Rozłucki po raz trzeci [Widowisko, Przemysław Borkowski]

Czy kabareciarz może być pisarzem udanych kryminałów psychologicznych? Oczywiście. Przemysław Borkowski, znany z występów w Kabarecie Moralnego Niepokoju, swoją trzecią książką o psychologu Zygmuncie Rozłuckim potwierdza, że jest zaiste rasowym pisarzem.

Pierwsza część cyklu, Zakładnik, wyszła w 2017 r., druga (Niedobry pasterz) rok później, zatem teraz czas na trzecią. Widowisko rozgrywa się w Olsztynie – i to dosłownie, trwa tam bowiem festiwal teatralny i do miasta zjechały grupy aktorów z Polski i ze świata. Podczas ulicznej parady artystów na wiadukcie nad miastem ginie człowiek, a jego śmierć z oddali wygląda jak element spektaklu rozgrywającego się poniżej, łącznie z fajerwerkami. Morderca w masce zainscenizował ją od początku do końca – podobnie jak kolejne, dość makabrycznie wpisujące się w festiwalowe pokazy. Dlatego lokalni policjanci, tak naprawdę bezradni, proszą o pomoc Zygmunta Rozłuckiego, znajomego psychologa, który pomógł im już przy poprzednich sprawach. Kim jest Rozłucki? Sam autor opisuje go tak:

jest kiepskim psychologiem i jeszcze gorszym psychoterapeutą, który niespodziewanie dla samego siebie otrzymuje szansę przeżycia fascynującej przygody. Cierpi na wypalenie zawodowe, bo niezbyt lubi to, co robi, jest psychoterapeutą sfrustrowanych pracowników korporacji. (Rozmowa z Przemysławem Borkowskim, miesięcznik „Policja 997”, nr 9(150), wrzesień 2017).

W Zakładniku Rozłucki staje się świadkiem zamachu terrorystycznego w telewizji, co, paradoksalnie, daje mu szansę na zmianę życia – zaczyna prowadzić dziennikarskie śledztwo razem z reporterką Karoliną Janczewską, by wyjaśnić m.in. motywacje zamachowcy. W Niedobrym pasterzu również w duecie szukają zabójcy olsztyńskiej piętnastolatki. A w Widowisku Zygmunt, jeśli nadal chce pomagać policji w znalezieniu kolejnego mordercy (początkowo nie chce wcale), musi stać się pracownikiem policji na etacie… sekretarki. Fiasko jego śledczych i życiowych działań skłania go do takiej oto refleksji:

Coraz wyraźniej widział ograniczenia swojej metody, którą trudno byłoby nawet nazwać śledczą. Policjanci opierali się na twardych dowodach, profilerzy na statystykach, doświadczeniu i badaniach naukowych, a on? On po prostu próbował zrozumieć, co się stało. Mając do pomocy tylko swoją intuicję, rozum i coraz bardziej dla niego samego wątpliwą wiedzę psychologiczną. A to – teraz to rozumiał – było o wiele za mało. Świat był zbyt skomplikowany, zawierający zbyt duży komponent chaosu, a on był w tej dziedzinie amatorem, żółtodziobem, nie miał narzędzi, by to wszystko ogarnąć.

I faktycznie, niemal do ostatnich stron pogoń za mordercą z reżyserskimi inklinacjami trwa w najlepsze. Mimo powyższych braków, tak przez niego wypunktowanych, Rozłucki całkiem nieźle (przy wsparciu oczywiście policyjnych kolegów) i tym razem sobie poradził.

Przemysław Borkowski powinien się zatem już nie kojarzyć z kabaretowymi występami, ale z dobrym kawałkiem lektury, trzymającej w napięciu i niepozbawionej rzetelnego umocowania w środowisku policyjnych procedur. To komplement, bo właściwie każdy szanujący się dziś pisarz ma wokół siebie sztab konsultantów od spraw wszelakich. Tylko w sprawie lokacji olsztyńskich nie musiał się z nikim konsultować – autor stamtąd pochodzi i umieszczenie akcji swoich kryminałów w rodzinnym mieście jest poniekąd podróżą sentymentalną do kraju lat dziecinnych. Moją uwagę przykuwa też spójna szata graficzna wszystkich trzech części cyklu. Mała tylko uwaga (z przymrużeniem oka): może by tak na okładce kolejnej książki dać w końcu jakąś kobietę? Bo że powinna być kolejna część zmagań Rozłuckiego z życiem, tego jestem pewna. W każdym razie ja czekam niecierpliwie. Dobra książka co roku to brzmi zacnie.

Autor: Przemysław Borkowski
Tytuł: 
Widowisko
Wydawnictwo: 
Czwarta Strona
Data wydania:
2019

Pomiędzy dzieciństwem a dorosłością [Fangirl, Rainbow Rowell]

Fangirl jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Rainbow Rowell i skusiła mnie tytułem. Okazało się, że znalazłam w niej znacznie więcej niż się spodziewałam i nadspodziewanie dużo dobra.

