Film o życiu [Film: Teoria wszystkiego]

Mniej więcej każdy, a na pewno każdy geek zna historię życia Stephena Hawkinga. Geniusz-kosmolog, którego zdradziło ciało i próbowało zamknąć w nieprzeniknionej skorupie na krótkie lata życia.

Stephena (Eddie Redmayne) poznajemy w 1963, gdy próbuje wymyślić temat doktoratu i poznaje swoją przyszłą żonę, Jane (Felicity Jones). Szybko też dowiaduje się o tym, że niezbadana choroba układu nerwowego – stwardnienie zanikowe boczne – zabije go w ciągu dwóch lat, ale w tym czasie zdąży go jeszcze sparaliżować.  Biografowie wspominają, że na uczelni nie robił notatek, pracował godzinę dziennie, a i tak zostawiał kolegów daleko w tyle. W filmie jest scena pokazująca, jak pracował – kiedy jego koledzy w panice przez cały tydzień robili zadane przez profesora zadania, on spał. Tuż przed seminarium, na rozkładzie jazdy pociągów rozwiązywał więcej zadań niż inni i uchodziło mu płazem ciągłe spóźnianie i brak przyzwoitego papieru do rozwiązywania zadań. 

W tym czasie poznaje Jane, piękną studentkę filologii z ambicjami. Mimo postępującej choroby, dziewczyna nie poddaje się i postanawia zmusić Stephena do zajęcia się własnym, a najlepiej wspólnym życiem. Oczywiście pobierają się, Hawking broni doktoratu z czarnych dziur, rodzi się dziecko, potem szybko drugie. Zdaje się, że mijają więcej niż dwa lata (w filmie nie widać zanadto upływającego czasu), Stephen wciąż żyje i pracuje, choć jeździ już na wózku, a jego mowa jest już trudna do zrozumienia. Matka Jane zachęca ją, by zaczęła się udzielać w kościelnym chórze, w ten sposób poznaje Jonathana, młodego wdowca. Jonathan zaprzyjaźnia się z rodziną i pomaga Hawkingom, jak tylko potrafi. oczywiście rodzi to wiele plotek – wszak Stephen jest już sparaliżowany, gdy rodzi mu się trzecie dziecko.

Muszę przyznać, że film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Po pierwsze – fabuła. Co innego czytać o chorobie, a co innego widzieć ją, nawet odegraną. Na przykład porażająca dla mnie była decyzja Jane (bo w gruncie rzeczy ona ponosiła największe ryzyko) posiadania dzieci. Po wtóre – niesamowita walka, jaką stoczyła, przedłużyła życie jej męża. Fakt – na pewno znanemu astrofizykowi łatwiej było nawet dowiedzieć się o różnych eksperymentalnych metodach leczenia, z drugiej strony – do momentu szalonego sukcesu jego Krótkiej historii czasu – raczej nie byli szalenie bogatymi ludźmi, których stać na kosztowne terapie. No i aktorstwo Redmayne’a. Nie widziałam go dotychczas, choć Filmweb mi podpowiada, że grał już trochę. Niemniej pokazanie różnych stadiów postępującej choroby było dla mnie majstersztykiem. Wcześniej już słyszałam opinie, że powinien koniecznie dostać Oscara. O ile jeszcze jest on przyznawany za aktorstwo – zgadzam się z tym!

TytułTeoria wszystkiego
Reżysera: Anthony McCarthen
W rolach głównych: Eddie Redmayne, Felicity Jones, Charlie Cox, Emily Watson i in.
Rok produkcji: 2014

Cały internet ma opinię o Hobbicie – mam i ja

Pierwsze dwie części Hobbita pokazały, że dobrze nie będzie. I nie było.

Po odbiciu Samotnej Góry, krasnoludy poszukują arcyklejnotu, ale nie idzie im za dobrze. Thorin zaczyna chorować na to samo, co pokonany (wreszcie!) Smaug, czyli chorobę na złoto i nie zwraca uwagi na takie drobiazgi, jak zbierające się armie, aby mu odebrać klejnoty czy spłacenie długu wobec ludzi Barda. 
Zbierają się wobec tego armie orków, krasnoludów, leśnych elfów i ludzi – i zaczyna się epicka bitwa.

