Hobbit 2, czyli najbardziej oczekiwany film roku [Film: Hobbit. Pustkowie Smauga]

Wypadało mi iść do kina. Nie tylko mnie, sądząc po tym, że dopiero po kilku dniach od premiery udało mi się zdobyć miejsce, które nie było w trzecim rzędzie w kinie po drugiej stronie trasy na Terespol. Dla wielu wielbicieli Tolkiena było to danie drugiej szansy Jacksonowi.

Grupa krasnoludów z hobbitem i czarodziejem wciąż dążą do Samotnej Góry. Trochę się gubią, biegają tu i ówdzie, walczą ze wszystkim, co się rusza. Wciąż ścigani przez orki, uciekają, natykają się na pająki, potem na leśne elfy (m.in. na Legolasa) i robi się z tego jeden wielki film drogi.

Co zaliczam na plus?

  • Piękne ujęcia, gotowe obrazy, zapierające dech krajobrazy. Wizualnie film jest przepiękny.
  • Doskonała gra aktorska. Tu nie muszę więcej dodawać.
  • Piękny Martin Freeman. Mam do niego słabość, uważam że jest cudowny i zagrał genialnie.
  • Smaug. Pamiętacie smoka z Wiedźmina? Ten jest lepszy.

Co na minus?
* Tauriel. Nie mam nic do Evangeline Lily, akurat gra aktorska nie była problemem, raczej jej postać nie ma sensu. Żałosny pseudoromans na siłę między nią a Kilim oraz drugi, podobny między nią a Legolasem… Nie wiem nawet, jak to skomentować. Trójkąt stworzony na siłę, żeby przyciągnąć wszystkich fanów Zmierzchu i wszystkich innych miłośników trójkątów do kina?
* Legolas. We Władcy pierścieni jego zjazd na tarczy był elementem zabawnym, rozładowującym napięcie podczas epickiej bitwy. Tu jeździł już na wszystkim, łącznie z krasnoludami. Ilość facepalmów, które zaliczyłam w tym czasie kwalifikowałaby mnie do zrobienia sobie obdukcji i dostałabym odszkodowanie.
* Fabuła. A w zasadzie dziury. Tauriel przez 600 lat nie dorobiła się elfickiego ostrza. Człowiek strzelał z krasnoludzkiej kuszy w obronie Samotnej Góry. Komuś chyba się coś pomyliło.

Cóż mogę dodać – film nie zachęcił mnie do odwiedzenia kina, by podziwiać zwieńczenie dzieła. Następna trylogia będzie napisana przez Jacksona o Pściunie Wielkim spod Błękitnego Ruczaju opodal Shire. Thanks, but no thanks.

Tytuł: Hobbit: Pustkowie Smauga
Reżysera: Peter Jackson
W rolach głównych: Martin Freeman, Ian McKellan, Richard Armitage, Evangeline Lily i in.
Rok produkcji: 2013

Książki w serialu, czyli autotrolling stosowany cz. 1 – Castle [Felieton]

Część I

Ricka Castle’a nie muszę przedstawiać.

Zblazowany autor kryminałów, który miał obserwować pracę na posterunku, by odzyskać zagubione natchnienie, a niespodziewanie stał się pilnym uczniem i wiernym admiratorem pięknej detektyw Beckett.

W serialu często pojawiają się odniesienia do literackich sukcesów bohatera. Początkowo wspomniana jest seria bestsellerów o Derricku Stormie, a w dalszych sezonach – o Nikki Heat. Ponieważ serial oparty jest na trollingu, nie może się obyć bez scen, w których detektyw Beckett z wypiekami na twarzy szuka scen seksu w łazience na posterunku. Na czym oczywiście przyłapuje ją Castle.

Podczas przerwy w nadawaniu serialu, między pierwszym a drugim sezonem, pojawiła się pierwsza książka z serii o Nikki Heat, Fala upału (ang. Heat Wave). W Polsce, nakładem wydawnictwa 12 Posterunek, pojawiły się trzy tytuły z tej serii (Fala upału, Nagi żar oraz Gorączka zmysłów) i trzy w serii o Derricku Stormie (Krwawy sztorm, Nadchodzący sztorm i Wściekły sztorm). Natomiast na Amazonie są też dostępne kolejne książki o Nikki Heat (Frozen Heat i Deadly Heat), z czego wynika, że po każdym sezonie serialu, pojawiła się jedna powieść z cyklu. Jest to genialny zabieg marketingowy, który przywiązuje widza do serialu, uprawdopodabnia wydarzenia przedstawione w nim, pozwala zarobić producentowm i ghostwriterowi. Odnośnie do tego ostatniego – już wiele teorii słyszałam na temat tego, kto pisze książki za Castle’a. Na razie najciekawsza pojawiła się na blogu Jeannie Ruesch, która przeprowadziła śledztwo i ciąg logiczno-myślowy, godne najlepszych detektywów 🙂 Podobnie zresztą Steve Margolis, choć trudno mi się zgodzić z tezą, że książki pisała kobieta. 

Mortal Instruments vol. 2 [Miasto szkła i Miasto zagubionych dusz, Cassandra Clare]

Clary wybiera się do Idrisu, miasta Nocnych Łowców, gdzie chce szukać pomocy dla swojej nieprzytomnej od początku pierwszego tomu matki. Okazuje się jednak, że wskutek napadu demonów oraz podstępu Jace’a (który nie chce ciągać młodszej siostry ze sobą) dziewczyna zostaje w Stanach. Nie na długo oczywiście, ponieważ z pomocą odrobiny magii i wściekłości, produkuje magiczną bramę do Idrisu i skacze. Nie bierze pod uwagę takiego drobiazgu jak to, gdzie wyląduje. Ląduje więc w jeziorze, daleko od wszystkiego, a na pewno od państwa, do którego się wybierała. Na szczęście dla Clary, zaraz za nią do tego samego jeziora skoczył Luke. Dzięki temu przynajmniej mogli obrać prawidłowy kierunek wędrówki do bram miasta. Pośpiech jest wskazany, bo woda z jeziora jest zatruta i dziewczyna powoli zaczyna odczuwać skutki niezapowiedzianej kąpieli – osłabienie, omamy i cała reszta. Pod dach przyjmuje ją siostra Luke’a, Amatis, niezadowolona jednak zarówno z powodu gościa, jak i powrotu przeklętego brata.

