Magia w wielkim mieście [Front burzowy, Jim Butcher]

Seria powieści fantastyczno-kryminalnych Jima Butchera o przygodach maga Harry’ego Dresdena wzbudza ostatnio dość duże zainteresowanie. Pierwszy tom, Front burzowy, wprowadza nas w świat mrocznego Chicago, które stoi u progu zmian.

Harry Dresden jest potężnym magiem, takich jak on jest w Stanach  kilkudziesięciu, może dwudziestu. Z przyczyn, które są tylko mgliście wspomniane, prześladuje go rada magów, ma też kuratora w osobie Morgana, który pilnuje każdego rzuconego przez niego czaru. Jednak jest jedna osoba, która docenia magiczne zdolności Dresdena, nawet jeśli w nie za bardzo nie wierzy – to Karrin Murphy – policjantka. Dowodzi ona departamentem zajmującym się przestępstwami magicznymi. Istnieje czy nie – magia potrafi zabić.

Butcher pokazuje świat, w którym ludzie odeszli od natury i magii, by skupić się na nauce i technologii, w związku z tym przestali w nią wierzyć. Ale to magii i istotom magicznym w ogóle nie przeszkadza istnieć na marginesie ludzkiego postrzegania. Są tu wampiry, wilkołaki, magowie, elfy, demony, czary i policyjni konsultanci do spraw magicznych.

We Froncie burzowym Dresden zostaje wezwany do dwojga ludzi zamordowanych na odległość poprzez wyrwanie serc. Wydaje się, że zabójca znalazł receptę na morderstwo doskonałe. W tym samym czasie Harry dostaje również zlecenie prywatne, by odnaleźć niewiernego męża i choć nie jest prywatnym detektywem, zaniepokojona żona upiera się, by się tym zajął. Biedny mag, zwykle próbujący spiąć budżet na koniec miesiąca, tym razem cierpi na klęskę urodzaju jeśli chodzi o liczbę spraw w grafiku.

Ta powieść ma wszystko, co lubię – kryminał i urban fantasy! A jednak coś tu nie pasuje. Po pierwsze ustanowienie bohaterem człowieka ze słowotokiem i przerośniętym ego miało być w założeniu zabawne, ale w realizacji nie wyszło. Pierwszoosobowa narracja powoduje, że po kilku stronach mam ochotę udusić tego kretyna. Butcher też nie buduje żadnego świata przedstawionego, wstawia garść ogranych gadżetów ze stereotypowego świata magii (z czego najzabawniejszy jest elf uzależniony od pizzy – stary, jak ja cię rozumiem!), ale wszystko razem jest przedstawione w sposób w najlepszym razie poprawny. Nie porywający, nie wciągający… Poprawny.

Tak, dam Dresdenowi jeszcze szansę, bo ma potencjał, choć mam wrażenie że na razie jest Garym Stu i autor nie dał mu już za bardzo możliwości rozwoju. Jednak sam autor tej przestrzeni ma aż nadto i chętnie sprawdzę, czy ją zacznie wypełniać. Z radością bym się rozejrzała po Chicago, w którym coraz liczniej pokazują się magiczne postaci i dowiedziała co nieco o zasadach magii, na przykład dlaczego zwalcza technologię.

Na koniec kilka słów o przekładzie – znalazłam w nim słowa, których współcześnie się nie używa – kocham język Cholewy, choć przekłada on właśnie książki, których humor mnie nie porywa (Pratchett) i nawet najwspanialsze tłumaczenie nie poprawi słabości fabularnych. Ale na pewno daje ogromną przyjemność obcowania z bogatym językiem, który (mam takie wrażenie) jak magia w Chicago, funkcjonuje gdzieś na granicy postrzegania.

Autor: Jim Butcher
Tytuł:
 Front burzowy
Przekład: 
Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: 
Mag
Data wydania:
2015

Widzieć zło, słyszeć zło… [Więcej czerwieni, Katarzyna Puzyńska]

Po przeczytaniu Motylka, pierwszego tomu serii, byłam ciekawa dalszych losów rodzin policjantów z Lipowa. Okazuje się, że w tej części dalej głównymi bohaterami pozostają komisarz Klementyna Kopp i młodszy aspirant Damian Podgórski (bawi mnie ogromnie, że są przedstawiani tak jak w kryminałach zagranicznych – czyli z imienia, nazwiska i rangi), natomiast ze względu na to, że śledztwo toczy się w Brodnicy, mamy do czynienia z policją, która pracuje na tamtejszym komisariacie.

Chociaż to nowi bohaterowie, również wydają się bardzo ciekawi. Na pierwszy plan wysuwa się Witold Cybulski, bardzo elokwentny, wyraźnie widać, że zbiera ciekawostki i ma szeroką wiedzę z wielu dziedzin. Jednak to, co go definiuje przede wszystkim, to aseksualność. Ponadto obsesyjnie myśli o tym, jak żona go zdradza, a z drugiej strony nie szuka dla siebie terapii, by zaakceptować to, kim jest. Cybulski szybko naprowadza czytelnika na rozwiązanie całej zagadki i w zasadzie można to zgadnąć w drugim rozdziale. Jedyne co stanowi zagadkę – to motyw.