I to w zasadzie koniec opisu fabuły.

Więc siedziałam rozczarowana do bólu produktem tolkienopodobnym (choć jest nieco bardziej przemyślany niż poprzednie części) i patrzyłam na śmierci.

S

P

O

I

L

E

R

Z

O

N

E

Oglądając Dark Knight Rises, byłam świadkiem przedramatycznej sceny śmierci córki Ra’s al Ghula – Talii, w której to scenie Talia długo monologowała, plując krwią, tocząc pianę, przewracając oczami i mając wściekłe drgawki. Kiedy umarła, ulżyło mi. I wtedy powstała skala Talii (ew. skala Mirandy Tate). Za swoją scenę śmierci dostała 11 w dziesięciostopniowej skali.

Poniżej zamieszczam subiektywne zestawienie godnych scen śmierci z Hobbita:

1) Smaug: 8/10 (za machanie skrzydłami, świecenie i robienie beczek)
2) Kili: 7/10 (za zwisanie ze skały)
3) Thorin: 2/10 (punkt za gadanie przedśmiertne)
4) Azog 1/10 (zupełnie piękna śmierć godna bohatera)
5) Fili: 2/10 (za latanie)

Pewnie kogoś zapomniałam, oświećcie mnie, proszę, kto tam jeszcze pięknie umierał. Ach, ci, co ich Thranduil wiózł na rogach łosia (w ogóle propsy dla Lee Pace, który nie tylko nie pracuje w IBM, ale jest tam najpiękniejszą blondynką) 😉

S

P

O

I

L

E

R

Z

O

N

E

(/)

Najgorsze jest to, że siedziałam w kinie z poczuciem, że generalnie spodziewałam się gorszego, ale po wyjściu zostały mi w pamięci najdurniejsze sceny.

Legolas, którego akurat nie było na lekcji fizyki o przyciąganiu (tumblr)
Zombie-Galadriela… (tumblr: misaforever)
… walczy… (tumblr: misaforever)
… i wygląda…(www.themodernnomad.com)
I Sauron – boysband (tumblr: misaforever)

Gdzieś się plątali ninja-Saruman i ninja-Elrond, ale już mi się nawet obrazków nie chce szukać. Nie zapomnijmy o wiecznie obsranym Radagaście. Przykład sceny z Legolasem jest dość rażący, ale jestem za usunięciem wszystkich z jego udziałem, bo to robienie idioty z całkiem przyzwoitego elfa, aż mi się go szkoda zrobiło. Podobnie nie powinna przejść cenzury Tauriel. Kto to słyszał, żeby elfka z krasnoludem…?!

Pomarudziłam, pomarudziłam, trochę mi z tym lepiej. A jeszcze lepiej, jeśli ktoś dzięki mojej recenzji oszczędzi 30 złotych i bólu głowy!

W co gra Turing [Film: Gra tajemnic]

Gdzieś w głowie wiruje mi wspomnienie o wkładzie Polaków i szkoły lwowskiej w łamanie szyfru Enigmy. Dlatego z nieufnością i trudem podchodzę do filmu o Alanie Turingu – łamaczu szyfru Enigmy.

Nie muszę chyba wyjaśniać, że do obejrzenia filmu zachęciły mnie trailery w kinie i znane twarze na ekranie. Bo, jak wspominałam, niczym inżynier Mamoń…

Na początku lat 50. XX w. do mieszkania profesora Turinga (Benedict Cumberbatch) było włamanie, jakkolwiek poszkodowany twierdzi, że nic nie zniknęło. Oschle informuje policjantów, że mogą się oddalić w swoich sprawach. Jednak detektyw Nock (Rory Kinnear) nie daje się spławić i prowadzi swoje śledztwo, w czasie którego odkrywa, że przeszłość Turinga okryta jest tajemnicą.