Powieść zaczyna się wraz z początkiem roku akademickiego. Dla Cath jest to jednak przede wszystkim dzień zdrady jej siostry bliźniaczki. Zamiast, jak przez ostatnie dziewiętnaście lat, także w college’u zamieszkać razem, Wren postanowiła się usamodzielnić i zostawić swoją społecznie wyizolowaną siostrę na pastwę obcej współlokatorki w akademiku.

Co prawda w życiu Cath nie umie nawiązywać relacji, ale w internecie jest popularną autorką fanfików, ma wielu fanów i realizuje się, tworząc fabułę ze świata Simona Snowa (do złudzenia przypominającego ten z Harry’ego Pottera). I tak naprawdę uważa, że to jest jej prawdziwe życie, natomiast cała reszta (studia, spanie, jedzenie) to smutny obowiązek.

Powieść jest przeznaczona dla starszych nastolatków, którzy właśnie stoją u progu dorosłości, zapewne dlatego część ich problemów wydała mi się banalna do rozwiązania lub uniknięcia, gdyż wynikały z tego, że bohaterowie ze sobą nie rozmawiają. To oczywista inspiracja realnym życiem, bo mnóstwo ludzi nie potrafi się w tym wieku komunikować, a najbliżsi często są tymi, z którymi najtrudniej o nawiązanie relacji.

Z drugiej strony mam wrażenie, że zostało w książce poruszone aż nadto problemów – alkoholizm kobiet, choroby psychiczne, psychologiczne podstawy problemów z nauką, porzucenie dzieci… Owszem, wszystko to dotyczy współczesnych nastolatków, ale gdy wszystkie dotykają jednego bohatera, trudno oprzeć się wrażeniu, że nie wszystkie kwestie są potraktowane jednakowo poważnie i nadać mu odpowiednią perspektywę, by nie zostały spłycone i strywializowane. Wydaje mi się, że problemy dotyczące wyłącznie Cath mogłyby stanowić wystarczający materiał, a pozostałe można spokojnie przesunąć do kolejnej powieści.

Niemniej muszę przyznać, że wielu młodych ludzi odnajdzie się w tej książce, szczególnie przy tej pokoleniowej zmianie, kiedy życie przestało się toczyć głównie w realu, a w znacznej mierze przeniosło się do świata wirtualnego. Twórczość tej autorki zainteresowała mnie na tyle, że prawdopodobnie sięgnę jeszcze po jakąś jej powieść, szczególnie że zarówno język, jak i tłumaczenie są dobre, brak też nachalnego dydaktyzmu – tu nie ma łatwych odpowiedzi i gotowych recept na życie.

Autor: Rainbow Rowell
Tytuł: 
Fangirl
Przekład:
Magdalena Zielińska
Wydawnictwo: 
Otwarte
Data wydania:
2015

Dojrzewanie idei [Becoming, Michelle Obama]

Kiedy mnie pytano, kim zostanę, gdy dorosnę, odpowiadałam, że pediatrą. Dlaczego? (…) Szybko zauważyłam, że dorosłym podoba się taka odpowiedź. (…) Dziś sądzę, że pytanie: „Kim zostaniesz, gdy dorośniesz?”, które dorośli zadają dzieciom, jest zupełnie nie na miejscu. Tak jakby dorastanie mogło się zakończyć. Jakby w pewnym momencie człowiek kimś się stawał i koniec (s. 9).

Od czasu, gdy przeczytałam Becoming. Moja historia Michelle Obamy minął rok i choć od początku wywarła na mnie ogromne wrażenie, trudno mi było o niej cokolwiek napisać – książka musiała najpierw ułożyć się w głowie. Wróciła do mnie pod wpływem dokumentu na Netfliksie pod tym samym tytułem, pokazującym trasę promującą biografię.

Obama pokazuje w swojej książce drogę, którą przebyła z domu ciotecznej babci Robbie w South Shore w Chicago do Białego Domu i jeszcze dalej. Poznajemy nie tylko perspektywę czarnoskórej kobiety, lecz także szerszy kontekst społeczno-polityczny – być może w Ameryce oczywisty, jednak w Polsce bardzo przydatny, wszak tutaj nawet w czasach rzetelnego dziennikarstwa nie wszystkie wiadomości miały szansę ukazać się w mediach głównonurtowych, o ich analizie nawet nie wspominając. I tak na tle przemian społecznych lat 60. Obama pokazuje bardzo osobiste starcie ambitnej czarnoskórej dziewczyny o niezwykle silnym charakterze ze światem, który pod cienką warstwą równościowej retoryki, wciąż uprawia systemową dyskryminację czarnych kobiet z rodzin robotniczych. Tak Michelle Obama opisuje swoje doświadczenie:

Byłam czarną dziewczyną z klasy pracującej w prestiżowym, w większości białym koledżu. W najróżniejszych gronach bywałam jedyną kobietą i jedyną Afroamerykanką. (…) Wreszcie byłam też pierwszą damą Stanów Zjednoczonych, wykonującą zawód, który oficjalnie nie istnieje, lecz umożliwił mi dotarcie do większej liczby osób, niż mogłabym sobie wymarzyć. (…) Wychwalano mnie jako najpotężniejszą kobietę świata i szykanowano, nazywając „wojowniczą czarną kobietą”. Miałam czasem ochotę spytać krytykantów, która z tych trzech rzeczy doskwiera im najmocniej: „wojownicza”, „czarna” czy „kobieta” (s. 10). 