Podobnie jak w poprzednim tomie, w Więcej czerwieni również zasadniczą zaletą jest to, że autorka próbuję zatrzeć ślady i po kolei wskazuje tropy pozwalające oskarżyć właściwie każdego w tej sprawie, by później rozbudować na kanwie tych oskarżeń ciekawą, osobistą historię. Ponownie – tak jak w Motylku – brakuje domknięcia pewnej sprawy. Nie wiem na ile Puzyńska zrobiła to świadomie i czy postać, której historia zostaje otwarta, wystąpi w kolejnych tomach – ale to będę pewnie śledzić.

Wreszcie zaczyna się też coś dziać się wokół Weroniki Nowakowskiej, która była kreowana na główną bohaterkę, a dotychczas jej działania były albo mocno przypadkowe (jak na przykład natkniecie się na Cybulską w lesie podczas przejażdżki), albo bardzo chaotyczne i bezsensowne (jak uparte przeglądanie piwnic w przednim tomie). Brakowało mi też tutaj Lipowa z pierwszego tomu, rozplotkowanego, wąskiego grona postaci, które pozostaną duchem Lipowa.

Zaczyna się klarować kwestia pani komisarz Kopp, która bardzo powoli wyrasta na główną postać. Może to być mylne wrażenie, to się okaże w kolejnych częściach serii. Poza tym prywatnie Klementyna Kopp zostaje tutaj pokazana inaczej niż w Motylku, w którym pozostała przedstawiona przez pryzmat swojej seksualności. Tymczasem pała jakimś niewyjaśnionym afektem do aspiranta Podgórskiego, co zdaje się mocno kontrastować z charakterem z pierwszego tomu. Do tego brakuje jej stabilności emocjonalnej, której się po niej spodziewałam – narzuca sobie bardzo restrykcyjne zasady, którymi się w życiu stara kierować, a stan emocjonalny Klementyny wydaje się uzależniony od tego, jak bardzo udaje się jej tych zasad trzymać.

Ten tom tylko zaostrzy mój apetyt na kolejne przygody wiejskich policjantów. Będę zatem jeszcze donosić z frontu walki z przestępczością.

Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: 
Więcej czerwieni
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Data wydania
: 2014

Przekleństwo powrotu [Głębia: Powrót, Marcin Podlewski]



Wskutek awarii rdzenia „Wstążka” wypadła z głębi w trakcie skoku, Grunwald jest ranny – na granicy życia i śmierci. Pozyskaną maszynę ścigają absolutnie wszyscy w Wypalonej Galaktyce. Pomiędzy tymi problemami dnia codziennego pojawia się większy – groźba powrotu Tych, Którzy Odeszli.


Poprzedni tom był w znacznej mierze poświęcony kwestii człowieczeństwa – ile z człowieka zostaje w zderzeniu z technologia, z innością, z nowymi wyzwaniami społecznymi. Tu tymczasem Podlewski stawia na pokazanie mechanizmów rządzących procesami historycznymi. Odległość wydarzeń pokazanych w drugim tomie Głębi mierzona w tysiącach lat oraz oddzielona od naszych czasów dwoma wielkimi na skalę galaktyczną wydarzeniami historycznymi musi wpływać na wygląd społeczeństwa, na język, na pamięć, na naukę. Tymczasem bohaterowie Głębi posługują się tym samym językiem, tymi samymi schematami myślowymi i politycznymi. Warto się zatem zastanowić dlaczego tak się dzieje. Absolutnie fascynujące jest dla mnie postrzeganie galaktyki bez Ziemi, bez Układu Słonecznego, ponieważ rzeczywistość współczesna czytelnikowi jest terracentryczna.

Podobnie jak w poprzednim tomie tutaj także poznajemy tło i przeszłość każdego z bohaterów, są to z pozoru niewiele znaczące epizody, które nabierają mocnego znaczenia w kontekście bieżących wydarzeń, dzięki czemu bohaterowie są jeszcze ciekawsi. A w przełomowym momencie te postacie będą testować cechy charakteru, przez pryzmat których byli dotychczas postrzegani, i będą się zmierzyć ze stereotypami.

Jedno co jest zastanawiające to dlaczego główny twist tego tomu jest sprawą, którą wszyscy chcą utrzymać w tajemnicy, a najazdu obcych w tajemnicy się utrzymać nie da zbyt długo. W wyparciu i zaprzeczeniu zdają się żyć wszyscy, którzy mają władzę i wiedzę, ale może to wynikać z faktu, że działają w sposób skądinąd znany – minęło kilkaset lat od wypalenia, ale nikt nie jest przygotowany na powrót Tych, Którzy Odeszli. I chyba nie ma sposobu, by się na niego przygotować. A to nie koniec. Obcy to dopiero forpoczty i przybywają w pokoju…

Teraz ludzkość będzie inna. Wszystko pojmiecie. Wszystko zrozumiecie. Konsensus to porozumienie. Konsensus pragnie porozumienia. Porozumienie nastąpi, kiedy już was przemieni. Całkowicie. Nastąpi kontakt. Prawdziwy kontakt. Nie chcą walczyć. Zmienią was. Niosą pokój (s. 732).

