Krąg śmierci [Odwet, Vincent V. Severski]

Zbliżają się wybory parlamentarne a najważniejszą postacią na scenie politycznej staje się powoli Olgierd Rubecki – młody i odznaczony, ale już emerytowany oficer wywiadu. Na polecenie premiera Sekcja ma zrobić głęboką kwerendę na jego temat. Tak zaczyna się Odwet, drugi tom serii o tajnej komórce polskiego wywiadu spod pióra emerytowanego oficera polskiego wywiadu – Vincenta V. Severskiego.

W tym samym czasie w Algierze umiera Waldemar Zenonik, który właśnie zrealizował lukratywne zlecenie dla Polskiego Koncernu Zbrojeniowego. Wszystko wskazuje na to, że za jego śmierć jest odpowiedzialna Al-Qaida; w ambasadzie za to huczy od plotek na temat romansu, w który był uwikłany i że zabójstwo zostało popełnione z zazdrości. I gdyby nie poszukiwania zaginionego telefonu, koordynowane osobiście przez naczelnik Gerber, śledztwo prawdopodobnie nie ruszyłoby z miejsca. Do Polski docierają także wieści o kolejnej śmierci polskiego agenta, tym razem w Baku.
Tymczasem Leski przygotowuje się do odejścia na emeryturę. Na swojego następcę przygotowuje Dimę, jednak w tym tomie na pierwszy plan wybija się Monika. I o ile jej postać była dotychczas zwyczajnie egzaltowana, w Odwecie wychodzą jej całkiem nowe cechy: nieomylność, kłótliwość, kochliwość i nadęcie. Niekoniecznie w tej kolejności. A jej miejsce w grupie sankcjonuje tylko Leski, który przypisuje jej nadnaturalne zdolności, trzecie oko i umiejętność konsolidacji danych oraz spojrzenie na problem z lotu ptaka.


Co prawda zdaje się, że Arent podkochuje się w Dimie, ale gdy w okolicy pojawia się mężczyzna, jej radar zaczyna działać (nawet przez telefon):

Rozłączyli się i Monika pomyślała, że Jacek jest fajnym facetem. Może nawet tak fajnym jak Dima. (s. 641).

Przez pryzmat swojego zainteresowania ocenia Rubeckiego, kolegów z pracy i kontrahentów. I – wzorem Harry’ego Hole – zawsze daje ludziom drugą szansę, by mogli trafić na jej czarną listę. A ze względu na jej wahania nastrojów – łatwo na nią trafić.
Tradycyjnie, jak to Severski, tempo opowieści utrzymuje bardzo szybkie, postaci jest dużo i trzeba poświęcić dużo uwagi , by nie zgubić sensu historii. To sprawia, że wydaje się ona bardziej prawdopodobna. Tym bardziej, że choć została opublikowana rok temu, w wakacje została ujawniona afera, która do złudzenia przypomina jedną z opisanych w Odwecie. Ciekawe, ile takich mi umknęło. I czy wystarcza doświadczenie oficera wywiadu, by przewidzieć przyszłość.
Pozostaje mi tylko żywić nadzieję, że to nie ostatni m, bo chciałabym, żeby Leskiemu zostało dopisane szczęśliwe zakończenie. W miarę możliwości.

Autor: Vincent V. Severski
Tytuł: 
Odwet
Wydawnictwo: 
Czarna Owca
Data wydania:
2019

Nie tylko z okazji stulecia [Policjanci, Joanna i Rafał Pasztelańscy]

W ubiegłym roku minęło 100 lat od powstania Policji Państwowej. Może z tego powodu warto zwrócić uwagę na książkę opowiadającą historie dwunastu współczesnych policjantów, którzy zginęli na służbie. Zwykłych facetów i jednej kobiety, którzy mieli rodziny, swoje pasje i marzenia, ale pewnego dnia to wszystko legło w gruzach. Zostały tabliczki z nazwiskami na Tablicy Pamięci i straumatyzowani bliscy.

Autorzy Policjantów. Za cenę życia to dziennikarze z wieloletnim doświadczeniem, zwłaszcza Rafał Pasztelański jest znany z pisania o mafiach pruszkowskiej czy wołomińskiej. Jednak tym razem, jak sami przyznają, ich książka

to dobre remedium na te wszystkie książki, które kreują gangsterów na bohaterów. Nie było do tej pory nic o normalnych policjantach, wyłącznie o złych glinach lub wrednych, ale wspaniałych gangsterach (Rozmowa z Joanną i Rafałem Pasztelańskimi, miesięcznik „Policja 997”, nr 9 (138)/2016). 