W tym czasie starzy Lightwoodowie zaczęli debatować z Clave o ostatecznej kwestii Podziemnych, a młodzi poznali swoich europejskich kuzynów i zaczęli porównywać swoje umiejętności w zabijaniu demonów. Jace był wielce niezadowolony z konkurencji w postaci Sebastiana, ale jego nerwy starała się ułagodzić kuzynka Aline za pomocą miłych pocałunków.

Zbliża się epicka bitwa z demonami. Sami Nocni Łowcy nie są w stanie jej wygrać, ale gdyby dołączyli się do nich Podziemni, mieliby szansę. Clary używa swoich nadprzyrodzonych mocy i projektuje znak, dzięki któremu Łowcy i wilkołaki mogą walczyć w parach u korzystać wzajemnie ze swoich mocy. Niestety, młodzież nie może brać udziału w walce, ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby usiedzieli na miejscach. Ponadto Morgenstern ma wobec Jace’a własne plany.

Simon także trafia do stolicy Idrisu, Alicante. Podziemni co prawda nie mają wstępu do miasta, ale dostał się doń wraz z Lightwoodami, ratując życie. Co prawda Clave obiecuje odstawić go do Nowego Jorku, jednak po drodze wtrącają go do więzienia, jak niegdysiejszych członków Kręgu Morgensterna. Nie wiadomo jednak, jakie mają wobec niego oczekiwania, ponieważ zbliżające się starcie z demonami jest dla nich istotniejsze.

Dzieje się też wiele innych rzeczy – kuzyn Sebastian okazuje się impostorem. I to nie jest spoiler. Czarownik-czarownik, który ma odczarować matkę Clary nie żyje, ale to nic. Matka musi dobrze działać, żeby osiągnąć happy end. Jace próbuje się zabić, ale prezent podarowany mu przez przybranego ojca na dziewiąte urodziny – ratuje mu życie. Nie szkodzi, to można rychło odmienić. Dzieje się jak w filmach o Bondzie, co trzy strony coś wybucha, ktoś umiera… I tylko wielka epicka bitwa trwa piętnaście minut. Wszyscy, którzy shippowali Clary i Jace’a mogą już oddychać spokojnie. Tylko jak to w życiu – „w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało naraz”.

Tom czwarty natomiast przesuwa ciężar zainteresowania na Simona. Chodzący za Dnia jest łakomym kąskiem dla wszystkich Podziemnych. Jedynie Nocni Łowcy nim gardzą, ale wszyscy starają się robić dobrą minę. Niemniej wampir kompensuje sobie socjalną nieporadność, umawiając się jednocześnie z Isabelle i Mayą.

Gdy ktoś próbuje go zabić, objawia się pełna moc znaku Kaina. Wzbudza to przerażenie samego nosiciela, ale ciekawość kogoś ważnego, kto śledzi każdy krok Simona. Poza tym jego matka nabiera podejrzeń, co do nowej natury syna, wobec czego udaje się on na dobrowolne wygnanie i marzenie o w miarę normalnym życiu, szkole i kolegach – rozwiewa się.

Clary pobiera nauki Nocnego Łowcy oraz przygotowuje się do ślubu matki z Lukiem. Nie zauważa, że Simon zachowuje się inaczej, a Jace przeżywa kolejne dramaty, które każą mu trzymać się z daleka od dziewczyny. Co prawda niepewność, co do pochodzenia Jace’a się rozwiały, a Valentine już mu nie zagraża, wygląda na to, że szczęście nie może trwać, ale drama musi się nakręcać.

Pod względem językowym (nie wiem, czy taka sprawna pisarka, czy tłumaczka jej pomogła) jest to całkiem sprawnie napisany melodramat. Zarówno strona fabularna, jak i emocjonalna są całkiem nieźle zrównoważone. Chciałabym się pokusić o stwierdzenie, że jest to jedna z lepiej napisanych książek młodzieżowych, ale powstrzymam się do wydania ostatniej części.

A póki co, będę testować historię o brytyjskich Nocnych Łowcach. Dopiero zaczynam moją przygodę z kolejną trylogią, więc czytanie jeszcze chwilę potrwa.

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: 
Miasto szkła, Miasto zagubionych dusz
Wydawnictwo: 
Mag
Data wydania:
2010, 2011

Game over [Film: Gra Endera]

Na pierwszym roku studiów pewien doktor na przykładzie powieści Carda pt. Gra Endera wyjaśniał mi, że science fiction jest literaturą eskapistyczną, a ja się opierałam i nie przeczytałam książki do tej pory, więc nie stresowałam się, gdy w wakacje koleżanka z pracy (raczej w wieku mojej mamy) opowiadała, jak jej synowie (w moim wieku) przeżywali trailer, wskazujący na znaczne odejście od pierwowzoru literackiego.

Ziemia po najeździe obcych, zwanych Formidami (jak głosiły napisy, choć chyba powinno być „formidami”, wszak to rasa), stara się uniknąć kolejnych wojen i planuje wykształcić inteligentne dzieci na doskonałych strategów i dowódców wojskowych, a potem użyć je w walce. Jednym z takich dzieci jest Ender Wiggin (Asa Butterfield). Obserwuje go uważnie pułkownik Graff (Harrison Ford). Uważa nastolatka za doskonały materiał na takiego dowódcę, który poprowadzi ludzi do bitwy z formidami na planecie zamieszkanej przez tę obcą rasę. Musi jednak przejść ostatni test – Graff pragnie sprawdzić, jak jego podopieczny sobie poradzi z odrzuceniem, więc wysyła chłopaka do domu z informacją, że zostaje relegowany ze szkoły za pogwałcenie reguł i wdanie się w bójkę z innym uczniem.

Graff jest świadomy, że wyalienowany Ender był prześladowany przez silniejszych uczniów i dlatego wdał się w bójkę. Była jednak doskonałym pretekstem do przeprowadzenia próby. Rodzeństwo Endera, Peter i Valentine też byli szkoleni do walk, ale brat okazał się zbyt agresywny, a siostra nazbyt empatyczna, by mogli kontynuować naukę. Po wyrzuceniu Endera, rodzina straciła nadzieję na to, że zostanie wielkim pogromcą formidów. Szczególnie ojciec wydawał się zawiedziony takim rozwojem sytuacji. Pułkownik jednak szybko znowu się pojawił w życiu Endera, tym razem, by wysłać go poziom wyżej – do szkoły dowódców. Tam panuje wojskowy dryl, wprowadzony przez sierżanta Dapa. Chłopak ćwiczy, szkoli się i oczywiste staje się dla wszystkich, że jest najlepszym uczniem w szkole. To nie przysparza mu przyjaciół, szczególnie po tym, jak Graff przy całej grupie mówi, że Ender nie ma sobie równych.