Ta część nie odbiega jakością od pierwszego tomu – podziwiam Podlewskiego za żelazną konsekwencję i niesamowicie przemyślaną długofalową fabułę, która nie traci tempa i wciąż ma coś nowego do powiedzenia oraz nowe problemy do pokazania. Ale nie ma czasu na odpoczynek, jesteśmy dopiero w połowie! A więc znowu: rzućcie wszystko i czytajcie (zwłaszcza, że tomiszcze ma bez mała osiemset stron).

Autor: Marcin Podlewski
Tytuł: 
Głębia: Powrót
Wydawnictwo: 
Fabryka Słów
Data wydania
: 2016

Here we go again… [Afekt, t. 13, Remigiusz Mróz]

Czy Wy też macie wrażenie że Chyłka to karaluch i prędzej głód ją zmorzy niż cokolwiek w życiu ją dobije? Jest to już trzynasty tam na którego okładce można przeczytać „najtrudniejsza sprawa w karierze”. I nie, wciąż nie chodzi o ślub!

Chyłka i Zordon po upadku Żelaznego&McVaya zostali przygarnięci przez nową kancelarię. Jednak prawniczka robi wszystko żeby ją stamtąd wyrzucili na zbity pysk i szczerze mówiąc naprawdę cierpliwość jej szefów jest godna podziwu. Ale przecież ona ma misję – musi znaleźć osobę, która stoi na czele Konsorcjum. Więc zamiast wziąć się do roboty, kombinuje na boku i robi co może, żeby odbudować starą kancelarię, z jedną różnicą – z własnym nazwiskiem na drzwiach. Z niespodziewaną pomocą przychodzi jej Nemesis – Langer…

Jeśli myśleliście że w latach 90. było gorąco w Warszawie, która była areną walk między wołominem a pruszkowem, to nie macie zielonego pojęcia, ilu mafiozów jest w uniwersum Chyłki. Ciekawe, że oni nie mają nic do roboty. Nie mają żadnych założeń, planów działania, ale są przerażający i zabijają. Wygląda na to, że człowiek który stoi na szczycie Konsorcjum, po prostu przejął po Langerze bliżej nieokreślone coś. Jest to pusty semantycznie synonim władzy, ale nie wiadomo nad czym. Wiadomo jednak, że jest to straszne…

Chyłka podejmuje się obrony pedofila, czego o przysięgała nigdy w życiu nie robić (i na miejscu Zordona bym się zastanowiła, ile te jej przysięgi są warte). Ale on jest twardszy niż pisowski beton i postanawia ją wspomóc. Nie opuszcza ukochanej, nawet gdy stają przed komisją dyscyplinarną.

Zastanawiam się, ile jeszcze będę miała cierpliwości do śledzenia losów tej dwójki. Historia Zordona w tym tomie poszła w bardzo dziwną stronę, bo do tej pory Mróz ukrywał życie prywatne chłopaka. Okazało się, że jednak jakieś miał, i teraz ugryzło go w tyłek. Generalnie mam wrażenie że autor naoglądał się Zbuntowanego anioła i stwierdził, że pragnie osiągnąć ten poziom komplikacji fabularnej. Potencjalnie nazwisko Mroza może się pojawić w kolejnej koreańskiej dramie – jako scenarzysty!

Autor: Remigiusz Mróz
Tytuł: 
Afekt
Wydawnictwo: 
Czwarta Strona
Data wydania:
2021

Dysocjacje dronicznego opowiadacza [Czuły narrator, Olga Tokarczuk]

Co by tu napisać o nowej książce noblistki i jak w ogóle coś napisać, kiedy zbożny lęk paraliżuje… Ale mimo to spróbuję, bo to ciekawa i oczekiwana (przynajmniej przeze mnie) książka, choć jej zawartość jest nienowa.

Reklamowana jako pierwsza po Noblu pozycja już samym tytułem odwołuje się do mowy noblowskiej Olgi Tokarczuk. I rzeczywiście ten zbiór dwunastu esejów i wykładów, który powstał dzięki pandemii, co noblistka otwarcie wyznaje w posłowiu, zawiera ową mowę na zakończenie jako tę wisienkę na torcie – kto jeszcze nie zdążył się z nią zapoznać, ma teraz okazję do spokojnej lektury. Tokarczuk wyjaśnia, że forma wykładu daje jej wyjątkową przyjemność i energię, której nie ma tekst skazany na samotne odczytanie. Mnie szczególnie przypadły do gustu zwłaszcza te wykłady, w których autorka nieco odsłania swój warsztat pisarski i przyczyny, dla których w ogóle zaczęła się parać tym rzemiosłem. To Palec w soli, czyli Krótka historia mojego czytania z 2012 r. i cykl wykładów łódzkich z 2018 r., dzięki którym poznać można kulisy m.in. budowania postaci w Księgach Jakubowych i w Prowadź swój pług przez kości umarłych. Co ciekawe, obie te książki powstawały niemal równocześnie: podczas stypendium w Hadze autorka urządziła sobie dwa stoły do pracy, na jednym leżały notatki do Pługu, na drugim rozłożyła mapy, rysunki i książki związane z Księgami Jakubowymi. I próbowała jednocześnie ogarnąć rozrastającą się materię jednej i drugiej rodzącej się powieści…