Wybrali dwanaścioro funkcjonariuszy, ich śmierci były dość głośne medialnie, zwłaszcza sprawa nieudanej policyjnej akcji w Magdalence w 2003 r., w której zginęło dwóch antyterrorystów, czy stołecznego policjanta, który został zadźgany za zwrócenie uwagi na przystanku dwóm młokosom. Od początku lat 90. XX w. na służbie zginęło ponad 120 policjantek i policjantów, tabliczki z ich nazwiskami znajdują się na Tablicy Pamięci w Komendzie Głównej Policji – i niestety co roku, z okazji Święta Policji, dokładane są nowe.

To niełatwa lektura, na pewno nie na jeden wieczór, chyba że ktoś lubi ekstremalne przeżycia emocjonalne. Historie są opowiedziane bez sensacji, to w dużej mierze relacje najbliższych i kolegów poległych policjantów. Są zdjęcia z domowych archiwów i rozdzierające wręcz serce relacje niemal wszystkich wdów: odczuwały wokół siebie zawiść ludzi, pretensje, że zarobiły na śmierci mężów. Zupełnie absurdalne zarzuty. W 1997 r. powstała Fundacja Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach, wspierająca rodziny po stracie męża i ojca. Podobnie jak w przypadku dwóch książek non fiction Katarzyny Puzyńskiej, tak i tutaj część dochodu z książki jest przeznaczona na tę fundację. Rozmówcy Pasztelańskich otwarcie przyznają, że dopiero po śmierci policjanta znajdowały się pieniądze na nowy sprzęt. Ten przygnębiający refren przewija się w całej książce. Autorzy w jednym z wywiadów przyznali, że traktują ją bardzo prestiżowo – jako formę zapłaty za to, czego się nauczyli od policjantów podczas swojej wieloletniej dziennikarskiej pracy. Jednak wydaje mi się, że każdy może się czegoś z tej lektury nauczyć:

Chcielibyśmy, żeby chociaż jeden na dwudziestu nastolatków sięgnął choć po jeden rozdział i pomyślał, że ci policjanci to są całkiem fajni faceci, a nie sztywniacy wlepiający mandaty. To ludzie z pasjami, może fani „Gwiezdnych wojen”, a nie tylko psy od ścigania za jaranie dżointów. Duża jest fascynacja „Pitbullem”, złymi gliniarzami i gangsterami, a my chcieliśmy pójść w drugą, dobrą stronę.

Autor: Joanna i Rafał Pasztelańscy

Tytuł: Policjanci. Za cenę życia

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Data: 2016

Kobiety wojny [Słowik, Kristin Hannah]

Vianne i Isabelle są siostrami, które wcześnie zostały skazane na samotność – gdy matka zmarła, zniszczony wojną ojciec wywiózł swoje córki na wieś, by tam wychowała je opłacona opiekunka. Nastoletnia Vianne szybko się zakochała, zaszła w ciążę i wyszła za mąż, a jej znacznie młodsza siostra tułała się od jednej szkoły z internatem do kolejnej.

Gdy przychodzi wiadomość o kolejnej wojnie i poddaniu Francji siostry reagują całkowicie inaczej – Isabelle jest gotowa stanąć do otwartej walki, natomiast Vianne stara się możliwie najdłużej ignorować sytuację polityczną, a gdy wreszcie jej mąż dostaje powołanie do wojska, próbują wraz z córką przeżyć bezpiecznie, nawet gdy w jej domu kwateruje niemiecki oficer.
Słowik otrzymał tytuł najlepszej książki roku 2016 portalu Lubimyczytac.pl, a wcześniej została doceniona przez czytelników na Amazonie i Goodreads. Prezentuje oczywiście dość uproszczone i romantyczne spojrzenie na wojnę, a jej główną wartością są emocje, które wzbudza. I choć spodziewałam się romansu z wojną w tle, muszę przyznać, że akurat relacje damsko-męskie zajmują marginalną pozycję w fabule, a opisane są z wyczuciem i subtelnie, bo też i o kruchych emocjach mowa, gdy żywioł wojny przetacza się przez życia.


Autorka nie oszczędza czytelnika i niczym godna następczyni Martina nie waha się przed uśmierceniem bohaterów bliskich czytelniczemu sercu – zupełnie jak w życiu. Wojna zbiera obfite żniwo pośród bliskich i dalszych, a cierpienie nie pozostawia nikogo obojętnym. I o tym właśnie pisze Hannah – że nikt nie może pozostać obojętny wobec okrucieństwa wojny, nawet jeśli bardzo się stara. I że walka o własne człowieczeństwo jest jedyną walką, którą warto toczyć.