Na początku wojny profesor Turing dostaje propozycję pracy w zakamuflowanych ośrodku kryptograficznym. Filologowie pracują tam nad deszyfracją kodu Enigmy (w kilku scenach widać, że używają płacht Zygalskiego), lecz matematyk z Cambridge postanawia zbudować uniwersalną maszynę, która będzie w stanie złamać kod maszynowy.

Już na początku dochodzi do starć pomiędzy Turingiem i pozostałymi członkami zespołu, ale jak wspomniałam wcześniej, osobowość miał specyficzną, powiedzieć, że był oschły, to nic nie powiedzieć. Dzisiaj pewnie powiedzielibyśmy, że miał syndrom Aspergera czy inne zaburzenia ze spektrum autyzmu (lub że był co najmniej społecznie niedostosowany). A zatem gdy zespół ponosił klęskę za klęską, młody profesor w zaciszu projektował swoją maszynę, w której pokładał wielkie nadzieje.

Czy wspominałam już o aktorach? Oczywiście Cumberbatcha reklamować nie będę, bo jego popularność nie bierze się znikąd. Bardzo go lubię za różnorodność i głębię postaci. Ciekawe, kiedy się znudzi?

Komandora Dennistona – człowieka, który tylko szuka haków na naszego bohatera – gra Charles Dance, znany bliżej jako Tywin Lannister wielbicielom Gry o tron. Gdy patrzę na jego CV, to nie widzę tam specjalnie dużo ról protaginistów. Cóż, niech każdy robi, co umie najlepiej – nawet jeśli jest to wcielanie się bez przerwy w role tych złych.

Drugim aktorem, którego musiałam zobaczyć w kinie, był Mark Strong. Kto nie widział go w Low Winter Sun – niech żałuje (i czym prędzej nadrobi). Poza tym grał on w wiekszości filmów wartych obejrzenia (oraz kilku niewartych), np. Gwiezdny pył, Sherlock Holmes, Kick-Ass, Green Lantern, Zanim zasnę. Wciela się w dyrektora MI6. Swoja drogą Brytyjczycy mają prawdziwego hopla na punkcie tajemnic. Prawdę o Enigmie ujawnili w latach 70., a o MI6 (oficjalnie) przy premierze któregoś Bonda.

Wisienką na torcie był Matthew Goode – piękny Finn Polmar z The Good Wife.  W Watchmenach nie prezentował się na tyle atrakcyjnie, bym go pamiętała (grał tam Ozymandiasa), ale może czas odświeżyć pamięć. W Grze tajemnic gra szachistę i matematyka, jednego z kryptologów, który na koniec filmu bije Turinga.

*Wielka pominięta – jedyna kobieca postać w filmie to Joan Clarke. Osoba, która zatrudniła do tej roli Keirę Knigthley nie powinna się więcej angażować w projekty filmowe. Drewniany kołek, mający ukazać problemy kobiet w czasach wojny. To już chyba wolę oglądać Agentkę Carter.

TytułGra tajemnic
Reżysera: Morten Tyldum
W rolach głównych: Benedict Cumberbatch, Keira Knightley, Matthew Goode i in.
Rok produkcji: 2014

Pięć książek w pięć dni [Maraton: Jo Nesbø]

Czy na świecie jest jeszcze jakaś osoba, która nie wie, o mojej dozgonnej miłości do Harry’ego Hole spod pióra Jo Nesbø? Pewnie nie. W każdym razie rok zaczęłam od maratonu czytelniczego serii o byłym komisarzu.

1. Nigdy nie wiem, kto zabił

Czasem zresztą to nie jest najważniejsze. Harry Hole uczy nas, że ważniejsze od „gdzie”, „kto” i „kiedy” jest „dlaczego”. Bo „dlaczego” zawsze prowadzi do odpowiedzi na wcześniejsze pytania. W jednej z powieści, mniej więcej w trzech czwartych, czyli tam, gdzie zwykle ziewamy, wiedząc na kogo poluje bohater, Harry sam zostaje oskarżony o morderstwo. Nie ma nic pewnego.