Jeden z wykładów Tokarczuk poświęciła psychologii narratora – nazywa siebie staromodną adeptką psychologii, a język, którym operuje od młodości, opiera się w dużej mierze na klasycznej psychoanalizie. Stąd jej refleksje o narratorze dysocjacyjnym i panoptykalnym. Pierwszy to zdystansowany wobec głównego, trzecioosobowego narratora autonomiczny opowiadacz wprowadzający w powieści swoje porządki. Przykładem drugiego narratora jest Jenta z Ksiąg Jakubowych, jej perspektywę autorka nazywa droniczną:

Narrator jest duchem opowieści, jest głosem, który mówi, jest ukrytą, naturalną przypadłością opowieści, jej kwintesencją, dodatkowym elementem, który porządkuje wszystkie inne. Trzeba na koniec uczciwie przyznać: Człowiek, proszę państwa, moi drodzy, ma duszę, ciało i narratora [s. 179].

Do idei narratora czwartoosobowego autorka powróci też w swojej mowie noblowskiej, gdzie dokładniej go opisze.

Jednak zanim zostanie się pisarką/pisarzem i kreatorką lub wymyślaczem światów (czy narratorów), warto być po prostu czytelnikiem. O swoim uzależnieniu od czytania Tokarczuk opowiada w eseju Palec w soli, gdzie zdradza swoje fascynacje literackie, ale i spostrzeżenia o tym, kim, jej zdaniem, jest prawdziwy czytelnik.

Warunkiem czytania jest uprzednie opanowanie umiejętności posługiwania się ludzkim językiem. Nabywanie zdolności mowy to skomplikowany proces, który podlega neuronalnej inicjacji do mniej więcej piątego roku życia dziecka. (…) Wierzę, że podobny inicjacyjny proces dotyczy czytania literatury – tego wyjątkowego, o którym tutaj myślę. I jeżeli człowiek nie doznał tej nieomal erotycznej przyjemności płynącej z lektury powiedzmy między dziewiątym a szesnastym rokiem życia, to nigdy nie stanie się prawdziwym czytelnikiem. Będzie oczywiście zdolny czytać gazety i książki, będzie je rozumiał i będzie się z nich uczył, może nawet stać się naukowcem, specjalistą w jakiejś dziedzinie. Ba, niewykluczone, że zostanie krytykiem literackim! Ten człowiek jednak nigdy nie zdoła naprawdę przeżyć tego, co czyta, zagłębić się w powieść czy opowiadanie, traktując przy tym świat przedstawiony niczym najrealniejszą rzeczywistość (…).

Ten inicjacyjny czas to okres niezwykle delikatny. Sprzyjają mu młodość ciała i umysłu, wrażliwość i podatność tego ostatniego na wszelkie zarysowania – jeżeli mózg w tym czasie nauczy się wydobywać muzykę i obrazy z łańcuszków liter wydrukowanych na kartce, zdolność ta pozostanie już na zawsze, chociaż z wiekiem będzie słabnąć [s. 96–97]

Niestety trudno mi się z tym zgodzić, może dlatego, że chcę (naiwnie?) wierzyć, że nawet po 16. roku życia można zapałać miłością do książek. Nie chciałabym wartościować jakości niczyjego czytania, rozróżniać prawdziwych czytelników od nieprawdziwych (mniej prawdziwych? Niby-czytelników? Pozornych czytelników?) – chyba ważniejsze, by w ogóle sięgać po zadrukowany papier (lub jego elektroniczne zamienniki), nawet jeśli nie będzie się traktowało świata przedstawionego jak najrealniejszej rzeczywistości. I nie chodzi tylko o podbijanie czytelnictwa, a o chęć poznawania świata w ogóle. A do tego książki są nieocenione.

Autor: Olga Tokarczuk
Tytuł: Czuły narrator
Wydawnictwo: Literackie
Data: 2020

Boskie interwencje [Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód – zachód, Robert M. Wegner]

Drugi tom opowiadań z meekhańskiego pogranicza przedstawia nam kolejne wcielone do imperium oraz sąsiadujące z nimi ziemie i ich niepokornych mieszkańców. W tle pojawiają się też kwestie poruszone już w pierwszym tomie opowiadań – tożsamość pogranicza, poczucie przynależności i rozdarcie w przypadku sprzecznych oczekiwań i presji ze strony rodziny, plemienia czy imperium.

Wschód zamieszkują Verdanno, prowadzący walki na kilku frontach. Na wschodzie szykuje się wojna z Pomiotnikami. Ojciec Wojny umiera a między jego spadkobiercami od lat nie ma zgody, plemiona Wielkich Stepów mają też swoje plany, które uwzględniają założenie kół na wozy. A gdy wozy ruszą, nie będzie odwrotu. Laskolnyk, były generał imperialnej armii a obecnie kha-dar wolnego czaardanu, wie o tym więcej niż sam cesarz.

Wszystko da się wytłumaczyć. Wszystko. Każda rzecz z osobna, każda z nich jest jak nić w gobelinie, przyjacielu, nieczytelna, ale jeśli cofnąć się trochę i spojrzeć na całe dzieło, to układa się ono w obraz płonącej granicy (s. 233).

