Jestem potworem, połykającym seriale. Ponieważ mam dużo czasu i mój mózg się powoli degeneruje, pozwalam sobie przyspieszyć proces. W końcu nie mogę być świetna ze wszystkiego, choć akurat oglądanie seriali idzie mi naprawdę doskonale, to są mistrzowie, których nigdy nie dogonię.
Co lubię
Ze spoko seriali z zimowego rzutu było kilka, które zajęły specjalne miejsce w moim sercu. Kolejność jest całkowicie przypadkowa.
Masters of Sex. Serial oparty na faktach o lekarzu, którego dręczy pytanie o seksualność człowieka. Dodajmy do tego purytańskie lata 50. w USA i mamy przepiękny temat tabu podany wyjątkowo estetycznie.
Arrow. Cóż tu się rozpisywać. Drugi sezon znacznie lepszy od pierwszego. Piękni ludzie, z czego jeden ludź ma do tego łuk, czarnego szofera i wianuszek wielbicielek. #TeamSmoake!
Almost Human. Spoko debiut. Wiem, że są przeciwnicy zatrudnienia Bonesa w roli głównej (tak Adi, Ciebie mam na myśli), ale akurat uważam, że Karl Urban to kolejny piękny człowiek (i co z tego, że kwadrat???). Policjanci muszą współpracować z androidami. W drugim sezonie zamawiam bunt maszyn 😉
Person of Interest. Gdy wchodził na ekrany, jakoś go pominęłam. Szybko nadrobiłam ten błąd, dzięki galopującej bezsenności. Były informatyk i były agent CIA w parze. Lubię bromance, dwa sezony czystego dobra! Potem dorzucili byłą agentkę HGW i jest ciut gorzej, ale musieli czymś przyciągnąć męską widownię (wszak nic tak dobrze nie robi jak ciało Sary Shahi). I Amy Acker, byłabym zapomniała. Mnie się podobają okulary Michaela Emersona. No ship there, a szkoda.
The Blacklist. Chyba pierwszy serial, w którym jest zawieszona tajemnica i scenarzyści nie wyjaśniają jak przeciętnemu Amerykaninowi, kto co zrobił i dlaczego. Agentka FBI zostaje zawezwana do współpracy z przestępcą. Jego wiedza jest na tyle ważna dla agencji, że pozwalają mu dyktować warunki. A ma ich sporo i zawsze jest krok przed wszystkimi. Zacny i tyle.
Supernatural. Co prawda mieli już ze dwa sezony, w których dogorywali, no plot, no ship i oglądałam bo Dean. To zresztą doskonały powód. Obecnie trochę wrócili do metodologii z pierwszego i czwartego sezonów. A więc znowu w tendencji wzrostowej.
The Big Bang Theory. Mimo że zaliczają spadek, dalej są dobrym serialem ze świetnymi postaciami. Niektóre odcinki są przaśne i kwaśne, ale miewają doskonałe gagi. No niestety, od czasów Friends nie było tak dobrego serialu komediowego.
The Orphan Black. Gdy jesteś na bakier z prawem, a twój sobowtór na twoich oczach popełnia samobójstwo, wiedz że coś się dzieje. A dzieją się takie rzeczy, że sobowtórów jest więcej, kule latają nisko i blisko, a facet samobójczyni jest wyjątkowo przystojny.
Star Trek. Enterprise. Mam słabość do Next Generation, bo się na nim wychowałam. Ale Enterprise jest naprawdę świetnie zrobiony. Takie początki Star Treka do mnie przemawiają. Mostek rodem z łodzi podwodnej, mała załoga, pies na pokładzie, drzwi na guzik, warp na korbę, kombinezony z drelichu, wszystko się świeci i jak odpadnie coś od ściany, to trzeba to dwa tygodnie naprawiać. Lekarz jest moim ulubieńcem – jest wyluzowany (pewnie mając trzy żony jest to obligatoryjne) i bardzo denobulański.
Oglądam, bo wypada
W tej kategorii znajdą się doskonałości, które oglądam, jednocześnie grając w Avengers Alliance na Facebooku. Oglądam, bo mąż lubi.
Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D. Nudny jak flaki z olejem, a szkoda, bo budżet na jeden odcinek mają taki, jak niektórzy twórcy na cały sezon. Mogli więc zatrudnić kogokolwiek z jajami, kto stworzy ciekawe postacie, a nie parę z piekła rodem i głupią nerdkę. Oglądam tylko dla agenta Coulsona. No ship, no plot, no interest.
The Walking Dead. Mam ambiwalentne uczucia względem tego serialu. Jak na tak powolną, sielską poetykę (ogródek z ziołami, kurczaczki, mała społeczność), to rotacja bohaterów jest porażająco szybka. A myślałam, że w Dynastii mieli z tym problem. Niemniej scenariusz rozwija się ciekawie, choć jest strasznie jednowątkowy. Na przykład znaleźli laboratorium, ale nie poszli dalej tym tropem, tylko porzucili wątek naukowy, przenieśli się na Burmistrza. Ale i Burmistrz zniknął z pola widzenia, bo są w więzieniu… Oglądam rzutami po kilka odcinków, bo inaczej urywa mi się wątek. Bez przerwy daję mu szansę, bo widzę możliwość poprawy.
Intelligence. Serial, w którym Czerwony Kapturek z OUaT pilnuje Sawyera z Lost na zlecenie brzydkiej kobiety z CSI, leczy ich dr Phlox z Enterprise, a za wywiad robi Micah z Emily Owens M.D.
Oglądam z rozpędu
CSI, Bones, Criminal Minds. Jeśli nie obejrzę 5 odcinków to nic się nie stanie. A jak obejrzę, to jednocześnie poskładam pranie, sprzątnę, pogadam przez telefon, odpowiem na maile, a w tle leci. Do tego ostatniego mam szczególnie ciepły stosunek, ponieważ kilka lat temu, po wielu latach niepamiętania żadnych snów, pierwszym zapamiętanym był ten, w którym agent Hotchner odbijał mnie z trzeciego piętra polonistyki. I miałam za niego wyjść 😉
White Collar. Po gorszym sezonie trzecim, zaliczyli lepszy moment w czwartym. No i piękny Matt Bomer i co sezon nowy ship.
Grey’s Anatomy. W gruncie rzeczy nawet nie wiem, po co go jeszcze oglądam. Shit storm has just hit the fan all over again. Chyba w ma to jakieś znaczenie terapeutyczne, że innym jest gorzej 🙂
Na co czekam
Suits. Gdyż Harvey i Mike. No i court drama. Nie chcę niczego więcej, a już szczególnie nie chcę, żeby mi rozbili ship (Mike/Rachel i wiem, że to się stanie).
Heroes. Reborn. Lubiłam Heroes i było mi smutno, gdy ich tak brutalnie scancelowali. Więc zacieram łapki już teraz, choć dopiero za rok będzie powrót. i to jest dopiero zombie show.
Oglądam, bo wow
Dollhouse. Whedon i serial o wszczepianiu osobowości. Nieco zapomniany i niedoceniony przez mnie na początku, obecnie oglądam, mimo że nie lubię Elizy Dushku (zniszczyła ją dla mnie rola w Buffy), choć w Dollhouse gra świetnie. No i jak to u Whedona – starzy znajomi 😉
The Good Wife. Tu obsada też znana z wcześniejszych seriali. Ale nie przeszkadzają mi crossy, mogę shippować siostrę Carol z Dougiem Rossem oraz Alicię z Willem 😉
Natomiast prawdopodobieństwo nastąpienia podobnej sytuacji w realu jest przerażająca (tzn. mniej prawdopodobne jest to, że mój mąż będzie prokuratorem stanowym, ale że po 15 latach bezrobocia będę musiała zarabiać na utrzymanie rodziny – już bardziej). No i ship.
BTW, śniło mi się, że ukradłam motorynkę z Willem Gardnerem na pokładzie. Nie miał nic przeciwko temu 😉
Chyba nie wyczerpałam kategorii i seriali, które oglądam. Zarzuciłam w tym sezonie Lost Girl, Once Upon a Time, Homeland i House of Cards. Kilku rzeczom jeszcze nie dałam szansy. I właściwie całe lata 90. przede mną – Star Treki, Babylon 5 (kolejny raz), Tek War, ER…