. Mimo wszystko oba miasta były kiedyś potężne. Oba swego czasu tętniły życiem. Obazostały odseparowane, kiedy wrota się zamknęły.

Trzeci tom to już klasyczna przygodówka o schemacie baśni, w której bohaterowie wyruszają w pouczającą podróż po artefakt, jednocześnie mając okazję poznać samych siebie oraz swoich towarzyszy. Kryje się w nim mnóstwo emocjo związanych choćby z magicznym połączeniem między królewskimi braćmi i ich trudną relacją, tym bardziej skomplikowaną przez pojawienie się Alucarda :

– I Alucardzie… – zawołał, kiedy kapitan dotarł do drzwi.

Emery Zerknął za siebie, blady lecz pewny swego. – Naprawdę postaraj się – dokończył zdanie książę – nie zabić mojego brata

Ostatni tom pozostawia jednak kluczowe niedopowiedzenie – komu zależało na tym, by Kell na początku dostał czarny kamień, a co najważniejsze – po co? Można się domyślać, że rodzeństwo władające Białym Londynem miało ukryty motyw, ale ukryty na tyle głęboko, że mi umknął. Niemniej ta nielogiczność nie przeszkodziła mi odczuwać przyjemność z lektury i szukać z bohaterami odpowiedzi na inne pytania – o granice poświęcenia dla jednostki i czy różnią się one od granic poświęcenia dla dobra ogółu? Czy walka o prawo do samostanowienia to ucieczka?

Myślę, że to nie ostatnie moje spotkanie z tą autorką, szczególnie że w przyjemny sposób łączy niezłą narrację z nieco pogłębioną obserwacją świata.

Autor: V.E. Schwab
Tytuł: 
Wyczarowanie światła
Przekład:
Ewa Wojtczak
Wydawnictwo: 
Zysk i s-ka
Data wydania:
2018

One man, one decision [Halny, Remigiusz Mróz]

Czasem trzeba wszystko spalić, by już nigdy nie wybuchł żaden pożar

Jak to u Remigiusza Mroza bywa, po ostatnim tomie serii następuje niespodziewanie kolejny ostatni tom tejże serii. W ten sposób po Zerwie pojawił się Halny. A to oznacza kolejne zwłoki.

Dwa lata po zakończeniu poprzedniego tomu Forst zniknął z życia Dominiki i nie wiadomo, co robi i z czego żyje. Gdy więc koło sanktuarium maryjnego pojawiają się zwłoki zakonnicy i wszystko wskazuje na to, że ponownie jest to dzieło Bestii z Giewontu, musi wrócić i zbadać tę sprawę, wszak główny podejrzany do dawna odbywa karę więzienia.

W najnowszym tomie to Wadryś-Hansen przejmuje pałeczkę bohaterki, wydaje się, że po raz kolejny. W tej postaci zastanawia i zgrzyta mi jedno – mimo że ma dzieci, są praktycznie nieobecne w jej życiu. W tym tomie też zostały w Krakowie z narzeczonym Dominiki.

Drugim bohaterem serii jest oczywiście Osica, który w Halnym zaczyna wplatać do swoich wypowiedzi gwarę, czego wcześniej nie odnotowałam. On też odgrywa coraz znaczniejszą rolę, będąc drugim filarem podtrzymującym Forsta.

Jedyne czego mi szkoda, to przewidywalność fabuły. Jeśli się przeczytało kilka powieści Mroza, można przewidzieć, jak się będą toczyły losy bohaterów. Tu podobnie – Forst ma jednego wroga na całe życie, Dominice jest pisany jeden los, Osica ma jeden cel.

To jest tom przeznaczony dla fanów serii i nie jest precedensem [sic] , Mróz już z Chyłką zrobił to samo – kilkakrotnie kończył pisać, zanim okazało się, że będzie ciągnął serię ad mortem defecatem. Myślę, że za Forstem też nie będziemy długo tęsknić.