W trakcie szkolenia młody Wiggin trafia na grę, której nie potrafi przejść, aż łamie reguły gry. Gdy jest już przekonany, że jedyną drogą jest droga do domu, zostaje awansowany i trafia do drużyny Bonzo Madrida (Moises Arias). Nie jest w niej mile widziany. Zgrana ekipa nie chce go uczyć, nie chce też, by brał udział w zawodach. Tymczasem chłopak potrafi wziąć udział treningu i być użytecznym dla drużyny. Nie oznacza to, że będzie bardziej lubiany, wręcz przeciwnie, dochodzi do eskalacji przemocy.

Z aktorów znałam Harrisona Forda, którego nie trzeba przedstawiać i Bena Kingsleya, który też ma wystarczająco znane nazwisko i twarz, by nie przypominać jego dokonań. Wszyscy młodzi aktorzy mają swoje osiągnięcia, jednak na ekranie widziałam ich po raz pierwszy. Ich gra jest dla mnie potwierdzeniem teorii, która kiełkuje mi od ok. pięciu lat – że modne jest teraz aktorstwo minimalistyczne. Tzn. gra jedną miną. I wszyscy, dosłownie wszyscy poniżej trzydziestego roku życia ulegli temu trendowi. To straszne, bo wydaje się, że animacje mają więcej życia, niż manekiny przesuwane po ekranie.

Brak tu wielkich, epickich bitew. jest dosłownie kilka scen, w których widać rozmach. Natomiast wszystkie sceny szkoleń nawiązują estetyką do filmów s-f z lat 80. i 90., kiedy o przyszłości myślano jeszcze kategoriami czystego, higienicznego i białego czasu kooperacji ze sztuczną inteligencją, małych przestrzeni statków kosmicznych, wysłanych w celu eksploracji kosmosu. Tak samo jest tutaj – na ograniczonej przestrzeni sterylnej stacji kosmicznej gdzieniegdzie są trójwymiarowe ekrany i dotykowe klawiatury, lśniące w półmroku sal szkoleniowych.

Przez cały seans nie mogłam pozbyć się myśli, po co dorośli znęcają się nad biednymi dziećmi, skoro ciągle uważają się za lepszych. Wyjaśnienie z początku filmu, że dzieci są szybsze i nie myślą sztampowo, jest pretekstowe. Domyślam się, że wynika ze znacznej skrótowości filmu, jednak widz przez cały film jest przekonywany, że tylko kadra starych dowódców, z pogromcą formidów sprzed lat na czele, są w stanie pokonać tę rasę teraz. Film nie daje odpowiedzi na dręczące widza pytanie – po co to wszystko?

TytułGra Endera
Reżysera: Gavin Hood
W rolach głównych: Asa Butterfield, Harrison Ford, Hailee Steinfeld i in.
Rok produkcji: 2013

Złapani na ogień [Film: W pierścieniu ognia]

Girl on fire, Katniss Everdeen (grana przez Jennifer Lawrence) powraca w drugiej części filmu, W pierścieniu ognia. Powrócona cudem z areny igrzysk, po zwycięstwie okupionym śmiercią dwadzieściorga dwojga dzieci, chciałaby zaznać wreszcie odrobiny spokoju. Jednak po krótkiej przerwie, zarówno Katniss, jak i Peeta (Josh Hutcherson) zostają zmuszeni do odbycia zwycięskiego tournée po wszystkich dystryktach, uwieńczone przyjęciem na Kapitolu. Ciężko to przeżywa Gale (Liam Hemsworth). Pracuje teraz w kopalni i liczy na to, że ułoży sobie życie z Katniss.

Prezydent Snow (Donald Sutherland)  nie może się pogodzić z faktem, że szesnastolatka zakpiła z władzy, wydaje więc rozkaz zabicia jej. Szczególnie, że dziewczyna stała się nieświadomym symbolem buntu. Jednak nowy pomysłodawca igrzysk (Philip Seymour Hoffman) ma lepszy pomysł – można ją przecież zabić legalnie, na wizji i jeszcze wzbudzić radość złaknionego rozrywki tłumu. A zatem biedna Katniss wraca na arenę. Oczywiście nie jest sama, Peeta zgłasza się na igrzyska razem z ukochaną, choć to Haymitch (Woody Harrelson) został wylosowany. W pięknym, nowym budynku dla trybutów okazuje się, że większość konkurencji stanowią ludzie z grupy wiekowej tzw. późnej młodości, żeby nie nazwać ich seniorami, większość z nich uzależniona od alkoholu i opiatów, znający się między sobą i dobrze współpracujący. 

Katniss i Peeta znowu się do siebie zbliżają. Nie mają wyboru, tuż przed igrzyskami ogłosili swoje zaręczyny – żeby tylko ochronić swoje rodziny przed śmiercią z rąk prezydenta. Oczywiście na arenie starają się wzajemnie chronić i Katniss wymusza na Haymitchu obietnicę, że nie pozwoli Peecie zginąć. I choć bohaterka boi się być wzorem dla rebeliantów, nie ma wyboru – zostaje na niego wykreowana nawet wbrew sobie. W scenie wywiadu przed drugimi igrzyskami, Cinna ubiera Katniss w suknię ślubną, na wyraźne polecenie prezydenta Snowa. Wiedząc, że stawia swoje życie na szali, wprowadza do sukni takie poprawki, które zmieniają ją  na oczach publiczności w kosogłosa. Bardziej dosłownym już być nie można.