Autobiografia pierwszej damy  Stanów Zjednoczonych była prawdopodobnie moim pierwszym świadomym spotkaniem z walką ze współczesnym rasizmem i dyskryminacją płciową w świecie amerykańskiego snu i choć Obama nie używa tych określeń, opisuje zjawiska z brutalną szczerością osoby, która była  nimi osobiście dotknięta. Uświadomiłam sobie także jak wiele siły i determinacji wymagało jej męża stanięcie do walki o władzę w kraju, w którym należała ona od zawsze do bogatych białych mężczyzn (i jak pokazuje rzeczywistość – niekoniecznie tych inteligentnych, charyzmatycznych i zaangażowanych społecznie). 

Choć nie jest to nowość na rynku wydawniczym, wydaje mi się, że nieprędko straci na znaczeniu, bo wciąż cicho jest o kobietach, które osiągnęły sukces, które wspierają inne kobiety w dążeniu do celu, i które od podszewki znają problemy, z którymi mierzą się inni. Polecam tym goręcej, że zarówno narracja, jak i warstwa językowa powodują, że autobiografię czyta się bardzo dobrze i jest niezwykle wciągająca.

Autor: Michelle Obama
Tytuł: 
Becoming. Moja historia
Przekład:
Dariusz Żukowski
Wydawnictwo: 
Agora
Data wydania:
2019

Romans w wyższych sferach [Red, White&Royal Blue, Casey McQuiston]

– Zastanawiałeś się kiedyś – mówi powoli – jak to jest być anonimową osobą w tłumie…

Alex marszczy czoło.

– Co masz na myśli? (…) Chyba nie brakuje ci możliwości. (…)

– Owszem, możliwości, które ja brałbym pod uwagę – mówi, przeciągając słowa – najwyraźniej wcale nie są opcjami (s. 131-132).

W czerwcu społeczność LGBT+ i wspierający obchodzi Pride Month, w Polsce są to zwykle smutne obchody, szczególnie w tym roku – ze względu na stosowaną przez polityków retorykę dehumanizacyjną przedstawicieli mniejszości seksualnych. Tym ważniejsza zdaje się publikacja Red, White&Royal Blue Casey McQuiston.

Alex, pierwszy syn Ameryki (dalej: PSUSA) jest zaangażowanym w reelekcję swojej matki młodym człowiekiem z ambicjami. Pragnie zostać najmłodszym senatorem w historii. Jego plany zostają zrujnowane, gdy pod wpływem alkoholu bierze udział w skandalu podczas historycznego ślubu następcy brytyjskiego tronu. Aby zażegnać kryzys dyplomatyczny i PR-owy, zostaje zmuszony do udawania przyjaźni z księciem Henrym, co dla PSUSA jest potwarzą:

(…) jestem synem prezydentki Stanów Zjednoczonych. Książę Henry jest pionkiem imperium brytyjskiego. Nie możesz tak po prostu nazwać go moim największym wrogiem. (…) „Największy wróg“ sugeruje, że jest moim rywalem na każdym poziomie, a nie, no wiesz, nadętym produktem chowu wsobnego (…)

(s. 14).

Nadchodzi też moment, gdy Alex poddaje w wątpliwość swoją tożsamość, choć od dawna nie jest już nastolatkiem i dotychczas był pewien, że jest heteroseksualny do szpiku kości. Jednak urok księcia każe mu zweryfikować swoje przekonania.

Powieść ma konstrukcję klasycznego romansu, w którym od nienawiści przechodzimy do pełnej przeszkód miłości, która zalicza upadek, lecz wspólnie bohaterowie mogą przetrwać wszystko i wyjść z opresji silniejsi.

Autorka powieści identyfikuje się jako osoba nieheteronormatywna, co jest dodatkowym atutem, może bowiem czerpać z doświadczenia własnego oraz środowiska odnośnie do transgresji, uprzedzeń, uczuć i przemyśleń. To cenne spojrzenie od wewnątrz, do którego nieczęsto mamy dostęp. 