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: 
Halny
Wydawnictwo: 
Filia
Data wydania:
2020

Fizyka sztuk wyższych [Problem trzech ciał, Cixin Liu]

Problem trzech ciał jest pierwszym tomem trylogii Wspomnienia o przeszłości Ziemi chińskiego autora Cixin Liu. Powieść zyskała ogromną popularność, gdy jako pierwszy przekład w historii otrzymała nagrodę Hugo dla najlepszej powieści oraz polecali ją Barack Obama i Mark Zuckerberg.

Początki fabuły sięgają lat 60. w Chinach, gdy wskutek rewolucji kulturalnej, młoda studentka pochodząca z rodziny inteligenckiej, zostaje uznana za reakcjonistkę i wraz z innymi przedstawicielami „wykształconej młodzieży” wyjeżdża do Korpusu Produkcji i Budowy, gdzie wpada w kłopoty, a jedynym ratunkiem jest praca w bazie Czerwony Brzeg.

Wiele lat później jej córka, jako jedna z wielu czołowych fizyków na świecie, popełnia samobójstwo, a w liście pożegnalnym pisze, że:

(…) fizyka nigdy nie istniała i nie będzie istnieć (s. 71).

W tym samym czasie na amatorskich fotografiach specjalisty od nanomateriałów zaczęło się pojawiać odliczanie. Wszystkie te sprawy łączy gra, która jest symulacją życia na planecie w układzie trzech słońc. Prowadzący w tej sprawie śledztwo nawet nie podejrzewają, z jaką intrygą mają do czynienia.

Problem trzech ciał to powieść niezwykła na wielu poziomach – od odwołań do fizyki (już sam tytuł przywołuje problem z zakresu grawitacji) po różnice kulturowe. Zastanawiam się, ile sensu mi umyka przez nieznajomość fizyki. Natomiast z ogromnym zafascynowaniem śledzę te kwestie, które dla literaturoznawcy są łatwiejsze do zaobserwowania.

Na pierwszy plan wysuwa się tu budowa bohaterów, których liczba jest duża, co prawda początek skupia się na Ye Wenjie, ale dalsza opowieść szybko przekonuje czytelnika, że będzie miał do czynienia z prawdziwą sagą. Jednak ci bohaterowie, poza imionami, do których trudno przywyknąć w naszym kręgu kulturowym, nie mają właściwości – są określani poprzez swoje działania, nie cechy charakteru. Stanowią raczej archetypy zachowań i działań niż bohaterów w potocznym rozumieniu. Nie wiem, na ile wynika to z innego sposobu myślenia w sensie kulturowym, że bohater nie jest jednostką, tylko częścią porewolucyjnego kolektywu, a na ile ze ścisłego sposobu myślenia autora (inżyniera z zawodu), dla którego charakter nie jest cechą prymarną?

Druga sprawa dotyczy narracji – trudno ją nazwać płynną, dialogi stanowią małą część tekstu. Wydarzenia są opisywane przez narratora zewnątrzfabularnego, który ma całkowitą wiedzę o świecie przedstawionym (wyjątek stanowi gra, w której zarówno ilość dialogów się zwiększa, jak i wiedza o świecie jest ukazywana z perspektywy gracza) – daje efekt podobny do czytania niezwykle szczegółowego raportu z wydarzeń o charakterze epizodycznym – narrator często przerywa opowieść, by przejść do kolejnych wydarzeń. Spoiwem łączącym te pozornie niezwiązane ze sobą opowieści o różnych ludziach jest historia z bazy Czerwony Brzeg, do której częstokroć wracamy.

Pierwszy tom trylogii można interpretować jako próbę rozliczenia z historią przez pryzmat współczesnych wydarzeń – dużo miejsca zajmuje krytyka Mao, a sam autor jest uznany za głos straconego pokolenia.

Jedyne zastrzeżenie dotyczy porzuconego wątku, który zdaje się kluczowy dla fabuły, by zniknąć bez wyjaśnienia – chodzi o zeznanie Wei Chenga na temat eksperymentu myślowego dotyczącego problemu trzech ciał. Niestety, nie dowiadujemy się, w jakim kontekście pojawia się ta historia i czy została zapomniana, czy też autor porzucił ją intencjonalnie.