Po drugiej stronie kraju, w największym portowym mieście, Pokee-Laa, młody Altsin, członek gildii złodziei, szuka relikwii Reagwyra a odkrywa spisek kapłanów, który naznaczy go na całe życie, i dowie się o wojnach bogów. O tej, która minęła, i o tej, która nadejdzie – a przeznaczenie każe mu wziąć w niej udział, choć sam złodziej robi wszystko, by uciec.

Wierzenia ludów pogranicza Meekhanu stanowią w tym tomie dominantę. O ile w pierwszym tomie – dla górali – wiara była sprawą osobistą i raczej drugorzędną ze względu na przybraną perspektywę, o tyle w drugim tomie urasta do rangi spajającej plemiona i rodziny, budującej tożsamość, stanowiącej dziedzictwo, którego nie można się zrzec i bezpośrednio wpływającej na ludzkie życia.

Verdanno czcili Laal Szarowłosą, Panią Stepów, pod postacią kamendeeth – śnieżnobiałej klaczy ze złotą gwiazdką na czole. Mieli legendę o swoim pierwszym władcy i bogini, i o tym, jak przewiozła go przez Szlak Obłędu, prowadząc jego lud do ziemi obiecanej, a on przyrzekł jej, że ani sam, ani jego potomkowie nigdy już nie wsiądą na koński grzbiet (s. 188).

Wschód i zachód Meekhanu żyją innymi sprawami niż północ i południe, choć wszystkie są zajęte przygotowaniami do wojen – każde do własnej, z osobistymi demonami, ale już czuć powoli nadchodzącą wielką wojnę, która pochłonie cały Meekh.

Autor: Robert M. Wegner
Tytuł: 
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód – zachód
Wydawnictwo: 
Powergraph
Data wydania:
2010

Fjällbacka po polsku [Motylek, Katarzyna Puzyńska]

W poszukiwaniu książki podobnej do moich ulubionych przygód policjanta z Norwegii trafiłam wreszcie na serię Katarzyny Puzyńskiej o Lipowie. Długo się wzbraniałam przed jej czytaniem, wszak autorki polskich kryminałów nie raz mnie już rozczarowywały. Ale ponieważ, jak mawia Harry Hole, zawsze daję ludziom szansę, by trafili na moja czarną listę, sprawdziłam sama, jak się plasuje Puzyńska na tle innych gwiazd kryminału.


Weronika po rozwodzie postanowiła porzucić Warszawę, by odnawiać własnymi rękami dworek w Lipowie. Stała się przy tym tematem lokalnych plotek, którymi karmią się mieszkańcy tej małej, zamkniętej społeczności. Aż nagle w okolicy zostaje odkryte ciało zamordowanej zakonnicy.

Pisząc te historię, Puzyńska posiłkowała się doświadczeniami z wiejskiej wspólnoty, gdzie mieszkańcy nieufnie podchodzą do obcych a z wyrażenia „globalna wioska” prawdziwy jest tylko drugi człon. I choć trudno mi ocenić ich prawdopodobieństwo, muszę przyznać, że są opisane bardzo ciekawie. To pierwszy bardzo mocny punkt powieści, drugim są bohaterowie, którzy w znakomitej większości są zawsze przywoływani z imienia i nazwiska, jak w wiktoriańskiej powieści. Główne skrzypce grają Weronika Nowakowska (choć nie ma żadnej innej Weroniki), Damian Podgórski, młodszy aspirant z Lipowa i jego podwładni z komisariatu. Niektóre relacje między postaciami opisanymi w książce są po prostu bolesne, jak na przykład nastoletni bohaterowie lokalnych skandali w kontrze do swojego ojca, policjanta.

Trudno też nie dopatrywać się podobieństw do Sagi o Fjälbace, która również skupia się wokół bohaterki, która nie jest policjantką, ale nieśmiało próbuje prowadzić śledztwo. Wydaje się jednak, że w odróżnieniu od Eriki, Weronika jest znacznie mniej zaangażowana w sprawę i szybko przekazuje pałeczkę bohaterki innej postaci – tajemniczej komisarz Kopp.

Sprawa toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych: pierwsza to historia mordercy, ukazuje genezę zwyrodnienia – od historii szanowanego lekarza o wyśrubowanych wymaganiach wobec swojego syna aż po próbę realizacji tych nierealnych żądań w dorosłym życiu. Tu historyczna perspektywa czasu spotyka współczesną – w której policjanci próbują odkryć, kim jest morderca i jaki ma motyw.

Jest jedną rzecz, która powoduje u mnie dyskomfort. Chodzi o sprawę morderstwa sprzed lat, którego dopuścił się dziadek zabójcy. Wspomniane zdarzenie nie zajmuje zanadto autorki i brakuje mi motywu, którym się kierował, innego niż fakt, że był chorym zwyrodnialcem. Brak zamknięcia tego wątku drażni moja ciekawość.

Motylek to sprawnie napisany kryminał i daje solidny fundament pod ogromną serię powieściową, a ja z przyjemnością zamierzam śledzić losy bohaterów z lipowskiego komisariatu.

Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: 
Motylek
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Data wydania:
2014

Oczy szeroko zamknięte na fakty [Factfulness, Hans Rosling]

Nie da się zrozumieć świata bez patrzenia na liczby. Ale też nie da się go pojąć, patrząc tylko na nie (s. 142).