Obejrzawszy pierwszy film, zdziwiłam się, że tyle znanych nazwisk i dobrych aktorów zgodziło się firmować film dla nastolatek (nie oszukujmy się, w dniu premiery na sali było dwóch chłopaków, przyszli ze swoimi dziewczynami. Pozostałe sto osób to dziewczyny). Jednak film nie ma nic wspólnego z superprodukcjami o świecących wampirach, zaś wątek miłosny nie ma szans się wybić na pierwszy plan. Jennifer Lawrence, laureatka Oscara (wciąż się głęboko zastanawiam, czy zasłużonego), zagrała dokładnie tak samo jak w Poradniku pozytywnego myślenia i X-menach co nie świadczy za dobrze o jej grze aktorskiej. Ponadto drugi reżyser (Francis Lawrance) postanowił kontynuować dzieło pierwszego (Gary’ego Rossa) i filmować bardzo dokładnie i na wielkim zbliżeniu twarz młodej aktorki. Nawet rozumiem, ze jest młoda i piękna, ale po raz kolejny powtórzę – nie muszę widzieć jej porów! 
Natomiast muszę się przyznać do słabości do Josha Hutchersona. I nie jest to miłość od pierwszego wejrzenia, po pierwszym filmie nie zrobił na mnie wrażenia. Ale zdecydowanie w tej części widać było po nim głębokie przeżycia z pierwszych igrzysk. Grał tak przekonująco, że moje biedne serce nie miało chwili wytchnienia 🙂

Liam Hemsworth nie miał za bardzo szansy się pokazać. Jest przystojny i nie potrafię o nim powiedzieć nic więcej. Nie przekonywał mnie w scenach pocałunków, niestety – do użycia jako ozdoba i nic więcej. Natomiast trio Woody Harrelson, Elizabeth Banks i Stanley Tucci to postaci, dla których oglądałam ten film z zapartym tchem. Wiecznie pijany Haymitch, nieradzący sobie całkiem z otaczającym go światem, ale zdystansowany i ironiczny, gdy w grę wchodzi czyjeś życie. Gama emocji, które odegrał była większa, niż młodych bohaterów razem wziętych. Effie Trinkett – mocno egzaltowana dziennikarka, związana emocjonalnie z trybutami z Dwunastego Dystryktu rozczuliła mnie sceną losowania. Gdy załamał jej się głos i po chwili można było zobaczyć opadnięte koronki z rzęs jednego oka – ewidentnie zwilżone niechcianą łzą, której nie pozwoliła popłynąć dalej. Niemniej była to oscarowa scena. I Caesar Flickerman, kolorowy prowadzący wywiady z trybutami, istniejący dla potrzeb telewizji, posiadacz genialnych zębów, chętnie pokazywanych w szerokim uśmiechu, a jednocześnie nie potrafiący zapanować nad emocjami, którymi tak dobrze pogrywa Peeta w czasie wywiadu. Ta doskonała trójka zostanie rozdzielona i nie pojawi się w pełnym składzie w trzecim i czwartym filmie (tak, Kosogłos został rozdzielony na dwie części, co zmusza mnie do głębokiej analizy, co pragną pokazać scenarzyści, skoro treści w książce nie ma aż tak wiele).

Nie jestem młodzieżą już od jakiegoś czasu, ale i tak oglądałam film z przyjemnością. Trochę przykro mi, że na kolejną część trzeba czekać kolejny rok, bo cliffhanger wypadł w wyjątkowo niedobrym (z punktu widzenia reżysera – zapewne doskonałym) momencie. Cóż, trzeba uzbroić się w dużo cierpliwości, bo na zamknięcie serii poczekamy ponad dwa lata!

Różnice i podobieństwa: książka a film

Dla mnie jest oczywiste, że ekranizacja różni się od książki, nie ma się co nad tym rozwodzić. Jednak kilka zmian warto wspomnieć.

  1. Pominięto całkowicie postać Madge, która w pierwszej części powieści daje Katniss broszkę z kosogłosem na szczęście, a w drugiej przynosi zapas morfaliny dla Gale’a (od matki cierpiącej na migreny po śmierci swojej bliźniaczki w igrzyskach).
  1. Za to w drugiej części filmu pojawia się wnuczka Snowa, której nie było w powieści. Ma chyba na celu wzbudzić większą nienawiść do Katniss, ponieważ czesze się jak swoja bohaterka, chce się do niej upodobnić z charakteru…
  2. Wątek trójkąta miłosnego jest podkreślony do absurdu, choć moje wrażenia z lektury powieści były raczej takie, że nie za bardzo jest o czym dyskutować (o tym wspominałam w poprzednim wpisie). Natomiast nie po to się zatrudnia ro roli Gale’a Liama Hemswortha, żeby nie zbudować na nim jakiegoś konfliktu.

Spoiler alert!!!

Straż zabiła dziadka, który pokazał znak pożegnania ze zmarłym, ale gdy po losowaniu cały Dwunasty Dystrykt pokazał to samo (łącznie z trybutami), straż nawet nie zareagowała. Ech niekonsekwencja, ale jaka romantyczna.

TytułIgrzyska śmierci: W pierścieniu ognia
Reżysera: Francis Lawrence
W rolach głównych: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson i in.
Rok produkcji: 2013

Panem et circenses [Maraton: Igrzyska Śmierci, Suzanne Collins]

Miałam nie czytać. Nie chciałam się wkręcać, byłam pewna, że to długa i nudna książka. Pierwszych kilka stron upewniło mnie, że nie warto po nią sięgać. Obejrzałam pierwszą część filmu i nie spodobała mi się. Być może dlatego, że przeraziły mnie zbliżenia na twarz Jennifer Lawrence, gdy można było policzyć jej piegi. Ale cierpię na bezsenność i uznałam, że przed drugim filmem, chętnie przebrnę przez dwie części. I gdy zaczęłam czytać, wciągnęłam się na tyle, że przeczytałam trzy części w trzy dni i płakałam, co mi się nie zdarzyło od dawna podczas czytania. Na starość zrobiłam się miękka.

Zapewne będą spojlery, więc jeśli nie chcesz sobie psuć przyjemności czytania/oglądania – nie czytaj dalej.