2. Dobry bohater

Nie, Harry nie jest dobry w ogólnym sensie. Jest złym człowiekiem, który pije i gdy wpadnie w ciąg, to jest nie do odłowienia. Przeszkadza to pracodawcy, kolegom oraz ukochanej Harry’ego. I nie, nie jest dobrym człowiekiem, bo dla niego metodą zdobycia szybkiej informacji jest szantaż, włamanie, pobicie… Jednocześnie jest znakomitym śledczym, lepszym niż inni z wydziału (być może oni nie korzystają z dróg na skróty). Ponadto potrafi działać tak, że jako czytelnik, jestem gotowa usprawiedliwić każdą jego głupotę tylko dlatego, żeby na koniec załatwił drania. Prawdopodobnie zresztą innymi metodami nigdy by tego nie zrobił.

3. Dobry wróg

Niech oksymoron Was nie zwiedzie. Dobry przeciwnik tworzy dobrego bohatera. Jo Nesbø ma charakterystyczny styl pisania, który zwykle ukazuje też sposób myślenia mordercy. Dzięki temu czytelnik wie od razu, że działania mordercy są spójne, a późniejsze domysły komisarza jeszcze je uzupełniają.
Dla mnie mistrzem był Bałwan, choć Książę też był epicki, a i pozostali też byli świetni.

4. Język

No właśnie. Bywa, że nawet jeśli fabuła jest znakomita, język potrafi to zrujnować. I nie wiem, czy zasługa tu tłumaczki (szacunek za znajomość norweskiego), czy też Nesbø po prostu jest geniuszem. Bardzo doceniam jego krótkie zdania (sama takie lubię pisać najbardziej), dodatkowym smaczkiem jest zmiana podmiotu w obrębie krótkiego tekstu. W jednym akapicie mówi o Harrym, a w kolejnym już o kimś innym, ale nie wiadomo tego od razu.

5. Relacje 

Harry nie działa sam. Otacza go siatka ludzi, którzy w niego wierzą oraz takich, którzy muszą z nim współpracować. Halverson, Lonn, Drewniak czy gościu z telenoru. Część z tych osób jest prawdziwymi osobowościami, które mogłyby być bohaterami własnych historii.

Cytaty

Czasem zastanawiam się, gdzie spędziłeś te trzydzieści pięć lat które, jak twierdzisz, przeżyłeś, Harry (Trzeci klucz).

Zdumiewało go raczej, że nie wszyscy ludzie go wyczuwają. Strach cuchnął tak samo jak szczyny wołu (Trzeci klucz).

Przyjrzyjmy się najpierw, w jaki sposób ci, którzy tworzą profile psychologiczne dla FBI, odróżniają wśród seryjnych zabójców psychopatów i socjopatów. Psychopata to często osobnik niedostosowany społecznie, bez pracy, bez wykształcenia, obarczony przeszłością kryminalną i szeregiem problemów społecznych. W przeciwieństwie do socjopaty, który jest inteligentny, żyje normalnie i z pozoru wszystko układa mu się szczęśliwie. Psychopata się wyróżnia, łatwo trafia na listę podejrzanych, natomiast socjopata ginie w tłumie. Jego odkrycie prawie zawsze okazuje się szokiem dla sąsiadów i znajomych. Pewna pani psycholog, która zajmuje się tworzeniem profili dla FBI, powiedziała mi, że pierwszą rzeczą, którą sprawdza, jest pora popełnienia zbrodni. Zabicie człowieka wymaga bowiem czasu. Kolejną wskazówką może być ustalenie, czy zabójstw dokonano w dni powszednie czy też weekendy i okresy wakacyjne. Można się po tym zorientować, czy zabójca ma stałą pracę, a jeśli tak, to wzrasta prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z socjopatą (Pentagram).

(…) Oczywiście pozostawał otwarty i w każdej chwili mógł zmienić zdanie. Zawsze był skłonny dać ludziom szansę trafienia na czarną listę (Pierwszy śnieg).