Człowiek ma tendencję do upraszczania, a stereotyp jest tego najprostszym przykładem – uogólnione sądy o innych grupach społecznych i etnicznych mamy tak wdrukowane w myślenie, że nawet liczby nas nie przekonają o ich nieprawdziwości. Z drugiej strony – liczby są pewnym przedstawieniem rzeczywistości, ale to od nas zależy, jaki kontekst im nadamy i do czego użyjemy. O tym przekonuje nas Hans Rosling w swojej książce Factfullness o znamiennym podtytule: Dlaczego świat jest lepszy niż myślimy? Ale czy na pewno?

Na początku Rosling wskazuje pewien schemat działania mediów i produkcji newsów – jesteśmy świadomi, że aby wiadomość przyciągnęła naszą uwagę, musi być skandaliczna, budzić silne emocje, mówić o ogromnych katastrofach, tragicznych wypadkach i tak dalej. W związku z natłokiem takich informacji nasz mózg generuje obraz świata jako mrocznego, wrogiego, ubogiego, opętanego konfliktami zbrojnymi i katastrofami naturalnymi. Tymczasem, jak usiłuje nas przekonać autor, złe wieści wciąż są epizodyczne i w stanowczej mniejszości wobec wieści dobrych, ale mało medialnych i rzadko rozpowszechnianych. Dlatego poleca sprawdzać liczby, gdyż te nie kłamią. Jednak należy je też umieć czytać i interpretować.

Autor zadedykował książkę odważnej bosonogiej kobiecie, której imienia nie znał, ale której racjonalne argumenty uratowały go przed poćwiartowaniem przez tłum rozwścieczonych mężczyzn uzbrojonych w maczety. Świetna dedykacja, jeszcze się z taką nie spotkałam. Oczywiście Rosling opisał szczegółowo tę dramatyczną historię (żeby utrzymać czytelnika w napięciu, zrobił to niemal na samym końcu książki). Chodziło o jego udział w 1989 r. w projekcie badawczym w ówczesnym Zairze, ważną jego częścią było pobranie próbek pożywienia, krwi i moczu od mieszkańców wioski Makanga, by spróbować wyjaśnić epidemię nieuleczalnej choroby powodującej paraliż. Problem polegał na tym, że przed rozpoczęciem pobrań Rosling nie dość dokładnie wyjaśnił mieszkańcom, co i po co zamierza zrobić. W efekcie któregoś dnia pojawił się przed nim tłum zdenerwowanych ludzi z maczetami. Twierdzili, że ich oszukuje: sprzedaje ich krew i płaci za to tylko wodzowi wioski, a potem zamierza zrobić coś z tą krwią, co im zaszkodzi.

Wówczas z tłumu wyszła bosa kobieta. Miała około pięćdziesięciu lat. Podeszła do mnie, a następnie się odwróciła, rozrzuciła na bok ramiona i powiedziała donośnym głosem:

– Czy nie słyszycie, że to, co mówi ten człowiek, ma sens? Zamknijcie się! On ma rację. Badanie krwi jest konieczne. Pamiętacie tych, którzy zmarli z powodu odry? Straciliśmy tak wiele dzieci. A potem pojawili się ludzie i zaszczepili każde dziecko, i od tamtej pory żadne nie zachorowało, prawda?

Nieprzekonany tłum odpowiedział krzykiem:

– Tak, szczepienia przeciwko odrze były dobre, ale teraz przyjechali po naszą krew.

Kobieta zamilkła na chwilę, a potem zrobiła krok w kierunku tłumu.

– A jak wam się wydaje, w jaki sposób odkryto szczepionkę na odrę? Myślicie, że w ich krajach rosną one na drzewach? Myślicie, że wykopali je spod ziemi? Nie, robią to, o czym mówi ten lekarz. – Spojrzała wówczas na mnie. – BA-DZIA-NJA. – Gdy powtarzała słowo, którego tłumacz użył, mówiąc o badaniach, odwróciła się i wskazała na mnie. – W ten sposób dowiadują się, jak leczyć choroby. Nie rozumiecie tego?

Znajdowaliśmy się w najodleglejszej części regionu Bandundu, a ta kobieta dała wystąpienie na miarę sekretarza Akademii Nauki w obronie badań naukowych. (…)

Jej talent aktorski robił wrażenie. Nie posłużyła się jednak nim, aby wypaczyć fakty, lecz aby je wyjaśnić. W zdecydowany sposób, jaki widziałem już wielokrotnie w zachowaniu pewnych siebie afrykańskich kobiet, podwinęła lewy rękaw. Następnie odwróciła się tyłem do tłumu, wskazała drugą ręką zgięcie w łokciu i spojrzała mi w oczy.

– Proszę, doktorze. Może mi pan pobrać krew.

Mężczyźni z maczetami opuścili ręce i odeszli. Pięciu lub sześciu innych także się oddaliło, mrucząc coś pod nosem. Pozostali ustawili się w kolejce za kobietą, krzyki zastąpiły ciche głosy, a na twarzach zamiast gniewu pojawiły się zaciekawione uśmiechy.