A gdy przychodzi uczucie – niechciane, nieoczekiwane i bardzo nie na miejscu, nie ma go w wielkich słowach, bo kryje się w dbałości o drugą osobę i wzajemnej trosce.

Kiedy jednak spojrzeli na siebie, zrozumieli, że jest coś gorszego od pocałunku z niewłaściwą osobą. To pragnienie tego pocałunku.


Tak – jest to amerykańskie, proste spojrzenie na wojnę, ale pokazuje jej inne oblicze – pozostawione w domach i próbujące przetrwać z godnością kobiety, dzieci próbujące zastąpić ojców i chronić swoje matki oraz młodsze rodzeństwo. To rozrywane na strzępy więzy rodzinne i przyjaźnie oraz chronienie najbliższych za wszelką cenę. I choć nic nie jest w stanie przykryć naiwnej fabuły, muszę przyznać, że język i tempo narracji bardzo przypadły mi do gustu, a sączący się jedwabisty głos Danuty Stenki uważam za jedną z zalet Słowika w wersji audio. Wydaje mi się również, że melancholijny przedświąteczny czas sprzyja takim książkom i nie, nawet oczywiste nawiązania intertekstualne do Allo, allo zupełnie mi nie przeszkadzają.

Autor: Kristin Hannah

Tytuł: Słowik

Wydawnictwo: Świat Książki

Data: 2016

Nawet z narażeniem życia [Policjanci, Katarzyna Puzyńska]

Autorką poniższego gościnnego wpisu jest Ola, która postanowiła mnie wesprzeć w blogowaniu o książkach. Ola jest dziennikarką i moją przyjaciółką. Jest też znawczynią kryminałów i thrillerów, nie gardzi też reportażami.
Niedawno ukazał się 11. (już!) tom sagi o policjantach (i policjantce) z Lipowa, autorstwa Katarzyny Puzyńskiej. Warto jednak zajrzeć do jej dwóch innych książek, tym razem non fiction, ale też poświęconych stróżom prawa: Policjanci. Ulicai Policjanci. Bez munduru.Tym bardziej że, kupując je, wspiera się rodziny funkcjonariuszy, którzy słowa roty ślubowania wypełnili do końca.

Ja, obywatel Rzeczypospolitej Polskiej, świadom podejmowanych obowiązków policjanta, ślubuję: służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia.(…).

To początek ślubowania, które składa każdy przyjęty do służby świeżo upieczony funkcjonariusz i funkcjonariuszka Policji. Tych, którzy te słowa, wzięte na poważnie, przypłacili życiem, jest już ponad 120. Między innymi dlatego autorka połowę swojego honorarium za te właśnie książki przekazuje na Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach. Zorganizowała też aukcję charytatywną #Niebieskim, z której dochód zasilił konto fundacji. Można o tym przeczytać m.in. tutaj: http://gazeta.policja.pl/997/archiwum-1/2019/numer-174-092019/179180,Nr-174-092019.html

Dlaczego o tym wspominam na samym początku? Ano dlatego, by pokazać stosunek autorki do swoich rozmówców. Mimo że w książkach jest zastrzeżenie, iż Opinie wyrażone w wywiadach są opiniami konkretnych osób, niekoniecznie wydawcy i autorki, czuć jej sympatię i wsparcie dla nich. Na obie książki składa się 15 rozmów z policjantkami i policjantami prewencji, ruchu drogowego i patroli interwencyjnych (Policjanci. Ulica) oraz kryminalnymi, dochodzeniowcami, funkcjonariuszami Centralnego Biura Śledczego Policji, technikami, medykiem sądowym i psychologiem policyjnym (Policjanci. Bez munduru). Oczywiście żaden z nich nie występuje pod własnym imieniem i nazwiskiem, są wciąż w służbie i nie chcą się ujawniać ani narażać z powodu zbytniej szczerości tego, co mówią. Dlatego bez ogródek opisują policyjną codzienność: nawał pracy, mało ludzi, marne zarobki, wypalenie zawodowe, niezrozumienie roli policji przez społeczeństwo, bzdurne rozkazy przełożonych, upolitycznienie, nieustanne reformy… Ale są też i jasne strony: uratowanie komuś życia czy poczucie misji, że ta robota mimo wszystko ma sens. Jeden z rozmówców na pytanie, co jest najtrudniejsze w służbie w Policji, po długim milczeniu odpowiada:

Bycie policjantem. Żeby wszystko pogodzić. Żeby przyjść do domu, być normalnym człowiekiem, ojcem, mężem. Żeby to wszystko jakoś opanować, żeby opanować te emocje.