Podeprę się przykładem stoika Zenona, który uważał, że samobójstwo to godny szacunku czyn, gdy choroba sprawia, że śmierć staje się bardziej atrakcyjna niż życie. Kiedy miał dziewięćdziesiąt osiem lat, zwichnął sobie paluch u nogi. Tak mu to dokuczało, że się powiesił (Pierwszy śnieg).

Patrzę na Mathiasa i myślę: facet z marzeń. Myślę o tym, że on mnie rozpala i próbuję się rozpalić, prawie go napadam, ponieważ mam ochotę mieć ochotę, rozumiesz (Pierwszy śnieg)?

To było tego dnia, kiedy spadł pierwszy śnieg. O jedenastej przed południem z bezbarwnego nieba bez żadnej zapowiedzi zaczęły sypać olbrzymie płatki śniegu, niczym armada z kosmosu przybywająca na podbój pól, ogrodów i trawników w Romerike (Pierwszy śnieg).

Pochylony nad oparciem krzesła stal człowiek, który był żywą legendą nie tylko w komendzie policji w Oslo; każdy policjant w Norwegii słyszał o nim jakąś niesamowitą historię, wszystko jedno, dobrą czy złą. Człowiek, z którym sam Holm kiedyś blisko współpracował. Ale nie tak blisko jak celnik, który teraz stał za nim, a jego obciągnięta lateksową rękawiczką dłoń częściowo obejmowała pośladki legendy (Pancerne serce).

Wyjął cztery naboje, włożył cztery, nie wykorzystując szybkiej ładowarki, a jedynie zręczne palce. Wsunął Bębenek na miejsce, tak aby pierwszy włożony nabój znalazł się na pierwszym miejscu w kolejce. Stop. Dziewięć sześćdziesiąt sześć. Prawie o trzy sekundy dłużej niż osobisty rekord. Otworzył bębenek. Pomylił się. Pierwsza komora, ta gotowa do wystrzału, okazała się jedną z dwóch pustych. już nie żył. Powtórzył ćwiczenie. Dziewięć pięćdziesiąt. I znowu umarł. Kiedy po dwudziestu minutach zadzwonił Oystein, doszedł do ośmiu sekund i zdążył zginąć sześć razy (Pancerne serce).

Goma. Czarna lawa, czarne pieniądze, czarne piękności, czarne grzechy (Pancerne serce)

Roześmiała się. Białe wino, doszedł do wniosku Harry. Ci, którzy piją czerwone, śmieją się mniej (Pancerne serce)

Bardzo mi przykro, że muszę to powiedzieć, ale pani towarzysz się zjawił. – Zaczerwienił się i poprawił. – To znaczy przykro mi, ale nie mogliśmy go wpuścić. Jest… obawiam się… odrobinę wstawiony… (Pancerne serce)

Oleg chodził z tą swoją ruską depresją na twarzy i powtarzał, że życie bez Irene nie ma sensu (Upiory)

– Wiesz, co brak snu robi z mózgiem, Ingrid?

– Państwo norweskie sfinansowało sześć lat twoich studiów, żebyś to wiedział, Stale, więc uznałabym za marnowanie podatku, który płacę, gdybym ja również to miała wiedzieć.

Gdy światełko w tunelu to nadjeżdżający pociąg [Na wojnie nie ma niewinnych, Aneta Jadowska]

Mam niski próg bólu, ale studia nauczyły mnie, że nie zostawia się książki w połowie – nawet jeśli jest to Generał Barcz Kadena-Bandrowiskiego. Więc czymże dla mnie jest taki sześcioksiąg Jadowskiej?

Wylazłszy z piekła po demonicznym opętaniu, Dora Wilk orientuje się, że partner jej wilczycy, Varg, został porwany. A został porwany, ponieważ przyjechał z Trójprzymierza do Thornu, by jej szukać, gdy została opętana. Zbiera więc siły, ekipę i udaje się na poszukiwania.

Randomowo okazuje się, że ludzie są jej winni przysługi, dzięki czemu dowiaduje się o nielegalnych walkach zmiennokształtnych, w których prawdopodobnie Varg zostanie wystawiony. Babka niestety nie stawia się na rodzinne spotkanie, co dodatkowo denerwuje bohaterkę, bo przewiduje, że Faoiliarnie stało się coś złego.