Podczas lektury nie sposób pominąć kwestię rzeczywistości przedstawionej, ponieważ o ile anonimowych bohaterów można osadzić w dowolnym świecie, o tyle mamy tu bardzo konkretne postaci ze świecznika. PSUSA zajął pokój w Białym Domu po jednej z córek Obamów, więc z tamtej rzeczywistości został wymazany triumf Trumpa. A to czyni z Henry’ego… Harry’ego!

Z wydaniem Red, White&Royal Blue w Polsce wiąże się również afera, której nie sposób pominąć, a została nagłośniona przez blogerki w social mediach (po szczegóły można zajrzeć na instagram @catusgeekus), ponieważ do druku trafiła robocza wersja, zawierająca błędy tłumaczeniowe oraz redakcyjne (już na pierwszej stronie dowiadujemy się, że message etched (…) with a tip of key to „wiadomość z kluczem“ – zamiast wiadomość wyryta kluczem/ czubkiem klucza – nie lepiej idzie z tłumaczeniem slangu: woof zostaje przełożone na „hau, hau“  – zamiast puszczę pawia itp.). Pomimo to, uważam że sukces wydawniczy jest dla tej powieści niezwykle ważny – publikacje LGBT+ nie są w Polsce szeroko reprezentowane, a sukces Red, White&Royal Blue mógłby im szerzej otworzyć drzwi wydawnictw.

Jak to w romansie, nie brakuje tu słodkich i romantycznych porywów, które należą tylko i wyłącznie do sfery tego podgatunku i mogą wywołać zarzuty o brak realizmu. Tymczasem uważam, że właśnie cukierkowość i pluszowość romansów jest ich niezbywalną cechą, a sięgamy po nie, by za schematami i utartymi strukturami znaleźć niezbędną do życia nadzieję.

Autor: Casey McQuiston
Tytuł: 
Red, White & Royal Blue
Wydawnictwo: 
Prószyński i S-ka
Data wydania:
2020

Bez ucieczki [Zapisane w kościach, Simon Beckett]

Za powieść Simona Becketta wzięłam się z polecenia koleżanki, która jest nie tylko fanką autora, ale i gatunku. Z powodu pomyłki zaczęłam czytanie serii od drugiego tomu, mimo to – nie przeszkodziło mi to docenić surowego stylu Becketta. 

David Hunter jest antropologiem sądowym i został wezwany w trybie pilnym na małą wysepkę, Runę, na której znaleziono spopielone zwłoki. Wszyscy uważają, że to przypadkowy samozapłon, jednak bliższe badania wskazują, że należy wezwać jednostkę zajmującą się morderstwami. Niestety, dwa czynniki krzyżują Hunterowi i lokalnym przedstawicielom władz szyki – ciągły sztorm oraz katastrofa kolejowa, która zajęła wszystkich funkcjonariuszy na lądzie.

Beckett doskonale buduje napięcie i ciężką atmosferę. Runę zamieszkują nieliczni, których trzymają na tym nieprzyjaznym kawałku skały niezrozumiałe dla bohatera sentymenty. Ciągłe niedogodności, do których nie przywykł (jak brak prądu i zasięgu, które człowiek z lądu uważa za stałe i dane na zawsze) są powodem do wzmożonej tęsknoty za domem. Na dodatek każdy na wyspie może się okazać zwyrodniałym mordercą. Duszna atmosfera miejsca, mrok, wicher i wdzierający się pod ubranie deszcz – to wszystko wzmaga niepokój nie tylko bohatera, ale i czytelnika. Perspektywa bycia jedynym obcym w okolicy nie pomaga zachować trzeźwości umysłu. A ofiar zaczyna przybywać.

Początkowo Hunter wydał mi się człowiekiem bez właściwości, a jego charakter zarysowany nader oszczędnie, ale gdy wyszło na jaw, że czytam drugi tom, stało się jasne, skąd to wrażenie. Zresztą ten typ literatury, gdzie nawet określona tylko z grubsza postać idealnie się wpasowuje w świat przedstawiony.

Pomimo że domyśliłam się, kto jest mordercą, zakończenie nie jest oczywiste. Jednocześnie nie czułam się pouczona przez autora, jak w przypadku Mroza, który musi wyjaśniać czytelnikowi, dlaczego jego nieprawdopodobne fabularnie rozwiązania właśnie są prawidłowe. Nie czułam też żadnej satysfakcji z powodu odkrycia sprawcy, jedynie przygnębienie. Jeśli więc liczycie na Katharsis – nie ma tu na nie miejsca, tu jest tylko brutalna rzeczywistość, ból egzystencjalny i próba ucieczki od korzeni.

Myślę, że to nie będzie książka dla każdego, ale za to po przeczytaniu zostanie na długo w pamięci.