Muszę przyznać, że pomimo inności, a może właśnie dzięki niej, Problem trzech ciał jest fascynującą powieścią o potrzebie przetrwania za wszelką cenę, roli jednostki w kontrze do zbiorowości oraz – kto decyduje o eksterminacji planety.

Ku refleksji.

Autor: Cixin Liu
Tytuł: 
Problem trzech ciał
Przekład:
Andrzej Jankowski
Wydawnictwo: 
Rebis
Data wydania:
2019

Bohater naszych czasów [Dżentelmen w Moskwie, A. Towles]

Jak pozostać sobą, gdy wszystko wokół zdaje się walić? Na to jakże bardzo aktualne w obecnych okolicznościach pytanie można dać różne odpowiedzi, ale pewnych sugestii jak zawsze dostarczyć może dobra lektura.





Dżentelmen w Moskwie, Amor Towles

Hrabia Aleksander Iljicz Rostow ma wszystko, czego człowiek o jego pozycji potrzebuje do życia na odpowiedniej stopie. I gdy okrutny los w postaci bolszewickiej rewolucji odbiera mu to, nakazując dożywotnio zamieszkać na poddaszu moskiewskiego hotelu Metropol, cóż może poradzić? Przede wszystkim zachowuje stoicki spokój i nienaganne maniery, skoro niewiele więcej mu pozostawiono. Wcześniej w tymże hotelu zajmował najlepszy apartament, teraz musiał przenieść się do pokoiku z oknem wielkości szachownicy. A podczas tej wymuszonej przeprowadzki nachodzą go refleksje m.in. o znikomości świata.

Zabawne, pomyślał Aleksander Iljicz, szykując się do opuszczenia apartamentu. Od najmłodszych lat musimy uczyć się żegnać z przyjaciółmi i rodziną. Żegnamy się z rodzicami i rodzeństwem na dworcu, odwiedzamy kuzynów, uczęszczamy do szkół, trafiamy do pułku, bierzemy ślub albo wyruszamy za granicę. To nieodzowny element ludzkiego doświadczenia, że nieustannie bierzemy jakiegoś drogiego nam człowieka w objęcia i życzymy mu wszystkiego dobrego, pocieszając się myślą, że wkrótce się z nami skontaktuje.

Rzadziej się jednak zdarza, by doświadczenie uczyło nas, jak mówić adieu swojemu najukochańszemu dobytkowi. A nawet jeśliby uczyło? Nie bylibyśmy uszczęśliwieni taką edukacją. Bo ostatecznie najukochańszy dobytek staje się nam bliższy niż przyjaciele. (…) W końcu zaczyna nam się wydawać, że te starannie przechowywane przedmioty mogą nam przynieść prawdziwą pociechę w obliczu utraty towarzysza. (s.23) 

Jednak prawdziwy dżentelmen nie desperuje, tylko znajduje wyjście i w takiej sytuacji. Ujmująca powierzchowność Rostowa zjednuje mu cały personel, dzięki czemu może podjąć pracę w hotelowej restauracji, gdzie styka się m.in. z utrwalaczami nowego porządku. A kiedy w hotelowym lobby pojawia się rezolutna dziewczynka w żółtej sukience, nic już w życiu hrabiego nie będzie takie jak dawniej.

Dżentelmen w Moskwie prowadzi nas przez ponad 30 lat owego hotelowego życia hrabiego Rostowa; za oknami szaleją następujące po sobie rewolucja, druga wojna i stalinizm, a w Metropolu czas jakby się zatrzymał. Owszem, dziejowe burze dotykają i jego pracowników, ale opisane są z taką lekkością, że czytelnik nieledwie jest przekonany, iż wszystko i tak skończy się dobrze. Książka Towlesa ma niezaprzeczalny urok, hotelowe perypetie hrabiego wciągają i pozwalają choć na chwilę zapomnieć o smętnej jesieni i tym, co za oknami. Życzyłabym sobie więcej takich pogodnych lektur w najbliższym czasie…