Dodatkowo – jak w każdym poprzednim tomie, wiele osób chce ją zabić, przelecieć lub wykorzystać w innym celu. Starzy przyjaciele się od niej odwracają, ale zdobywa oczywiście nowych.

No i najlepszoza – cytatoza (większość okrutnie sucha):

Co tu u diabła zaszło. Miron, o wilku mowa (cholera te metafory nie sprawdzają się przy moim obecnym trybie życia) (…) s. 14

Za to cię lubię, wiedźmo. Masz szare komóreczki i nie boisz się ich użyć, jeśli tylko o nich nie zapomnisz (s. 88).

Kolejna piwnica. Moje życie jest wypełnione jest złowrogimi piwnicami i maniakami, którzy w takich miejscach niszczą ludzkie istnienia. Jeśli kiedykolwiek zejdę do piwnicy i zamiast śladów tortur czy ołtarza ofiarnego znajdę półki z przetworami i zapasami na zimę, zmienię zdanie (s. 423).

(…) a niebo nosiło łososiowe rumieńce brzasku (s. 438).

Może właśnie o coś łamiącego zasady chodzi. O coś tak popieprzonego, że właśnie ja przyszłam im do głowy? Mam reputację kogoś, kto radzi sobie z międzysystemowym i międzyrasowym bałaganem (…) (s. 439).

– Ponieważ to mój pierwszy raz przy tym stole, pozwólcie, że podsumuję – Borys odchrząknął. – Padało gównem, ale ktoś ogarnął to na tyle szybko, że całe miasto nie zamieniło się w rynsztok. Możemy się w tym gównie grzebać kolejne godziny albo możemy uznać, że dobrze, że sztorm ominął nas o włos, i podziękować grzecznie tej, która rozłożyła nam nad głową parasol (s. 515).

Niestety, a(ł)toreczka zapowiada, że dopiero się rozkręca. Mam nadzieję, ze nie zacznie pisać pod pseudonimem, będę mogła omijać jej „dzieła” z daleka, co i Wam serdecznie polecam.

Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: 
Na wojnie nie ma niewinnych
Wydawnictwo: 
Fabryka Słów
Data wydania:
2014

Czy Twoje ciało Ci pasuje? [Egzorcyzmy Dory Wilk, Aneta Jadowska]

Wczorajsza kolejna bezsenna noc pozwoliła mi na dokończenie piątego tomu heksalogii pióra Anety Jadowskiej – Egzorcyzmy Dory Wilk. Zaczęłam czytać tuż po wydaniu (czerwiec, lipiec?), ale nie była tak zła jak poprzednia część, żeby móc ją wyszydzić, ale dobra też nie jest.

W Toruniu pojawił się seryjny zabójca, który namierza młode kobiety. Bogna – patolog, która pracowała z Dorą, gdy ta była jeszcze policjantką, widzi na badanych zwłokach więcej niż inni koledzy i niż może uchwycić aparatem. Wzywa więc Dorę, która rozpoznaje demoniczne interwencje. Ktoś próbuje zaszczepić demoniczne dusze w młodych toruniankach (z zastanawiającym i niewyjaśnionym pominięciem starych torunianek oraz młodych i starych torunian i młodych, średnich i starych napływowych). Śledztwo prowadzi Dorę do starego przyjaciela – Baala, a dalej – do kolejnej piwnicy, w której poznaje na własnej skórze, co przeżyły nieboszczki. Ale Dora nie miętka – nie umiera tak szybko. Za to przybywa jej lokator – demon. Dziewczyna wpada na pomysł, że można byłoby się jednak pozbyć, bo zaczyna się robić ciasno pod kopułką.

Pora na to, co dobre – cytaty:

Co oni mają do tej twarzy?

Nie dziwię się, że cię wybrał. Masz coś więcej niż ładną buźkę. Wydaje ci się, że jesteś twarda, ale każdy ma swoją granicę, wiedźmo, a ja zamierzam odkryć twoją. Przygotuj się na ból, przy którym to, co właśnie przeżyłaś, było tylko zabawą (s. 93).