Autor: Simon Beckett
Tytuł: 
Written in Bone/ (pol.) Zapisane w kościach
Wydawnictwo: 
Bantam Books/ (pol.) Amber
Data wydania:
2007/ (pol.) 2014

Z PRL-u do III RP – i z powrotem [Ostra jazda, Ryszard Ćwirlej]

Powieści milicyjne, czyli kryminały polskich autorów o dzielnych funkcjonariuszach MO, były bardzo popularne w czasach słusznie minionych. Dzisiaj patrzy się na te dzieła z dużym przymrużeniem oka. Natomiast w tej konwencji, pod nazwą powieści neomilicyjnej, ochoczo pisze Ryszard Ćwirlej – jednak jego poznańscy milicjanci na szczęście znacznie się różnią od swoich PRL-owskich antenatów.

I bardzo dobrze, bo nie dałoby się dziś na poważnie czytać apologii prawych funkcjonariuszy w mundurach z palemką. Ryszard Ćwirlej znalazł własną drogę i wytrwale nią podąża, co zaowocowało uwielbieniem czytelników i nagrodami: dwukrotną Nagrodą Czytelników Wielkiego Kalibru (Śliski interes, 2017 i Tylko umarli wiedzą, 2018) i Nagrodą Wielkiego Kalibru (Tylko umarli wiedzą, 2018) oraz Nagrodą Kryminalnej Piły dla najlepszej miejskiej powieści kryminalnej 2015 r. za Błyskawiczną wypłatę. Jego pierwszy kryminał o poznańskich milicjantach (Upiory spacerują nad Wartą) ukazał się w 2007 r., do tej pory wyszło aż 11 tomów. Natomiast od 2015 r. autor publikuje równolegle cykl retro o przedwojennym komisarzu policji Antonim Fischerze – dotychczas wydano cztery tomy, pierwszy to Tam ci będzie lepiej. Jednak oba cykle, współczesny i retro, układają się w ciekawą całość: bohaterowie z lat 80. XX w. mają swoich praprzodków w latach 20. i 30. i zarówno dziadowie, jak i prawnuki uczestniczą w ważnych dziejowych wydarzeniach.

Jestem historykiem z zamiłowania, zawsze interesowałem się okresem międzywojennym i II wojną światową, więc wybór czasów II RP był dla mnie całkowicie naturalny. A poza tym zawsze chciałem zmierzyć się z tematyką kryminału retro, więc gdy trochę już znudziłem się PRL-em, postanowiłem spróbować. I podczas pisania pierwszej powieści, Tam ci będzielepiej,której akcja rozgrywała się w Poznaniu lat dwudziestych, wpadłem na pomysł, że warto byłoby puścić oko do tych czytelników, którzy przyzwyczaili się do moich milicyjnych bohaterów. Stąd w pierwszej przedwojennej powieści pojawili się ich przodkowie. Choć bezpośrednim powodem był fakt, że w jednej ze swoich książek Marcin Wroński umieścił postać niezbyt rozgarniętego przodownika policji Anastazego Olkiewicza, ojca mojego Teofila, jednej z głównych postaci cyklu milicyjnego. W końcowej scenie swojej książki Marcin wsadził Olkiewicza do pociągu jadącego do Poznania, więc ja musiałem go w stolicyWielkopolski przywitać. (Rozmowa z Ryszardem Ćwirlejem, miesięcznik „Policja 997”, nr 4(145) /2017).

Najnowsza część cyklu współczesnego, Ostra jazda, rozgrywa się latem 2015 r.; główną bohaterką jest po raz drugi młoda policjantka Aneta Nowak, znana już z Jedynego wyjścia (2015), nazywanego przez krytyków kryminałem feministycznym m.in. dlatego, że do tej pory pierwsze skrzypce w poprzednich książkach Ćwirleja grali mężczyźni. Policjantka prowadzi tym razem śledztwo w sprawie kobiet z Ukrainy, przywożonych do Polski i zmuszanych do prostytucji. Pomagają jej znani z poprzednich części policjanci (i byli milicjanci), pojawia się też oczywiście samo zło wcielone w postaci byłego esbeka, obecnie dyrektora banku, który rzuca bohaterom kłody od nogi i wyciąga na nich swoje agenturalne teczki. Tak jak cykl retro, tak i współczesny zawierają sporo komentarzy do czasów obecnych, co dla czytelnika jest zwykle dodatkowym smaczkiem lektury. W dodatku nie trzeba znać poprzednich tomów, by czerpać z niej radość.