Część pierwsza

Fabuła jest dość niebanalna jak na powieść dla młodzieży, bo jest gorzką antyutopią od początku do końca (wiem, antyutopie były już wcześniej, także w książkach młodzieżowych, niemniej na tym polega kultura popularna, co będę powtarzać do znudzenia, że sięgając po nią, dostajemy utarte schematy! Natomiast ich podanie to inna sprawa). Na miejscu obecnych Stanów, po wielu klęskach żywiołowych oraz Mrocznych Dniach (rebelii przeciwko Kapitolowi) powstało państwo Panem – Kapitol otoczony dwunastoma dystryktami. Każda część ma do wykonania jakiś konkretny plan: pierwszy produkuje luksusowe towary dla Kapitolu, drugi jest znany z wydobycia kamieni, natomiast dwunasty dostarcza węgiel. W tym świecie corocznie rozgrywane są Igrzyska Śmierci:

(…) co rok, dla przypomnienia, że Mroczne Dni nie mogą się powtórzyć, rozgrywamy Głodowe Igrzyska. Zasady igrzysk są proste. Za udział w powstaniu każdy z dwunastu dystryktów musi dostarczyć daninę w postaci dwojga uczestników (…). W ten sposób rządzący przypominają nam, że jesteśmy zdani na ich łaskę i niełaskę. Mamy pamiętać, że nie przeżyjemy następnego powstania” (Igrzyska śmierci)

Główna bohaterka, szesnastoletnia Katniss Everdeen, mieszka w Dwunastym Dystrykcie z matką i młodszą siostrą. Ojciec zginął w wypadku w kopalni, więc jako najstarsze dziecko, stara się zapewnić byt rodzinie. Kłusuje, handluje, jest twarda jak skała i gotowa chronić najbliższych za wszelką cenę. Kiedy więc to młodsza siostra, Prim, zostaje wylosowana do udziału w igrzyskach, bez namysłu ją zastępuje. W ten sposób trafia do Kapitolu. W filmie jest doskonale pokazana różnica, między biednym i uciśnionym Dwunastym Dystryktem, w którym stroje są co najmniej skromne, a kolorową, rozszalałą modowo stolicą.

Na igrzyska jedzie także Peeta, kolega ze szkoły, który nie wierzy we własną wygraną, natomiast jest gotów zapewnić zwycięstwo swojej rodaczce. Opisy licznych przygotowań zajmują znaczną część powieści, ale też autorka podkreśla ich wagę – tylko lubiane osoby znajdą sponsorów, którzy będą pomagać uczestnikom przeżyć. Bo wygrywa ostatnia żywa osoba na arenie. Peeta podbija publiczność, natomiast Katniss nie jest szczególnie towarzyska – zamknięta w sobie, mrukliwa i nieufna, nie ma za bardzo szans na zdobycie sympatii widzów.

— No to kłam. Zmyślaj! — żąda.
— Kiepsko mi to wychodzi — burczę.
— Masz mało czasu, lepiej szybko naucz się kłamać. Masz w sobie tyle uroku co zdechła
dżdżownica — cedzi Haymitch (Igrzyska śmierci).

Wątek miłosny jest tym, który dręczy chyba wszystkich czytelników. Peeta deklaruje miłość do Katniss, ale czy jest szczery, czy tylko zdobywa przychylność dziewczyny i widzów? Katniss podchwytuje pomysł, który zbliża ich oboje do przeżycia igrzysk.

— Oczywiście, że nie pójdę. Uwierz wreszcie we mnie. Twoim zdaniem jestem gotowa wpakować się w sam środek walki z Catonem, Clove i Threshem? Nie bądź głupi — obruszam się i pomagam mu wrócić na posłanie. — Poczekam, aż się pozabijają, zobaczymy na niebie zdjęcia wyeliminowanych trybutów i wtedy obmyślimy jakiś plan.
— Nie umiesz kłamać, Katniss. Nie mam pojęcia, jak dotąd udało ci się przeżyć. — Zaczyna mnie naśladować: — „Wiedziałam, że koza stanie się dla nas małą kopalnią złota. Ale przynajmniej nie jesteś już taki rozpalony. Oczywiście, że nie pójdę”. — Z dezaprobatą kręci głową. — Nigdy nie próbuj szczęścia w kartach. Spłuczesz się dokumentnie (Igrzyska śmierci).

Pierwsza część jest tą z happy endem.

Część druga

Relacje między Katniss i Peetą się popsuły. Nic dziwnego, skoro dziewczyna się przyznała, ze udawała uczucie. Są sąsiadami w Wiosce Zwycięzców, a co gorsza, muszą wyruszyć w turnée po wszystkich dystryktach. Po udawanej miłości jest to bardzo krępujący dla obojga moment. Nie rozpisując się za bardzo o fabule, która jest gorsza od pierwszego tomu: zwiedziwszy całe państwo, bohaterowie (mimo starań polityków) widzą nędzę, podłość i niezadowolenie. Jednocześnie Katniss wie, że jej wyczyn na arenie nie spodobał się prezydentowi, który zrobi wszystko, żeby się jej pozbyć. I choć dziewczyna pilnuje każdego słowa, zostaje zakulisowo skazana na śmierć. 

Tutaj bohaterka przypomina, że ma ledwie szesnaście lat i jest bardzo prostolinijna, choć poznała twarde życie. Gdy widzi symbol nadchodzącej rebelii, nie rozpoznaje go i uważa to za sygnał wsparcia osobistego. Wydaje się to dość egoistyczne, z drugiej strony – jako dziewczyna z prowincji nie ma ambicji zostać prowodyrką wojny przeciwko Kapitolowi. Ponadto polityka nie wydaje się jej największym zainteresowaniem. Gdy przestała walczyć o przetrwanie i utrzymanie rodziny, w zasadzie przestała mieć powód, by żyć.

Oczywiście natychmiast się okazało, że kolejna igrzyska się zbliżają, a trybuci mają zostać wylosowani spośród poprzednich zwycięzców. Ponieważ Dwunasty Dystrykt miał tylko jedną zwyciężczynię w historii, Katniss miała kolejne zajęcie. Za nią, jak wierny pies, podążył Peeta, choć mógł mieć wolne i oglądać zmagania w telewizji, ponieważ do udziału został wylosowany Haymitch. Zgłoszony na ochotnika chłopak postanowił ponownie pomóc swojej ukochanej, ta zaś, wiedząc że tym razem nie da się oszukać stolicy, była gotowa zginąć, byle ocalić partnera.

Drama niesamowita, szczególnie wziąwszy pod uwagę, że oboje umówili się z Haymitchem, że będzie chronił tego drugiego trybuta. Staremu ochlapusowi nie przeszkadzało najwidoczniej, że umowy są sprzeczne.

Jedyną funkcją drugiej części jest to, żeby uświadomić bezmyślnego czytelnika, co się dzieje w kuluarach oraz odrobinę pchnąć akcję do przodu. Moim zdaniem spokojnie można było drugi tom pominąć i przejść od razu do trzeciego.