Wyimek:

A ja myślę, że ich bohaterstwo polega właśnie na tym, że są ludźmi. Mają swoje słabości, mają złe dni, jak każdy normalny człowiek, mogą być zmęczeni, wściekli, a jednak wychodzą na tę służbę i narażają się. Tym większa jest ich zasługa, że potrafią to przezwyciężyć w sobie. Zależało mi na pokazaniu, że po jednej i po drugiej stronie są ludzie i żeby ten wzajemny szacunek do siebie mieć. To jest przesłanie tych książek. (Rozmowa z Katarzyną Puzyńską, miesięcznik „Policja 997”, nr 9 (174)/2019)

Myślę, że mimo wszystko (a zwłaszcza odkładając na bok własny stosunek do Policji, jakikolwiek by nie był) warto rzucić okiem na te dwie pozycje – ale ostrzeżenie: czytanie całości na raz może być ekstremalnym wyzwaniem i zwłaszcza co wrażliwsi czytelnicy powinni dawkować sobie lekturę, zważywszy na drastyczne czasami opisy różnych zdarzeń z policyjnej codzienności. Jeśli ktoś chce naprawdę czegoś dowiedzieć się o tej służbie (bo policjanci pełnią służbę, nie pracują!), to właśnie od Puzyńskiej i jej rozmówców. Poza tym w 2019 r. minęło 100 lat od powstania Policji Państwowej (PP), więc to też dobry powód, by chwilą lektury i wynikającej z niej refleksji uczcić tych, którzy są dziś kontynuatorami PP. Co do mnie, świadomość, że są ludzie, którzy z własnej woli chcą strzec mojego i moich bliskich bezpieczeństwa, narażając przy tym siebie, podnosi mnie na duchu.

Autor: Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Policjanci. Ulica

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data: 2018


Autor: Katarzyna Puzyńska

Tytuł: Policjanci. Bez munduru

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Data: 2019

Człowiek-zagadka [Iluzjonista, Remigiusz Mróz]

Obfitość w uniwersum Mroza powoduje, że postaci mogą migrować z jednej serii do drugiej. Dzięki temu Gerard Edling pomiędzy pierwszym a drugim tomem mógł przejść metamorfozę z najbardziej irytującego behawiorysty w historii literatury do tej postaci, o której czytamy. Osadzony  w więzieniu pod koniec pierwszego tomu, w Iluzjoniście cieszy się już wolnością, którą odzyskał dzięki politykom z serii W kręgach władzy.

Gdy więc do drzwi w środku nocy puka prokurator,  myśli że przeszłość się o niego upomniała. Wrócił bowiem Iluzjonista, seryjny zabójca, który  zebrał krwawe żniwo pod koniec lat 80., a każda zbrodnia zdawała się prztyczkiem wymierzonym osobiście Edlingowi, podówczas młodemu asesrorowi. Swoista gra w zagadki podjęta trzydzieści lat wcześniej zostaje wznowiona, choć wydaje się, że sprawca został ujęty i skazany w czasach słusznie minionych, a wszyscy uwikłani w tę sprawę już nie żyją. Jedynymi osobami, które znają prawdę, są Edling i jego jedyna prawdziwa młodzieńcza miłość – Gocha.   Rzadko się zdarza, by drugi tom był lepszy od pierwszego, ale Iluzjonista niech będzie chlubnym wyjątkiem – uniknął wszystkich błędów Behawiorysty: nadęty i przerysowany Edling przeszedł magiczną przemianę oraz dostał tło, którego mu dotychczas brakowało. Z absolutnie niestrawnego bufona  awansował na nijakiego, ale znośnego bohatera. 


Morderca, który ma jakieś osobiste powiązania z Gerardem oraz bawi się ze śledczymi i prokuraturą, jest postacią całkiem interesującą – aż miałam ochotę czytać dalej, by poznać jego motywy (te ostatecznie nie były jakieś szczególne, ale nie zawsze chodzi o to, by króliczka złapać).

Narracja jest prowadzona w dwóch płaszczyznach czasowych, dzięki czemu sprawy się zazębiają. Uwypukla to podobieństwa między obiema sprawami i – jak wspomniałam wcześniej – ukazuje Edlinga  w zupełnie innym świetle. Ten Gerard sprzed lat ma nawet głębię, której brakuje temu współczesnemu. Wydaje się również, że rzeczywistość PRL-u, którą opisuje Mróz (działanie aparatu, wpływy Wschodu) bardziej pasowałyby do początku lat 80. niż końcówki.