Zatem tak jak przedwojenny Lublin ma komisarza Zygę Maciejewskiego, postać z retrokryminałów Marcina Wrońskiego, Wrocław może szczycić się Eberhardem Mockiem, tak i Wielkopolska ma swoich milicjantów i ich pradziadków. Ryszard Ćwirlej, na zarzuty, że gloryfikuje MO-wców, odpowiada tak:

W milicji, tak jak w każdym środowisku, byli różni ludzie. Można było znaleźć prawdziwych fachowców od kryminalnej roboty, specjalistów śledczych z prawdziwego zdarzenia, ale także karierowiczów, służbistów, komisarzy politycznych czy w końcu zwyczajnych idiotów skłonnych do wykonania najgłupszych nawet poleceń przełożonych. (…) Zanim zasiadłem na dobre do pisania, musiałem umiejscowić gdzieś akcję. Że będzie to Poznań, wiedziałem od samego początku, w końcu jestem poznaniakiem i w tym mieście orientuję się najlepiej. Jednak okazało się, że w dzisiejszym Poznaniu znam tylko drogi dojazdowe do ośrodka telewizji, w którym pracuję, a ten Poznań, który pamiętam doskonale, to miasto z lat osiemdziesiątych, bo wtedy zaczynałem tu studia i poznawałem ciekawe miejsca, targowiska, knajpy, piwiarnie… i przede wszystkim ludzi. Dobrze pamiętam Piłę, w której spędziłem dzieciństwo, Poznań, w którym studiowałem, i Katowice, w których kończyłem studia. Moi bohaterowie chodzą po ulicach, po których ja kiedyś chodziłem, i dzięki temu ich tło żyje. (Rozmowa z Ryszardem Ćwirlejem, miesięcznik „Policja 997”, nr 1(58)/2010).

Dlatego każdy kolejny kryminał tego autora, czy to rozgrywający się współcześnie, czy niemal 100 lat temu, moim zdaniem jest wart przeczytania także ze względu na swoje tło historyczne, zrekonstruowane dość szczegółowo. Mnie urzekają opisywane przez niego lata 80., pewnie dlatego, że to czasy mojego dziecięctwa, ale i promieniujące z kart ciepło i życzliwość, z jakimi autor się do nich odnosi. Fakt, najlepiej i najczulej się pamięta czasy młodości, nawet jeśli to były lata gospodarki niedoboru i kartek, jednakowoż co nam zostanie po czasach dzisiejszych? Kolejne modele smartfonów, niemodnych już po miesiącu, czy stosy ciuchów, założonych tylko raz? A pierwszego Grundiga kupionego za dolary w Peweksie czy upragnione marmurkowe dżinsy pamięta się na wieki wieków.

Autor: Ryszard Ćwirlej
Tytuł: 
Ostra jazda
Wydawnictwo: 
Muza
Data wydania:
2019

Nie próbuj tego w domu [Vicious. Nikczemni, V.E. Schwab]

Idąc za ciosem, postanowiłam sprawdzić kolejną serię V.E. Schwab. Padło na Vicious. Nikczemni, powieść wydaną w zeszłym roku, która została finalistką plebiscytu na Książkę Roku LubimyCzytac.pl w kategorii fantastyka. To była wystarczająca rekomendacja, by po nią sięgnąć, ale czy wystarczająca, by polubić?

ictor i Eli poznali się na studiach i od razu połączyły ich chora ambicja i nieposkromiona żądza wiedzy oraz władzy. Eli deklaruje, że w pracy końcowej podejmie temat osób PP – PonadPrzeciętnych, których nazwalibyśmy ludźmi z supermocami. Jego motywacje nie są do końca jasne, czy kierował się pokręconym poczuciem humoru, jednak w swój plan wciąga Victora, który bada kwestie związane z wpływem adrenaliny na organizm. Ich wspólne ustalenia dowiodły, że wszystkie osoby PP przeżyły epizod bliski śmierci, zatem rozpoczęli testy na żywych organizmach. Jednak ich podejście do badanego zagadnienia zmieniło się na tyle, że poróżnili się na śmierć i życie.

Spotykają się ponownie po dziesięciu latach jako wrogowie. Eli spędził cały ten czas na zwalczaniu osób PP, obecnie współpracuje z policją i uważa, że jest to misja od Boga. Jest to całkowicie sprzeczne ze światopoglądem Victora:

Najbardziej jednak fascynowało Victora to, że z Eliem było coś nie tak. Nowy kolega wyglądał czasem jak łamigłówka: obrazek pełen drobnych błędów, który trzeba obejrzeć z różnych stron i pod różnymi kątami, a i tak obserwatorowi umknie zawsze kilka szczegółów. Na pierwszy rzut oka Eli wydawał się zupełnie normalny, ale co jakiś czas Victor dostrzegał u niego pęknięcie, nieszczere spojrzenie, chwilę, kiedy mina współlokatora nie pasowała do słów, a wygląd – do deklaracji. (s. 22).

Schwab przemyca w powieści kilka etyczno-moralnych pytań o odpowiedzialność naukową, wykorzystanie ludzi w dobrej lub złej wierze oraz – czy istnieją obiektywne wyznaczniki Dobra i Zła. A jeśli istnieją – czy można je rozpoznać?

W Vicious Schwab zastosowała nielinearną narrację – fabuła jest prowadzona w dwóch liniach czasowych – powieść zaczyna się tuż przed ostatecznym starciem, ale z czasem poznajemy bohaterów, gdy byli jeszcze ambitnymi studentami i czytelnik powoli odkrywa, co do niego doprowadziło. Autorka wplata też epizody dotyczące przeszłości postaci drugoplanowych, dzięki czemu zależy nam na małej Sydney i jej siostrze czy Mitchu, którzy mieli w życiu pecha i natknęli się na naszych bohaterów i zostali wykorzystani w ich śmiertelnej rozgrywce.