Autor: Amor Towles
Tytuł: Dżentelmen w Moskwie
Przekład: Anna Gralak
Wydawnictwo: Znak
Data: 2017

Wspomnienia z innego świata [Zgromadzenie cieni, V.E. Schwab]

Wiecie, co myślę o drugich tomach cyklu – zwykle cierpią na przypadłość zwaną „fabułą pretekstową”, by pokazać rozwój bohaterów i ich relacji. Czy Zgromadzenie cieni V.E. Schwab będzie wyjątkiem od tej reguły?

Lila po odejściu od Kella trafiła na morze – tak jak sobie wymarzyła. Ponieważ ma, jak kot, dziewięć żyć, z każdej opresji potrafi wyjść cało, tak i teraz szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafia pod skrzydła kapera, Alucarda Emery’ego. Postanawia on nauczyć złodziejkę posługiwania się magią, a gdy nadchodzi czas, oboje trafiają z powrotem do Londynu, gdzie mają wziąć udział w magicznych igrzyskach Essen Tasch i na oboje czeka przeszłość, od której próbowali uciec.

Lila ma spotkać po kilku miesiącach Kella, jednak oboje czekają, aż to drugie wykona pierwszy krok. Ale nie tylko o Kella upomina się przeszłość, również jego brat Rhy dostaje szansę na ponowne spotkanie miłości swojego życia. Choć sprawę komplikuje fakt, że jest to persona non grata we dworze.

Cała fabuła skupia się na magicznych zawodach i stanowi podstawę i rozszerzoną ekspozycję dla tomu trzeciego – poznajemy przede wszystkim Lilę i jej motywacje, ale pojawiają się też postaci, które również próbują coś ugrać – w zawodach i nie tylko.

– Wybaczysz mi, mam nadzieję, że nie zaproszę cię do środka i nie przedstawię mojej wysoce poważanej rodzinie. Byłoby mi trudno wyjaśnić nagłą obecność dziewczyny w męskim ubraniu, która świetnie mówi w języku królewskim, ale której nikt nie nauczył korzystać z frontowych drzwi.

Jak to w drugim tomie – zasadniczą rolę odgrywaj budowanie relacji. Po całkowitej utracie zaufania króla i królowej Kell próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji. Podobnie Rhy, który czuje się jeszcze bardziej związany z bratem. Ta dynamika relacji odbija się na fabule – wydaje się, że nic jej nie popycha do przodu. Ponadto brakuje konkretnego przeciwnika i bohaterowie za jedyny cel stawiają sobie wygraną na arenie.

Nie można jednak narzekać na tempo akcji – wydarzenia postępują szybko jedno za drugim i angażują uwagę czytelnika na tyle, że można nawet nie zauważyć w związku z tym zmiany jakościowej. Ponadto końcówka przynosi już zalążek problemu z trzeciego tomu – oprócz dekonstrukcji tożsamości Lili, która rozmyśla kim jest i kim się stała – w którym zapowiada się epicka walka na śmierć i życie.

Pomimo tradycyjnego dla drugiego tomu odejścia od schematu realizacyjnego charakterystycznego dla pierwszej części, Mroczniejszego odcienia magii, jednak Zgromadzenie cieni nie odbiega jakością wykonania i wciąż stanowi ciekawą lekturę, która skupia się na kwestii – jak przeszłość wpływa na kształtowanie się tożsamości człowieka i czy można się dla kogoś zmienić, szczególnie gdy świat, z którego się pochodzi, nie przystaje do świata w którym się znalazło.

Autor: V.E. Schwab
Tytuł:
 Zgromadzenie cieni
Przekład:
Ewa Wojtczak
Wydawnictwo:
Zysk i s-ka
Data wydania:
2017

Do trzech razy sztuka [Policjanci. W boju, Katarzyna Puzyńska]

Trzecia część rozmów z policjantami i policjantkami (oraz rodzinami) autorstwa Katarzyny Puzyńskiej formalnie nie odbiega od dwóch poprzednich, jednak bardziej niż tamte chwyta za gardło – właśnie z powodu głosów policyjnych żon i wdów po antyterrorystach. I tak jak przy poprzednich dwóch, tak i tutaj część honorarium autorka przekazuje na Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach.