Część trzecia

Ponieważ nie zabija się kury znoszącej złote jajka, tym razem Katniss też przeżyła. Trafiła do Trzynastego Dystryktu – ziemi obiecanej rebeliantów, wraz z matką, siostrą, Gale’em i jego rodziną. 

No właśnie, ten Gale (który przemyka się przez fabułę bez przerwy, u mnie pojawił się dopiero teraz). Jest przyjacielem Katniss, wspólnie polują, dzielą się łupami, dobrze się razem czują, ale w pierwszym tomie żadne nie wspomina o jakimkolwiek uczuciu. Dopiero gdy dziewczyna idzie na igrzyska, chłopak stwierdza, że coś jest na rzeczy. Wygląda to trochę tak, że dopóki Peeta nie powiedział, że można ją kochać, to nie zdawał sobie z tego sprawy i nagle, jak za przełączeniem pstryczka, Gale się zakochuje. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie. Oczywiście nie dziwię się, że u boku przyjaciela, Katniss czuje się bezpiecznie, rozumieją się w pół słowa i są doskonale zgranym duetem morderców. 

Igrzyska to coś więcej niż łowy. Oni są uzbrojeni. Myślą – mówię.
—Tak jak i ty. Ale ty masz większą wprawę. Naprawdę polowałaś— upiera się. — Dobrze wiesz, jak zabijać.
—Nigdy nie zabiłam człowieka.
—A właściwie co to za różnica? — pyta Gale ponuro.
Najgorsze jest to, że jeśli zdołam zapomnieć, że poluję na ludzi, nie będzie żadnej (Igrzyska śmierci).

Teraz już wiadomo, Katniss jest symbolem rebelii i tylko dlatego została ocalona. Nie ma ognia i umiejętności retorycznych Peety. Na dobrą sprawę, to oni oboje, jako całość, stanowią symbol, ale przywódcom powstania musi wystarczyć dziewczyna. Chłopak został bowiem porwany na Kapitol i tam nagrywa filmy propagandowe na temat złej rebelii i naiwnej ukochanej, która została wplątana w coś, czego nie zna, nie ma pojęcia i jest zmanipulowana. Nawet nie wie, jak blisko jest prawdy. Co prawda pod rządami Kapitolu nie było dobrze, było całkiem beznadziejnie, jednak nowa postać sceny politycznej, prezydent Trzynastego Dystryktu (którego siłą jest broń jądrowa) Coin, nie ma nic do zaproponowania w zamian, poza zmianą warty przy korycie. Katniss zaczyna być tego boleśnie świadoma, choć w zasadzie było to wiadomo od drugiego tomu.

Wydaje się, że przynajmniej sprawa trójkąta miłosnego się wyjaśniła i Katniss może bez przeszkód romansować z Gale’em. Jednak zupełnie jej to nie w głowie i nawet nie próbują nawiązać bliższej relacji. Gdy więc Peeta wraca na scenę (odbity z Kapitolu), bohaterka – wydaje się – podjęła decyzję, z kim wiąże przyszłość. Nieco musiała je zmodyfikować, gdy Peeta okazał się śmiertelną pułapką, zastawioną na żywy symbol rebelii. Kapitol przenicował mu mózg na tyle, że od zakochanego nastolatka, przeszedł płynnie do mordercy swojej (chyba byłej już) ukochanej. Jest to kolejny dramat i o ile jego naiwność każe mi spoglądać na niego z perspektywy dziewczęcych, dziewiętnastowiecznych romansów, o tyle emocjonalność scen z udziałem obojga wydusiła ze mnie strumienie łez.

Dalsze poleciały, kiedy Katniss się zorientowała wreszcie (po trzech tomach to nie jakaś sztuka intelektualna), że raczej szczęśliwe zakończenie nie jest jej pisane oraz że nie ma komu ufać. Gale okazuje się zdolnym budowniczym broni. Szkoda tylko, że nie przemyślał, kto z niej zginie. Matka ma depresję i nie jest w stanie dać córce wsparcia, gdyż sama go potrzebuje. Nic zatem dziwnego, że Katniss szuka go u chłopaków. Kiedy bohaterka rozgląda się, z której strony padnie cios, który ma ją zabić – przecież gdy trwa powstanie, nie jest już potrzebny jego symbol, który wcale nie chce się podporządkować nowym strukturom władzy. Może być równie dobrze męczennicą za wolność. I kto powiedział, że po wygranej rebelii, nie będzie więcej igrzysk?

Giną niemal wszyscy, ale nie są to tak dziwne i niczym nieuzasadnione śmierci jak w Harrym Potterze (trudno też powiedzieć, że są uzasadnione). Natomiast są to ofiary, które spiskując przeciwko rządowi, przysięgały bronić Katniss i zapewnić jej przetrwanie za wszelką cenę. I wykonali swój rozkaz.

I wracając do wątku romantycznego, który głównie napędzał moją lekturę (nie spodziewałam się fajerwerków i pani prezydent Katniss u boku premiera Peety, więc musiałam znaleźć inne wciągające sprawy).

To w filmie Gale od początku był stawiany jako pretendent do serca Katniss. Nie po to się obsadza jednego z najbardziej znanych amantów kina w nieciekawej roli, żeby nastolatki go nie zauważyły. Gdyby od początku miało być jasne, że ma być z Peetą, to w jego rolę wcielałby się Liam Hemsworth. Natomiast Josh Hutcherson nie ma tak oczywistej urody, umie robić minki niewiniątka i jest raczej z kategorii „cicha woda”.

Natomiast wszelkie wątpliwości na temat uczucia Katniss do Peety nie mają u mnie miejca bytu:

Wracam myślami do areny. Jak zaczęłam szlochać, kiedy Finnick ożywił Peetę. Zagadkowy wyraz twarzy Finnicka. Jak usprawiedliwił moje zachowanie, zrzucając winę na udawaną ciążę.
— Z czego zdałeś sobie sprawę?
— Z tego, że źle cię oceniłem. Że naprawdę go kochasz. Nie chcę ci sugerować w jaki sposób. Może sama siebie dobrze nie znasz. Ale każdy uważny obserwator dostrzegły, jak bardzo ci na nim zależy — mówi Finnick łagodnie (Kosogłos).