Byłem niezwykle wdzięczny za odważną mądrość tej kobiety (s. 263–264)

Zatem co to za byt owo tytułowe factfulness? Najkrócej: otwarcie oczu na fakty na temat otaczającego nas świata. Autor na początku proponuje, by odpowiedzieć na 13 pytań, m.in. o średnią długość życia obecnie, jaki procent rocznych dzieci na świecie jest poddany szczepieniom oraz czy tygrysy, pandy wielkie i czarne nosorożce są obecnie zagrożone wyginięciem. A potem, podając prawidłowe odpowiedzi, wyjaśnia, dlaczego odpowiadamy tak pesymistycznie – mamy bowiem niesamowicie zaburzony obraz świata, postrzegamy go jako dużo bardziej przerażający, niebezpieczny i beznadziejny, bardziej dramatyczny niż jest w rzeczywistości. Wobec tego za życiowy cel Hans Rosling, szwedzki lekarz, postawił sobie, by uporać się z ignorancją ludzkości: w książce zawarł swoje wieloletnie doświadczenia na ten temat, a z prelekcjami zjeździł cały świat. Zanim się tym zajął, był m.in. lekarzem okręgowym w Mozambiku i pracował na uniwersytecie medycznym w Sztokholmie. W swoich badaniach skupił się na zależnościach między rozwojem ekonomicznym, rolnictwem, ubóstwem i zdrowiem. Na początek jednak proponuje, by nie dzielić krajów na rozwinięte i rozwijające się, co prowadzi do megastereotypu świata podzielonego na dwie części, ale by rozróżniać cztery poziomy dochodowe: dolar na dzień, cztery dolary, szesnaście i trzydzieści dwa. Wokół tego rozróżnienia nagromadziły się rozmaite ludzkie instynkty, np. pesymizmu, strachu, wyolbrzymiania, generalizowania, pośpiechu czy szukania winowajcy. I każdy z nich po kolei obala siłą twardych danych. A te przemawiają za tym, że, choć wprawdzie nie żyjemy w najlepszym z możliwych światów, to jednak nie jest aż tak dramatycznie, jak by nam się wydawało.

Autor: Hans Rosling, Ola Rosling, Anna Rosling Rönnlund
Tytuł: 
Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą
Przekład:
Monika Popławska
Wydawnictwo: 
Media Rodzina
Data wydania:
2018

Pamięć gór i historia pustyni [Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-południe, Robert M. Wegner]

Zbiór opowiadań Roberta M. Wegnera otwiera – zupełnie jak sagę wiedzmińską – serię powieści o imperium meekhańskim. I od razu zapowiada epicki rozmach tej historii!

Północ imperium meekhańskiego zamieszkują twardzi górale a granic strzeże Górska Straż. Granic, za którymi czają się plemiona korzystające z zakazanej magii i wsparcia demonów. Oprócz tego oddział dowodzony przez Kennetha-lyw-Darawytha zmaga się z normalnymi trudami dnia codziennego – lokalni watażkowie próbują przesunąć granicę imperium, tu i ówdzie zaginie dzieciak, chłop lub wioska a imperialni dygnitarze wymagają ceremonialnego przywitania, choć kłanianie się przychodzi dumnym mieszkańcom pogranicza z trudem. Ale Szósta Kompania Szóstego Pułku i tak ma szczęście – ich dowódca jest rudy, a góry lubią rudych.

Południe natomiast to pustynne, gorące obszary graniczące z zieloną niziną – jednak ich mieszkańcy to całkowite przeciwieństwa. Meekhańczycy są przekonani o swojej wartości, słuszności i prawie do życia. Issarowie natomiast wierzą, że w Wojnach bogów stanęli po złej stronie i za karę podlegają licznym ograniczeniom. Ich odkupieniem może być tylko kolejna wojna bogów. I Yatech – Issar, który postanowił odejść z plemienia – poznaje Kanayoness, która uważa, że wojna między bogami wisi w powietrzu.

Wegner ma niezwykłą umiejętność tworzenia plastycznych, przemawiających do wyobraźni historii przy użyciu niewielu słów. Narracja jest skromna lecz potoczysta, dialogi wartkie i zabawne, a wyłaniająca się historia ma wprost epicki rozmach – a nie piszę tego często. Dotychczas w serii ukazał się jeszcze jeden zbiór opowiadań (o nim zapewne wkrótce) oraz trzy tomy powieści, a wszystko zaczęło się od opowiadania Każdy dostanie swoją kozę, które można za damo pobrać na stronie wydawnictwa Powergraph (tutaj). Autor został też wielokrotnie doceniony przez jury nagród literackich oraz w plebiscytach publiczności; dość powiedzieć, że ma w swoim ręku dwie największe nagrody polskiego fandomu: Zajdla i Żuławia, oraz Sfinksa. Ma też na koncie nagrody zagraniczne, został bowiem przetłumaczony na czeski, ukraiński i rosyjski.

W opowiadaniach mamy okazję poznać bohaterów, którzy będą grali istotne role w powieści. Stanowią one swoiste puzzle, na których powoli zarysowuje się dalsza fabuła, ale brakuje jeszcze kilku elementów i nie mogę się doczekać, by je poznać. Do ogromnych zalet tych opowiadań należy zaliczyć ich trojaką funkcję. Oprócz przedstawienia świata i bohaterów oraz ich przygód, stawia także pytania i to nie byle jakie – o wartości podstawowe: miłość, przyjaźń, wierność, człowieczeństwo – ale również, co kluczowe, o tożsamość mieszkańców pogranicza, ich samoświadomość, poczucie przynależności i lojalność. Tam, gdzie wielka polityka przesuwa na mapie granicę – rozdziela rodziny, łamie serca, zaciera poczucie jedności.