Podtytuł nieco sensacyjnie zapowiada: Najgroźniejsze akcje i ich konsekwencje. I tak jest w istocie, już pierwsza rozmowa rozkłada na łopatki – Iwona, wdowa po podkom. Mariuszu Koziarskim, który zginął w 2017 r. podczas akcji zatrzymywania bandyty włamującego się do bankomatu, dzieli się najgorszymi chwilami swego życia. To była dość głośna sprawa, bo takie właśnie są śmierci antyterrorystów na służbie (ich pracy jest poświęcony właśnie trzeci tom). Tylko że po pewnym czasie sprawa przycicha, zwykle sprawców nie da się posadzić na ławie oskarżonych – bo np. zginęli jak ci w Magdalence, o czym też jest mowa kilka razy w książce. Zostają rodziny w żałobie, często z małymi dziećmi. Rozmowa z Iwoną Koziarską odbyła się niecałe dwa lata po śmierci antyterrorysty; co ważne, jego koledzy wciąż wspierają i ją, i dzieci. Książka składa się z ośmiu rozmów i właściwie w każdej wspomniana jest czyjaś śmierć. Niestety, bycie antyterrorystą policyjnym to zawód wysokiego ryzyka.

Ale są też inne, mniej spektakularne śmierci, np. zawał serca, spowodowany stresem i przepracowaniem. Dlatego dla mnie cenny jest kobiecy głos w tej książce, np. w rozmowie z policjantem, któremu postawiono zarzuty korupcyjne, wypowiada się też żona. Na pytanie, skąd brała w sobie siłę, by temu wszystkiemu podołać, odpowiada:

Bo ja się od tego odcinałam. Miałam taki mechanizm obronny. Że to jest praca. Że on ma pracę, że ja mam swoją, a syn tutaj przedszkole (…) Ja miałam swój ogródek. Po prostu. Dom, rodzinę. Trzeba mężowi przygotować jedzenie, bo wyjeżdża. Starałam się o tym nie myśleć. Starałam się traktować to jako normalną pracę [s.115].

I tak właśnie jest w policyjnych rodzinach, to podporządkowanie całej domowej logistyki pracy męża – można się na to oburzać w dzisiejszych czasach, że to czysty patriarchat, ale to nie do końca tak. Mówi się, że z policjantem służy cała rodzina…

Nazwałabym tę książkę właśnie „kobiecą” w dobrym znaczeniu tego słowa: napisana przez kobietę, pokazuje kobiecy punkt widzenia, dużo w niej emocji, nawet w rozmowach z samymi facetami. Pełno ich też w rozmowie z policjantem AT chorym na nowotwór (w policyjnym środowisku liczne były zbiórki na jego leczenie), ale dotyczą one nie rozpaczy z powodu choroby, lecz niemożności powrotu do pracy, która jest dla niego wszystkim. Jeśli jednak dla kogoś to za dużo, może dla równowagi przeczytać pozycję Mateusza Baczyńskiego i Janusza Schwertnera Antyterroryści. Polskie elitarne służby specjalne w akcji  (Znak, 2019) – to twarde, męskie rozmowy bez mazgajenia się, m.in. z Kubą Jałoszyńskim, dowódcą akcji w Magdalence, która złamała mu karierę i, poniekąd, życie osobiste. Zresztą, w obu książkach – i Puzyńskiej, i Baczyńskiego ze Schwertnerem, sprawa Magdalenki jest omawiana w każdym aspekcie, gdyż historia polskiego AT dzieli się na tę przed tą akcją i tę po niej.