To raczej kwestia, czy Peeta kocha Katniss jest dla mnie bardziej interesująca. Czy też deklarował swoje uczucia, by zwiększyć możliwości na arenie? Jednak jako istota prostoduszna, wolę wierzyć, że wszelkie gesty, które wobec niej wykonywał, świadczyły, że w pierwszym wywiadzie powiedział prawdę i od lat usychał z miłości do dziwnej dziewczyny.

Więc zaraz po tym, jak zapytał:
– Kochasz mnie. Prawda czy fałsz?
Odpowiadam mu:
– Prawda (Kosogłos).

Autor: Suzanne Collins
Tytuł: 
Igrzyska śmierci, W pierścieniu ognia, Kosogłos
Wydawnictwo: 
Media Rodzina
Data wydania:
2009, 2009, 2010

Młotek ratuje świat… z pomocą Mjollnira [Film: Thor. Mroczny świat]

Druga część Thora pt. Mroczny Świat jest kolejną produkcją Marvela i trzeba przyznać –  krążyły na jej  temat dość przerażające plotki. M.in. że Whedon porzucił projekt, nad którym pracował, żeby ratować tę produkcję. Powiedziałabym, że mu się udało.

Od pierwszej przygody na Ziemi minęły 2 lata i kilka miesięcy od wydarzeń w Nowym Jorku, przedstawionych w filmie Avengers. Thor (Chris Hemsworth) próbuje zaprowadzić porządek w dziewięciu światach, co mu się udaje, wygląda na to, że może spokojnie zasiąść na tronie Asgardu. Jednak okazuje się, że potężny pradawny artefakt, zwany Eterem, przebudził się, a wraz z nim – rasa potężnych mrocznych elfów, zagrażających Asgardczykom.
Jane Foster (Natalie Portman) próbuje ułożyć sobie życie, po tym, jak Thor ją porzucił bez słowa. Nie rezygnuje z badań nad niewytłumaczalnymi zjawiskami fizycznymi. Jedno z nich zwabia ją do Anglii, gdzie z Darcy (Kat Dennings) i nowym asystentem Ianem (Jonathan Howard) odkrywają dziwne miejsce – rzeczy zrzucone z wysokości znikają w tajemniczy sposób.
Gdy elfy atakują Asgard, do obrony przydadzą się wszystkie atuty – w tym Jane oraz uwięziony za sprowadzenie kosmitów na Ziemię Loki (Tom Hiddlestone).

Na plus należy zaliczyć:
+ zacną grę aktorską (Tom Hiddlestone, który grał tak, że nie wiadomo, kiedy realizuje plan wspólny, a kiedy należy się bać, że zdradzi),
+ humor znany z wcześniejszych produkji Marvela (choć akurat pierwsza część Thora pod tym względem była akurat biedna),
+ trzymającą się kupy fabułę (nawet jeśli były skróty, to dawały się logicznie wyjaśnić, wielkich baboli i dziur nie odnotowano).

Na minus:
– polskie tłumaczenie (byłam na wersji 3D z napisami i generalnie starałam się je ignorować, o ile się dało – żółte litery cudnie odbijały od każdego tła). Hitem był tekst Thora: Zatkało kakao? W oryginale: Who’s next?
– 3D, które było w postprodukcji – ciemność i niczym się nie różniło od 2D w telewizji. Żadnej głębi. Słabe!
– Elfi pomiot, który miał być największym złoczyńcą wszech czasów (jak każdy złoczyńca i wróg, aż do kolejnego, który okaże się jeszcze gorszy) był słabiakiem. Nic fajnego.
– Heimdall (Idris Elba) – wielki obrońca, strażnik i wszystkowidzący, który przegapił zniknięcie Jane oraz nalot wrogiej floty. Ale za to, jak cię zdradzi, to ci to powie.

Oceniam film dobrze – zacna rozrywka na sobotni wieczór i nie miałam wobec niego zaniżonych wymagań. Ach, no i dwie ostatnie sceny – pierwsza pojawia się w połowie napisów, druga już po wszystkich napisach. Ta druga – warto czekać!

TytułThor. Mroczny świat
Reżysera: Alan Taylor
W rolach głównych: Chris Hemsworth, Natalie Portman i in.
Rok produkcji: 2013

Wybrani z wyboru [Serial: Impersonalni]

Ostatnio miałam problem ze snem. Oprócz tego, że w ciągu dnia byłam w fazie zombie, nocą robiłam maratony serialowe. Dzięki temu obejrzałam Person of Intrest, które ominęło mnie dwa lata temu i nie rozumiem, jak mogłam je przegapić.

W warstwie fabularnej jest dość powtarzalny, szczególnie jeśli się zaserwuje sobie dwa i pół sezonu w tydzień. To nie znaczy, że nie jest ciekawy. Producent odcisnął na nim swoje piętno, ale o tym zaraz, co więcej – smaczku dodaje mu ostatnia afera ze Snowdenem i podsłuchami.

„Emerytowany”* agent CIA, John Reese (Jim Caviezel) ukrywa się przed agencjami rządowymi pośród bezdomnych. Nie ma o nim wzmianek elektronicznych, nie istnieje w internecie, a to znaczy że nie istnieje w ogóle. A jednak dostaje propozycję pracy od ekscentrycznego milionera-paranoika, Harolda Fincha (Michael Emerson). Podobnie jak John, nie istnieje on w świecie wirtualnym, jednak zna go od podszewki. Jest projektantem i wykonawcą Maszyny – modułu obserwującego ludzi za pomocą kamer ulicznych, komputerów, bankomatów, telefonów i wszystkiego, co może się przydać w śledzeniu i można to podpiąć do sieci – a wszystko to w celu wykrycia zamachowców po 11 września. Jednak Maszyna wychwytuje nie tylko zamachowców, ale i zwykłych ludzi, którzy albo planują przestępstwo, albo są ofiarami zaplanowanych przestępstw, tylko Maszyna ich ignoruje, bo są niezgodni z jej algorytmem. Jednak nasi dzielni bohaterowie uważają to za niesprawiedliwość i starają się pomóc ludziom z nieistotnej listy.

Należy przyznać, że zaangażowane zostały w ten projekt wielkie nazwiska – Jonathan Nolan (młodszy brat Christophera, który pozwolił mu pogrzebać przy Batmanie), J.J. Abrams (geniusz filmu i serialu, na koncie ma m.in. Fringe, Lost, Revolution i dwa Star Treki ). 