To jest ten Mróz, którego uznałam za obiecującego młodego autora, a Iluzjonista jest jedną z nielicznych jego książek, których nie muszę opatrywać hasztagiem #przeczytalamzawas i można je czytać bez poczucia zażenowania – a to już dużo.


Autor: Remigiusz Mróz

Tytuł: Iluzjonista

Wydawnictwo: Filia

Data: październik 2019

Tańcząca furia [Furia, Robert Ziębiński]

Furię przeczytałam z polecenia Wielkiego Buka – skusiła mnie przerysowana fabuła, bo przecież uwielbiam filmy tego typu: Nikita, John Wick czy Dom w głębi lasu  to dla mnie idealne pozycje na sobotnie wieczory. A czy książki w tej formule się sprawdzają?

Kalina jest nauczycielką polskiego w Kościanie pod Krakowem, ma prawie czterdzieści lat, jeździ javą i kompensuje sobie niedostatki w relacjach z ludźmi, uwodząc ucznia. Gdy ów uczeń ginie w podejrzanych okolicznościach, Kalina jest przekonana, że to przeszłość się o nią upomniała.

Co może robić polonistka po śmierci swojego ucznia? Łaska już nam pokazała, że prowadzenie prywatnego śledztwa przez nauczycielkę i przeszkadzanie policji w odkryciu prawdy to nowy standard, ale Kalina idzie o krok dalej, wyciąga broń ze schowka w garażu i idzie w miasto pomścić Sebastiana.

Na drugiej płaszczyźnie czasowej, kilkanaście lat wcześniej, możemy poznać historię, która doprowadziła Kalinę do Kościana, jakim cudem została ona uwikłana w sprawy, które mogą doprowadzić do śmierci postronnych. W Warszawie na początku lat 90. studentka polonistyki, Natalia, pija kawę w pierwszej pankejkowni w demokratycznej Polsce. Zostaje tam uwikłana w aferę szpiegowską i wojnę o wpływy gangsterów ze Stadionu Dziesięciolecia i dworca Zachodniego. A wszystko dlatego, że człowiek pokroju Franza Maurera zobaczył w tej studentce patologiczny potencjał.

Kalina bierze zatem giwerę i idzie się mścić według swojego kodeksu i moralności. Jakież jest jej zdziwienie, kiedy na jaw wychodzi, że Sebastian był prawdopodobnie ofiarą chciwości swego ojca – miasteczkowej grubej ryby. W Kościanie bowiem giną ludzie, podobno też się wyprowadzają, zostawiając swoje majątki dwóm najbogatszym ludziom w mieście.

Książka jest mocno uproszczona (gdzież jej do wysublimowanej Nikity), budzi pytania, na które jedyną odpowiedzią jest TO NIEMOŻLIWE! Na przykład – skąd studentka bierze pieniądze na przesiadywanie w warszawskim bistro? Jakim cudem policja jej nie aresztuje przy pierwszej okazji, gdy zaczyna bruździć w Kościanie? Albo dlaczego główny zły nie strzeli jej w łeb?

Jeśli z wypiekami na twarzy śledziliście serialową Nikitę, a teraz bawi Was John Wick, to prawdopodobnie ją przeczytacie bez przykrości, ale nie jest to żadna pozycja obowiązkowa. Nie potrafię poważnie myśleć o książce, która z jednej strony sili się na prawdopodobieństwo zdarzeń, a z drugiej – jest zrealizowana w konwencji z założenia nierealistycznej i trochę superbohaterskiej a trochę ludycznej. Ryzyko krwawienia z oczu podczas czytania niewielkie, ale korzyści równie małe.

Autor: Robert Ziębiński
Tytuł: Furia
Wydawnictwo: Świat Książki
Data: 2019

Łaska zapomnienia [Łaska, Anna Kańtoch]

Łaska Anny Kańtoch to kolejna po Wierze  powieść kryminalna tej autorki osadzona w czasach komuny. Wygląda na to, że lata 80., tak chętnie eksplorowane teraz w popkulturze chociażby za sprawą Stranger Things, sprawdzają się również jako tło kryminału.

Książka Kańtoch zadaje pytanie, czy niepamiętanie o zbrodni to faktycznie łaska. Mała Marysia znika w lesie na tydzień. Po tym czasie zostaje odnaleziona, ale ani ona, ani jej życie nie będą takie same. Marysia nie pamięta, co się z nią działo, a ciotka kategorycznie odmawia wracania do tej sprawy.