Schwab ma sprawny warsztat pisarski i podejmuje w Vicious temat, który od dawna był omijany w fantastyce. Ponadto nie podaje oczywistych odpowiedzi, a jej bohaterowie nie są jednoznaczni, choć ich motywacje są dość prawdopodobne. Niedawno ukazał się drugi tom, mimo że pierwszy może stanowić odrębną całość i jej lektura jest satysfakcjonująca. Jeśli, jak ja, potrzebujecie nieco odpoczynku od morderczych księżniczek bez krzty refleksji – dla odmiany polecam Vicious.

Autor: V.E. Schwab
Tytuł: 
Vicious. Nikczemni
Wydawnictwo: 
We need YA
Data wydania:
2019

Księzniczki i szpieginie [Królestwo mostu, Danielle L. Jensen]

Mam wyjątkowe szczęście do młodzieżówek powielających klisze – myśleliście, że trop księżniczki z bajki wymiera? Gdzież tam – rozwija się dobrze, ugruntowuje pozycję i wypiera zwykłą bohaterkę (Heroina vulgaris). Kolejną przedstawicielką tego gatunku (Princessa heroina) jest Lara. Dotychczasowe życie spędziła w ośrodku szkoleniowym na pustyni, by wraz z jedenastoma siostrami stanąć w szranki o tytuł najlepszej szpiegini w Maridrinie i ubiegać się o rękę księcia, zagwarantowaną w traktacie pokojowym.

Co zatem robi kandydatka na królową, by pozbyć się konkurencji? Truje i zostawia za sobą nawet się nie obejrzawszy. A potem zostaje żoną króla i służy ojcu jako tajny informator, by ten mógł prowadzić wojnę i zaorać jedyny port tranzytowy w okolicy.

W tym miejscu straciłam wątek i przestałam rozumieć motywacje Lary – niby nienawidzi ojca, ale robi wszystko, by mu się przypodobać. Ma widocznie nieprzepracowane problemy z dzieciństwa, które załatwia, zostawiając za sobą trupy.

Ale mąż w sumie przystojny i całkiem miły, dość dobrze ją traktuje, więc też można mu okazać lojalność, zabijając kilka osób… Musicie przyznać, że Lara ma dość ciekawy sposób okazywania uczuć.

Oczywiście wszyscy (z mężem na czele) podejrzewają, że jest szpiegiem, ale raczej ich to nie turbuje, bo prawdopodobnie zamierzają wywołać u niej syndrom sztokholmski, pokazując bitwy morskie i traktując jak więźnia politycznego.

Lara ma jedno ważne powiedzenie, które często sobie powtarza (parafrazując George’a R.R. Martina) i stało się ono moim hasłem dnia – DZISIAJ NIE UMRĘ. I tego się trzymamy.

Nie rozumiem tej książki, nie mogę się w żaden sposób utożsamić z bohaterką. Nie rozumiem jej okrucieństwa, nie podoba mi się fabuła, która jest miałka i pretekstowa. Co gorsza – prawdopodobnie nie różni się za bardzo od innych powieści tego typu. I tak się czyta – jak typową lekturę do metra. Trudno się w niej pogubić, bo i tak nie ma za dużo sensu. Jest jednak napisana lekko, trzyma tempo i ciężko się na niej zawieść.

Autor: Danielle L. Jensen
Tytuł: 
Królestwo mostu
Wydawnictwo:
Galeria książki
Data wydania:
2019

Magiczny Londyn [Mroczniejszy odcień magii, V.E. Schwab]

Choć legenda Victorii Schwab mignęła mi w świecie książkowego internetu, byłam przekonana, że to kolejna autorka młodzieżówek, jakich wiele. Sięgnęłam jednak z ciekawości po licznych pozytywnych opiniach po książkę, która była m.in. nominowana do tytułu Książki Roku w plebiscycie serwisu Lubimyczytac.pl. I faktycznie – autorka ponownie przedstawia ciekawą koncepcję światów równoległych.

Bohater, Kell, to jeden z dwóch magów, którym dane jest przekraczanie granic pomiędzy światami równoległymi. Jest posłańcem władców, kurierem łączącym świat magii z tym, w którym jej nie ma. Kell ma też małą tajemnicę, jest szmuglerem, który przenosi artefakty na zamówienie. Ukrywa to przed władzą i rodziną, wszak z magią nie można igrać.