Ten zbiór opowiadań to must read. Nie wiem nawet za bardzo do czego porównać ten styl pisania – pod względem rozmachu i podobieństwa w budowie sagi nasuwa się oczywiście Sapkowski, jednak tamte opowiadania były pisane jako całkowicie osobne historie a do nich później były dopisane opowieści wiedzmińskie, tymczasem u Wegnera od początku widać, że są pretekstem do przedstawienia świata, stanowią spójną całość i prowadzą prosto do rozwinięcia w większą fabułę.

Generalnie – rzućcie wszystko i idźcie czytać. Wydawnictwo zapowiada wydanie kolejnego tomu w tym roku, może zdążycie nadrobić!

Autor: Robert M. Wegner
Tytuł: 
Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ-południe
Wydawnictwo: 
Powergraph
Data wydania:
2010

Świat na niebiesko [Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera, Jacek Hołub]

Dopiero 80 lat temu zaczęto badania nad autyzmem dziecięcym. Statystycznie jedna na sto osób ma zaburzenia ze spektrum autyzmu, czasem nawet o tym nie wiedząc. U chłopców autyzm diagnozowany jest częściej niż u dziewczynek i mogą mu towarzyszyć inne zaburzenia, np. upośledzenie umysłowe czy ADHD.

Autyzm (czy lepiej: ASD – Autism Spectrum Disorder, zaburzenia ze spektrum autyzmu) to nie choroba, a właśnie zaburzenie trwające całe życie. Objawy mogą pojawić się już w niemowlęctwie, np. dziecko błądzi wzrokiem, sprawia wrażenie nieobecnego, nie gaworzy. Zaburzony rozwój mowy miewa różne przyczyny, ale często towarzyszy spektrum autyzmu, podobnie jak rzadkie okazywanie emocji i uboga mimika. Przed ukończeniem trzeciego roku życia zaburzenia są już widoczne u dziecka, dlatego tak ważne są wczesna diagnoza i terapia, by poprawić funkcjonowanie i pokonać ograniczenia wynikające z zaburzeń. A te, choć są różnorodne, to pojawiają się w trzech podstawowych obszarach: relacjach z ludźmi i uczestniczeniu w interakcjach społecznych, komunikowaniu się oraz w ograniczonych aktywnościach i zainteresowaniach dziecka. 

Reportaż Jacka Hołuba Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera to rozmowy przeważnie z matkami tytułowych „niegrzecznych” dzieci, ale wypowiadają się także ojczym oraz psycholożka, nauczyciel wspomagający, trener kolarstwa i dyrektorka gimnazjum. I jest też 16-letni Kacper: najpierw poznajemy punkt widzenia jego mamy, potem jego, a na końcu właśnie jego dyrektorki. Książka zaczyna się od wyjaśnienia tytułowych pojęć, a kończy rozmową z psychologiem i diagnostą pracującym z dziećmi, młodzieżą oraz dorosłymi ze spektrum autyzmu i ich rodzinami. Taki schemat bardzo dobrze się sprawdza, ponieważ o zaburzeniach ze spektrum autyzmu przeciętny Kowalski nie wie za dużo (litościwie powiązanie autyzmu i szczepionek pominę). Dzięki Niegrzecznym dowie się całkiem sporo, przede wszystkim chwała autorowi za to, że pozwolił swobodnie mówić swoim bohaterom; napisałam wcześniej, że to rozmowy, ale faktycznie to zapisane strumienie świadomości rozmówców, nieprzerywane pytaniami reportera. Potęguje to przekaz czytanych słów, bo rozmówcy nie owijają w bawełnę: matki marzą o wolnej chwili dla siebie, martwią się, co będzie z ich dziećmi w dorosłym życiu, jak się zaadaptują do otaczającego je świata, kiedy ich zabraknie. Bo co tu kryć, wychowanie „trudnych” dzieci spoczywa przeważnie na przemęczonych matkach.

Nie czarujmy się, nie jest to lektura miła ni przyjemna. Ale myślę, że bardzo potrzebna każdemu. Na początku autor uczciwie ostrzega:

Ta książka to opowieść o [dzieciach z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera], ich rodzinach oraz o tym, jak z innością radzą sobie społeczeństwo, szkoła i instytucje [s. 7].

Otóż, (tadam!), nie radzą sobie. Z autyzmu się nie wyrasta, niektóre terapie, np. trening umiejętności społecznych, mogą trwać przez większość życia. Co roku 2 kwietnia, w Światowy Dzień Wiedzy o Autyzmie, różne miejskie budynki podświetlane są na niebiesko jako wyraz solidarności z osobami ze spektrum autyzmu. Jednak żadna kampania społeczna uwrażliwiająca na potrzeby tych osób nie zastąpi zwykłej ludzkiej empatii na co dzień.

Autor: Jacek Hołub
Tytuł: Niegrzeczne. Historie dzieci z ADHD, autyzmem i zespołem Aspergera
Wydawnictwo: Czarne
Data: 2020