Po trzydziestu latach Marysia jest nauczycielką w pobliskiej podstawówce, ma objawy nerwicy lękowej i depresji, nie ułożyła sobie życia, ciotka umiera w szpitalu, a uczeń ginie w dziwnych okolicznościach, które zmuszają Marię do powrotu pamięcią do chwili zaginięcia. Czy niepamięć rzeczywiście jest łaską? Czy pamięć jest kluczem do rozwikłania serii morderstw popełnionych na nastolatkach?


Śmierć otacza i osacza Marię, wszyscy w miasteczku uważają, że jest zamieszana w coś podejrzanego, a może nawet sama jest zabójczynią. Ona jednak desperacjo próbuje odkryć powiązania pomiędzy ofiarami a własnymi przeżyciami. Jedyną osobą, która się nie odwraca od Marii w ty trudnym momencie jest koleżanka z pracy – Ala – nieco naiwna  i sama doświadczona przez życie staje się dla bohaterki niespodziewanym oparciem i najbliższą osobą.


Łaska jest powieścią przewrotną, w której fabuła nie jest najmocniejszą stroną, a rozwiązanie zagadki kryminalnej nie kończy historii. Jak w poprzednich powieściach Kańtoch – na pierwszy plan wysuwają się sposób opowiadania, budowanie atmosfery – gęstej, przytłaczającej i dusznej – sposób narracji. W warstwie fabularnej słabym ogniwem (jak na kryminał) jest sprawca, bo w zasadzie od początku wiadomo, kto nim jest, ale bez odautorskiego wyjaśnienia ciężko dociec jego motywów. 


Łaska pozostaje jednak – w moim mniemaniu – ucztą filologiczną, pełną nawiązań do klasycznych kryminałów, pięknych fraz, solidnej polszczyzny, bogatego języka. To dla mnie wystarczające argumenty, by przykryć niedociągnięcia fabularne.

Autor: Anna Kańtoch

Tytuł: Łaska

Wydawnictwo: Czarne

Data: 2019

Per aspera… [Film: Ad astra]

Brad Pitt to legenda kina, miewał na swoim koncie filmy lepsze i gorsze, jednak od jakiegoś czasu wybiera tylko ambitne produkcje. Dlatego jeśli wchodzi utwór, w której gra główną rolę, nawet nie sprawdzam, o czym jest. A gdy do duetu dołącza Tommy Lee Jones, fabuła schodzi na drugi plan, a szykuje się festiwal pięknej gry aktorskiej.

Roy (Brad Pitt) poświęcił swoje życie badaniu kosmosu – jest pracownikiem na antenie nasłuchującej odgłosów z przestrzeni, szukającej śladów życia. Jednak przychodzi stamtąd głównie zniszczenie – fale cząsteczek wywołujących śmiercionośne burze. Agencja kosmiczna podejrzewa, że odpowiedzialny za wywołanie tych zjawisk jest ojciec Roya (Tommy Lee Jones), bohater sprzed niemal trzydziestu lat, który był dowódcą pierwszej ziemskiej wyprawy na granice heliosfery i od wielu lat jest uznany za zmarłego.

Roy zostaje poproszony o skontaktowanie się z ojcem. Okazuje się, że wszystko, w co wierzył, podstawy jego jestestwa, jego człowieczeństwo zostały podważone. Film stawia pytanie, ile jest w stanie poświęcić człowiek w imię pragnień i realizacji celów. Gdzie są granice człowieczeństwa i czy się rozszerzają, jak kosmos. I wreszcie – czy samotność jest zła? Czy bycie samym jest najgorszym, co się może przydarzyć człowiekowi?

Film jest pięknie zrealizowany, mocno intertekstualny. W budowaniu postaci i ilości indywidualnych scen widać mocno inspiracje Kubrickiem, Odyseją kosmiczną, wczesnymi filmami o podboju kosmosu i kinem przełomu lat 60. i 70. Podobieństwo kryje się w grze światłem, kolorami, ascetycznej scenografii. Ale też zgłębianiu psychiki jednostki, stawianiu przed nim kolejnych wyzwań i na próbie złamania ducha bohatera. Ad Astra stanowi swoistą antytezę Odysei kosmicznej, w której od początku wiemy, że ludzie nie są sami w kosmosie i odwraca problematykę człowieka wobec poznania Innego; gdy z poziomu człowieka, jednostki przechodzimy do problemu globalnego, kosmicznego. Tymczasem Brad Pitt przechodzi od niezbadanej i wielkiej przestrzeni kosmicznej do jednostki i problematyki z poziomu Ziemi.