Przedstawiony w powieści model świata obejmuje ograniczoną przestrzeń oraz ograniczoną liczbę wymiarów – fabuła rozgrywa się w trzech Londynach, a każdy z nich różni się podejściem do magii – od całkowicie z niej wydrenowanego do zdominowanego przez czary. Z jednej strony pozwala to uniknąć nadmiaru opisów. Z drugiej ukazuje różnorodność w obrębie świata przedstawionego, głównie za pomocą barw. Krąży też legenda, że kiedyś istniała jeszcze jedna lokalizacja – Czarny Londyn, lecz został oddzielony od innych za pomocą potężnych czarów, ponieważ magia przejęła nad nim całkowicie kontrolę i zupełnie go zniszczyła. 

Podczas jednej z niebezpiecznych przygód drogi Kella krzyżują się się  z Lilą – uliczną złodziejką i kombinatorką:

Lila Bard żyła według pewnej prostej zasady: jeśli jakiś przedmiot był wart posiadania, trzeba go było zabrać. Podniosła srebrny zegarek kieszonkowy do słabego światła ulicznej latarni i podziwiała elegancki połysk metalu, zastanawiając się, co mogą oznaczać wygrawerowane na tylnej stronie koperty inicjały (…).

I choć Lila nie ma w życiu szczęścia, marzy o lepszej przyszłości, przygodach oraz samowystarczalności, która pozwoli jej spłacić długi. Taką możliwość widzi w byciu piratką. Ale spotkanie z magiem otwiera dla niej zupełnie nowe, pełne niebezpiecznych przygód drzwi. 

Mroczniejszy odcień magii to powieść dla ludzi pokroju inżyniera Mamonia – którzy lubią klisze, tropy i książki, które już czytali, bo nie sili się na odkrywczość, choć jest napisana dobrym językiem (i dobrze przełożona) i ciekawym stylem, który mi odpowiada. Jest kilka wątków, które aż się proszą o rozwinięcie (na przykład relacja Lili i Barrona), i jakieś zbędne sceny, które wzbudziły jedynie niesmak:

Musnął ustami jej usta na jeden krótki moment, otarł się o jej ciepło, a następnie odsunął.- Po co to? – spytała.- Na szczęście – odrzekł. Chociaż na pewno nie będzie ci potrzebne.

Niemniej jak na młodzieżową fantasy – nie brakuje tu zwrotów akcji, choć tempo bywa miejscami zaburzone . Jeśli więc macie ochotę na opowieść o realizowaniu marzeń pomimo przeciwności losu oraz poszukiwaniu zagubionej tożsamości, a jednocześnie nie nadętej i nie prostackiej – to polecam na weekendowe leżakowanie.

Autor: V.E. Schwab
Tytuł: 
Mroczniejszy odcień magii
Wydawnictwo: 
Zysk i S-ka
Data wydania:
2016

Klątwa drugiego tomu – relacja czy akcja? [Zdradzieckie serce, Mary E. Pearson]

Zbuntowana książniczka Lia został porwana przed Kadena – skrytobójcę z Vendy. Ma być oddana Komizarowi, a jej jedyną kartą przetargową jest domniemany dar. Za nimi w pogoń rusza Rafe, przez co oboje ruszają do vendańskiej niewoli.

Początkowo upokorzona Lia szybko odnajduje się w nowej sytuacji i postanawia rozegrać swoją grę przeciwko tutejszym tradycjom, zwyczajom i władzy. Próbuje także pomóc ukochanemu, który – jak zdołała się już domyślić – jest księciem Dalbreck.

Po nie najgorszym pierwszym tomie, którego główną zaletą była zagadka dotycząca tożsamości mężczyzn, uwikłanych w miłosny trójkąt z Lią, drugi tom zalicza lekki spadek jakościowy, choć autorka próbuje nadrabiać kolejną zagadką, która dotyczy historii krajów i pochodzenia samej bohaterki. Okazuje się bowiem, że przeszłość jest bardziej skomplikowana niż się dotychczas się wydawało, a zarówno w jej ojczyźnie, jak i w Vendzie historia jest zakłamywana i starannie pisana od nowa.

Zdradzieckie serce jest napisane sprawnie i dobrym językiem, zostały wprowadzone nowe wątki, ale generalnie ma jedną wadę – bohaterowie są słabo napisani. Oczywiście w miejsce uwięzionego Rafe’a zostaje wprowadzony kolejny mężczyzna , którego intencje wobec Lii są co najmniej niejasne i tworzy się kolejny trójkąt – zupełnie jakby bohaterka z jednym adoratorem nie była wystarczająco atrakcyjna.

Pomijając sercowe perypetie Lii, jej obecność w Vendzie sankcjonują pieśni, które wymieniają jej imię jako oczekiwanej wyzwolicielki. I chociaż szybko zjednuje sobie ona przychylność ludu, obecny Komizar nie jest zwolennikiem traktatów pokojowych i zapewniania swoim ludziom dobrobytu.

Autor: Mary E. Pearson
Tytuł: 
Zdradzieckie serce
Wydawnictwo: 
Initium
Data wydania:
2018