Wracając jednak do Policjanci. W boju – przy wszystkich trzech książkach Puzyńskiej w tym cyklu (poprzednie to, przypomnijmy dla porządku: Policjanci. Ulica i Policjanci. Bez munduru) pojawia się zarzut o brak redakcji, tj. że rozmowy zapisane są stylem potocznym, z wulgaryzmami, bez uwzględnienia, że mowa żywa i mówiona powinna różnić się od tej zapisanej (vide przytoczony wyżej cytat z żony policjanta z zarzutami). Cóż, kwestia gustu. Może i czasem rażą powtórzenia i zaczynanie zdania od „że” lub „no więc”, ale jeśli nie skupiać się wyłącznie na tym, wchodzi się w świat, gdzie przyjaźń i pasja są na pierwszym miejscu, a o to chyba głównie w życiu chodzi. Tylko że niestety czasem koszty wyboru takiego życia bywają ogromne.

Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: 
Policjanci. W boju
Wydawnictwo: 
Prószyński i s-ka
Data wydania:
2020

Zbrodnia idealna [Precedens, Remigiusz Mróz]

Alleluja, Chyłka w dwunastym tomie zmartwychwstała, kto by się spodziewał, że będzie taki precedens! A nie, czekajcie, to już było. Ale takiej sprawy jaka się trafia w Precedensie Remigiusza Mroza literatura jeszcze nie opisywała.

Bardzo popularna aktorka znana z prawniczych procedurali popełnia makabryczną zbrodnię, transmitując ją na portalu społecznościowym. Tajemniczo zdradza Chyłce i Zordonowi, że ma pomysł, jak się wymigać od odpowiedzialności za zbrodnię, której świadkami było tysiące widzów, ale konkretów podać nie chce, by (jak prawdziwa diwa) trzymać wszytskich w niepewności do ostatniej chwili.

Chyłka nie zamierza jednak czekać na ten zapowiadany cud i mimo że wszyscy jej odradzają tę sprawę, angażuje się w nią w całości, próbując ugrać choć mniejszą karę. Gdy jednak niespodziewanie wylewa się na nią całe szambo i w jednej chwili traci dom, samochód i firmę – zaczyna wietrzyć spisek grubszy niż Langergate.

Wydaje mi się, że odkryłam metodę, jaką Mróz pisze swoją serię o Chyłce – każe swoim znajomym na imprezie wrzucać do słoja najdziksze pomysły, jakie im przyjdą do głowy w stanie upojenia alkoholowego, na sprawy, życie prywatne i przygody ikspiątki, potem losuje z tego słoja pomysły i rzuca K20 na intensywność shitstormu (gdzie 1 to kupośniaczek a 20 – ekskrementornado, czyli wykopujemy Chyłkę z grobu pod Zamościem).

Rozwiązanie tej sprawy jest dość banalne i jeśli weźmie się pod uwagę, jak bardzo autor nie szanuje czytelnika – zakończenie jest możliwe do odgadnięcia w trzecim rozdziale. Na koniec dla niezaangażowanego odbiorcy, który przeczytał ten tom wyłącznie po to, by się przekonać, czy Chyłka powiedziała Zordonowi „tak” – jest wyjaśnienie całej sprawy – oczywiście wyjęte z czeluści tego, gdzie Mróz ma odbiorców.

Jedyny romantyczny moment, to ten, w którym Szczerbiński próbuje odkupić swoje winy (tylko napomknę, że znowu spił Chyłkę, by realizować własne cele) z pierwszej połowy książki. niestety, sama bohaterka jest romantyczna jak hutniczy piec i próba napisania takiej sceny, w której nie wychodzi na zwykłą chamkę – spełzają na niczym.

Czytam Mroza, bo to moje guilty pleasure, ale nie polecam jakoś szczególnie. Może nie czuję się zbrukana tą lekturą, ale wolałabym, by Mróz bardziej wierzył w swojego czytelnika i pozwolił mu kiedyś na grę w zgadywanie, nawet jeśli nie „kto”, to chociaż – „dlaczego”.

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: 
Precedens
Wydawnictwo: 
Czwarta Strona
Data wydania:
2020