Warto też docenić, to że reżyser starał się zachować wierność prawom fizyki i zachować podstawy realistycznego rozwoju technologicznego. W kosmosie dźwięk się nie rozchodzi (jest to zwyczajowy żarcik wielbicieli gatunku), kombinezony są toporne jakby wyniesione z niedalekiej przyszłości, pojazdy kosmiczne zachowują prawdopodobieństwo technologiczne, a bohaterowie mają na hełmofonach nakładki chroniące ich przed nadmierną penetracją słoneczną w przestrzeni niechronionej atmosferą.

Jest to też film drogi, tyle, że mierzonej w milionach kilometrów, gdzie podróż głównego bohatera staje się okazją do rozprawy z naturą człowieczeństwa. Mamy możliwość obserwacji nie tylko Roya i jego psyche, ale też mało chlubne oblicze cywilizacji jaką ludzie zbudowali, czy raczej żywcem przenieśli z pogrążonej w konfliktach i konsumpcjonizmie Ziemi.

Ludzkość wyruszyła w kosmos w poszukiwaniu odpowiedzi na fundamentalne pytanie i rozwiązań problemów, które znamy tu na Ziemi. Lecz co jeśli w ucieczce w kosmos nie znajdziemy recepty na bolączki naszej cywilizacji?

TytułAd Astra
Reżyser: James Gray
W rolach głównych: Brad Pitt, Tommy Lee Jones, Ruth Negga
Rok: 2019

Krew i magia [Dzikie dziecko miłości, Aneta Jadowska]

Aneta Jadowska wróciła do bohaterki  zakończonej już serii z heksalogii o wiedźmie Dorze Wilk. Chodź nigdy nie byłam specjalną fanką tej autorki, śledzę jej kolejne powieści w poszukiwaniu rozwoju literackiego. I obecna część jest nieco lepsza niż poprzednia, być może pomogła jej zmiana wydawnictwa.

Dora zostaje wezwana do odkrytego na wilczym terytorium masowego grobu, do którego zwyrodnialec latami podrzucał zwłoki kobiet o ustalonym typie – eteryczne blondynki. Niestety, Thorn wciąż nie ma prawidłowo zbudowanej bazy ochrony prawa, Dora czuje się zmuszona prosić o pomoc Bognę. Patolożka późno dowiedziała się o swoim magicznym dziedzictwie, ale gdy jej syn zaczął zdradzać takie same zdolności, postanowiła stawić czoła rzeczywistości. To dzięki niej Dora dowiedziała się, że kilka najświeższych ciał pozbawiono duszy.

W tym samym czasie Roman, przedwieczny wampir i pan lokalnego gniazda, ma kłopoty, których przysporzyła mu młoda wampirzyca o wysublimowanym poczuciu humoru. Daria doprowadziła do nielegalnego rozmnożenia i choć sama jest jeszcze świeżym wampirem, stworzyła kolejnego, który jest zagrożony zdziczeniem. Roman powinien ją zabić, ale okazuje się, że sprawy Darii i nowo odkrytej masowej mogiły się łączą.

Zbliżające się Haloween ma ogromny wpływ na rzeczywistość, bariera pomiędzy rzeczywistością a zaświatami się kurczy i są ludzie, którzy chcą to wykorzystać do niecnych celów, by wyprowadzić swoją magię na nowy poziom.

I chociaż fanką nie jestem, to uważam, że to dobra książka, by się przy niej odprężyć – jest tajemnica, są zwłoki, jest śledztwo. Jest też Dora Wilk, ale na pocieszenie dodam, że bez Mirona (jego wycieczka do piekła przysłużyła się książce) i jej minion – Daria (która zachowuje się jak mini-Dora, więc jeśli lubiliście policjantkę z pierwszych tomów, to satysfakcja będzie większa). Jest też nieśmiały romans, który ma szansę rozbłysnąć w kolejnych częściach.

Zastanawiam się tylko nad przesuwaniem bohaterów z miejsca na miejsce – postacie, które towarzyszyły Dorze w pierwszych tomach poznikały w pretekstowych okolicznościach, by dać miejsce bohaterom drugoplanowym – czy ten kalejdoskop postaci się nigdy nie skończy, czy też konsekwencją będzie zmiana bohatera na młodszego?

Autor: Aneta Jadowska

Tytuł: Dzikie dziecko miłości

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Data: 2019

Zemsta, życie i śmierć [Nóż, Jo Nesbo]

Jo Nesbø jest moim ulubionym autorem kryminałów i do Harry’ego Hole wracam zawsze, często i wiernie. Na nowe książki czekam z wypiekami na twarzy niczym rasowa fangirl! I to, co mi zaserwował w dwunastym tomie złamało mi serce.