Wiadomo, że Abrams ma ulubionych aktorów, nic więc dziwnego, że w jednej z głównych ról gra Michael Emerson, wcześniej pracowali przy Lostach. Nb. Emmerson grał w jeszcze dwóch moich serialach wszech czasów: The X Files i The Practice. Głównym badguyem jest Amy Acker (Cabin in the Woods, Dollhouse), której słodka buzia nie przystaje do demonicznego planu, który bezwzględnie realizuje.

Bardzo ciekawym zabiegiem jest włączanie w tok fabuły flashbacków, dzięki którym widz poznaje motywacje i przeszłość bohaterów. Zwykle nie przepadam za tego rodzaju przerywnikami, ale tutaj sprawdzają się całkiem dobrze. No chyba że nieuważnie oglądam i nie dopinają mi się do fabuły. Ale zapamiętuję na przyszłość. We flashbackach często występuje Carrie Preston, która pokazuje naprawdę zacną grę aktorską (prywatnie jest żoną Emersona), szczególnie w zestawieniu z rolą Arlene w True Blood, której nie znoszę za redneckość. To znaczy, że dobrze gra.

Trochę się teraz boję mojego laptopa, jego kamery, mojej komórki (która nagle przestała się łączyć z internetem), ale zamierzam oglądać, mimo że nie przepadam za nową twarzą (Sarah Shahi jako agentka Shaw jest mi zbędna. Rozumiem, że jest dodatkiem popartym argumentem parytetu).


*Emerytowany czyli martwy.

TytułImpersonalni
Twórca: Jonathan Nolan
W rolach głównych: Jim Caviezel, Michael Emerson, Taraji P. Henson i in.
Rok produkcji: 2011-2015

Mortal Instruments [Miasto kości oraz Miasto popiołów, Cassandra Clare]

Przeczytałam dwa tomy bestsellerowej powieści dla młodzieży. Muszę przyznać, że wciągnęło mnie bardzo. Bardziej niż sam piąty tom przeczytany randomowo rok temu. Co prawda uważam, że bohaterka jest ciut za młoda na bycie bohaterką (w pierwszym tomie kończy 16 lat), ale gdyby miała z rok więcej pewnie autorka czułaby się w obowiązku poświęcić jej dziewictwo na ołtarzu sztuki i byłoby awkward, bo pierwszym kandydatem do łóżka byłby jej własny brat.

Clarissa Fray widzi rzeczy. To się zdarza i większość takich nastolatków trafia do psychiatryka, ale fakt, że znika jej matka i nie ma kto jej zaprowadzić do lekarza powoduje, że Clary trafia do całkiem innego miejsca – stowarzyszenia do walki ze złem i demonami Clave. Tam poznaje pięknego Jace’a (nie mogę sobie poradzić ze skazą na mózgu, którą zostawił mi film i piękny Jace wcale nie jest piękny, bo nosi twarz Jamiego Campbella Bowera!) i jego upierdliwe i nieufne rodzeństwo – Isabelle i Aleca (które tak naprawdę nie jest rodzeństwem, ich rodzice zajmowali się Jace’em). Ten drugi jest o tyle niefajny, że się sekretnie podkochuje w przyjacielu i stanowi dla Clary konkurencję.
No więc okazuje się, że znalazł się tatuś Clary i nie jest nim facet z fotografii na kominku. Jest nim niebezpieczny fanatyk, Valentine Morgenstern, który uważa, że należy wytrzebić wszelkich Podziemnych, nie tylko naprawdę złe demony. Łącznie z wilkołakiem Lukiem, którego Clary uważała za „wujka”. Przecież dobre czy rozumne jednostki nie mogą stanowić wyjątków, jeśli stosujemy zbiorową odpowiedzialność. A Valentine kroczy ścieżką krwi i zostawia po sobie pożogę i zniszczenie. W sensie dosłownym, bo widziany ostatnio 16 lat wcześniej spalił swoją posiadłość w europejskim magicznym państwie Idris (trochę zalatuje harlekinem i księżniczkami z Europy, które zakochują się w swoich sekretnych ochroniarzach). W środku byli jego teściowie i syn najlepszego przyjaciela. Ale nie czas żałować róż, gdy płoną lasy – wszak do uśmiercenia są jeszcze miliony niewiernych. Życie z piętnem córki Valentine’a nie jest miłe dla Clary, jednak to Jace zostaje uznany za szpiega, zdrajcę i zamknięty przez nadgorliwą inkwizytorkę, Imogen Herondale. Oczywiście dla Jace’a, nieodrodnego syna Morgensternów, wielokrotna ucieczka nie jest problemem. Problemem jest to, że wcale nie chce być nieodrodnym synem Morgesternów. Dodatkowo Valentine zdobywa nieoczekiwaną przewagę, którą dają mu ukradzione artefakty – kielich i miecz anioła Razjela (stwórcy Nocnych Łowców).

Poza wszystkim Jace kocha Clary i to nie miłością braterską.
Mamy więc wszelkie wybory moralne (jak powinność wobec rodziców, szczególnie tych, którzy zdradzili zaufanie dzieci), przynależność do grupy społecznej, wykluczenie, zakazana miłość (moją szczególną uwagę przykuwa wątek gejowski, który jest jednocześnie tabu i dramatyczną walką z nieuniknionym – szczególnie, jeśli jedną stroną jest mag, który od trzystu lat się nie starzeje i w zasadzie jego nieśmiertelność jest bardziej niż pewna). Do tego dochodzą wszelki lęki – o bliskich (tych prawdziwych bliskich, którzy są w stanie umrzeć za ważne sprawy), siebie (bo nie wiadomo, jak się zachowa dana osoba w ekstremalnej sytuacji – urocze są opisy jak Clary piszczy i wrzeszczy).

Powieść jest w swojej wymowie patetyczna (momentami w realizacji także), dialogi są mocno sarkastyczne czy wręcz ironiczne. W drugim tomie ten dystans Jace’a do siebie (jest kreowany na bohatera tragicznego w tym tomie, który podejmuje ważne i dramatyczne – głównie dla siebie – decyzje, bohatersko uważając, że po prostu musi wziąć odpowiedzialność na siebie) jest aż bolesny. Jawi się jako chłopak, który jeszcze potrzebuje rodziców, ale już nie może na nich liczyć.

Jestem bardzo ciekawa trzeciego tomu, ale muszę zrobić przerwę na inne obowiązki.

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Miasto kości, Miasto popiołów
Wydawnictwo:  Mag
Data wydania: 2009