Po zabiciu wampirysty Harry wpadł w ciąg alkoholowy i Rakel wyrzuciła go z domu, więc z kolekcją płyt wrócił na Sofies gate a w pracy – został zdegradowany do szeregowego funkcjonariusza. Można zatem odnieść wrażenie, że cofnął się w rozwoju do pierwszego tomu, a z drugiej strony – trudno oprzeć się wrażeniu, że w tej części Nesbø zrobił ze swojego bohatera Gary’ego Stu.

Harry łudzi się, że Rakel przyjmie go z powrotem, szczególnie że nie potrafi znaleźć żadnego powodu, dla którego kazała mu się spakować. Jego sytuacja nie tylko się nie poprawia, ale staje się coraz gorsza – zostaje zawieszony w pracy, toczy się też przeciwko niemu śledztwo w sprawie morderstwa. Nie jest to pierwszy raz, gdy Harry staje się głównym podejrzanym, jednak po raz pierwszy niczego nie pamięta z wieczoru, kiedy została popełniona zbrodnia. Skupiony na znalezieniu prawdziwego winnego zaczyna własne śledztwo.

Na szczęście nie jest skazany w tym na samotność – otacza go krąg przyjaciół, na których może liczyć. Przede wszystkim na Olega, który wciąż traktuje Harry’ego jak ojca. Zawsze też może liczyć na Katrine, która jest rozdarta pomiędzy służbą a lojalnością wobec przyjaciela. Natomiast jej mąż Bjørn robi wszystko, by wspomóc Harry’ego w tym trudnym okresie. Pozostaje jeszcze sprawa dwóch kobiet, które ni z tego, ni z owego zagościły w jego życiu po tym, jak Rakel zamknęła za nim drzwi: Kaja i Alexandra. Ich zaangażowanie w śledztwo jest nieadekwatnie poważne w porównaniu do tego, jak je traktuje bohater znużony tym nadmiarem troski i zaangażowania.

Nesbø porzuca w tym tomie jakiekolwiek pozory dbałości o prawdopodobieństwo wydarzeń – to co się dzieje po wypadku na drodze 287 uważam za kpinę z inteligencji czytelnika, z drugiej strony – za potwierdzenie, że pijany ma zawsze szczęście, a Harry jest zrobiony z twardszego materiału niż inni. Dwie rzeczy mnie zdenerwowały w Nożu – nieprawdopodobna wprost powyższa scena, która jest pochodną drugiej – tego, jak autor lubi się znęcać nad swoim bohaterem. I jeszcze trzecia rzecz, która mnie wyprowadziła z równowagi –  sposób, w jakie odgadłam, kto zabił. I być może to jedna z banalniejszych zagadek, ale ja się zastanowiłam – co by najbardziej zabolało Hole.

Powieść ma kompozycję klamrową – zaczyna się od sceny śmierci Harry’ego i pozostała część powieści pokazuje, co do niej doprowadziło – każdy serial kryminalny w pewnym momencie dochodzi do takiego odcinka, w którym cofamy się w czasie, by wyjaśnić, jak doszło do pierwszej sceny. Autor po drodze zwodzi czytelnika, podsuwa mu fałszywe tropy i dochodzi do co najmniej dwóch poważnych zwrotów akcji. Jednym z elementów, które mają za zadanie zdezorientować odbiorcę jest narracja – narratorów bowiem jest dwóch, jeden o fokalizacji zerowej a drugi – wewnętrznej. I zawsze gdy obserwujemy Harry’ego, mamy do czynienia z narratorem wszechwiedzącym, ale czasem (zawsze w niespodziewanych momentach) wskakujemy do głowy innego bohatera – najczęściej złoczyńcy, by poznać jego motywacje (i poziom zepsucia moralnego).

To jest właśnie fascynujące w sadze o Harrym – niby jest degeneratem i chla do upadłego, ale zawsze stoimy po jego stronie, choć ciężko uchwycić w jego przypadku granicę pomiędzy dobrem a złem. Często działa po niewłaściwej stronie prawa, pozbawiał życia w imię własnych zasad, bronił swojej rodziny za wszelką cenę, niejednokrotnie był oskarżony o różne zbrodnie i pokutował za czyny, których się dopuścił. Jednocześnie zostaje w tym tomie zestawiony ze Sveinem Finnem, który swoich czynów dopuszczał się powodowany podobną motywacją i postawiło mnie to w mocno niekomfortowej sytuacji. I, jeśli dobrze pamiętam, za każdym razem zostaję po skończeniu czytania z podobnym uczuciem.

Autor: Jo Nesbø

Tytuł: Nóż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Data: 2019