Nie jestem dziewicą! Nie jestem dziewicą!

I czy to zawsze musi być piwnica? Nienawidzę piwnic, z całego serca nie znoszę. Od bardzo dawna nic miłego mnie w piwnicy nie spotkało. Cholera, powinno się je wszystkie pozasypywać, pełne są tajnych laboratoriów psychopatycznych naukowców, ołtarzy ofiarnych używanych w zakazanych obrządkach, kazamatów, w których gniją ofiary szaleńców. Kilka butelek dobrego wina trzymanych tu i tam nie zmieni mojej bardzo złej opinii o piwnicach. Są dziełem szatana. Nie Lucyfera, jakiegoś innego, bardziej mrocznego, złowrogiego typka, który ma satysfakcję, gdy jakiś świr dręczy dziewicę. W moim przypadku to ostatnie jest, rzecz jasna, metaforą, ale nie bądźmy drobiazgowi. Zresztą gdybym nawet nią była, to by ich nie powstrzymało, przeciwnie, z radością zbrukaliby moją niewinność (s. 107).

Definicja dobrej zabawy

Podejrzewałam, że gospodyni Baala łatwiej przełknie zakrwawioną pościel i potencjalnego trupa w łóżku niż zarzygany dywan (s. 215).

Jestem taka odpowiedzialna i dzielna

Ty jesteś taka młoda, a bez mrugnięcia oka bierzesz na siebie odpowiedzialność za kolejne osoby, przyjmujesz pod skrzydła kolejne kaczuszki. Ile już ich masz? Oprócz mnie i Joshui?
Pomyślałam szybko. Dwa… nie, trzy wampiry, stado wilków, Nathaniel i dzieci, Witkacy, Katia, plus ci, którzy daliby sobie radę beze mnie, a i tak czuję, że muszę im pomóc… Luc, Baal, Leon, Katarzyna, Juliana, Jemioła… Wedle Fany na moją osobowość bardzo duży wpływ miała moja wilczyca, nawet przed ujawnieniem. Jestem alfą, ja – wiedźma, a nie tylko ona – moja wilczyca. Mam przymus ochrony tych, których uważa za swoją watahę. Ponad rok temu uważałam się za samotnego wilka (nie wiedząc, że faktycznie jestem wilkiem – wtedy to była wyłącznie figura stylistyczna), teraz miałam watahę, stado, na które składały się nie tylko wilki z Trójprzymierza, ale szereg ludzi, których kochałam, którzy byli dla mnie ważni, dla których byłam gotowa ryzykować życie, dla których mogłam umrzeć.

-Sporo – szepnęłam cicho (s. 380-381).

Pojazd studencki

– Gdyby nie ojciec… byłbym teraz na studiach, może miałbym przed sobą jakąś przyszłość, może żadną, ale nie miałbym przed sobą takich wyborów… Sprzedał mnie, jakbym nic nie znaczył… – jego głos zamierał chwilami, stawał się tak cichy, że ledwie słyszałam, co mówi – chcę, żeby zapłacił… Jeśli się nie uda, jeśli nie przeżyję wszczepienia… – Palce ocalałej ręki zacisnął mi na dłoni. Skórę miał zimną i wilgotną od potu, wpił paznokcie w moje ciało i z całą stanowczością, jaką miał, zażądał: – Obiecaj mi, że znajdziesz go i zemścisz się za to, że przehandlował moją duszę, jakbym był nikim, jakbym nie był nic wart (s. 452).

Uwagi na marginesie: Nie wiem, kto wmówił studentom, że studia są wartością. Nie każdy też czytał felietony Łopatkowej w „Zwierciadle”, więc nie znał opcji wychowywania dzieci w miłości. Jednak to dziwna metoda poruszania kwestii wychowawczych.

Ach, serce bojaźliwe

Mam ochotę rozszarpać cię na strzępy, zjeść twoje serce, wciąż bojące i ciepłe, a po wszystkim zapomnieć, że kiedykolwiek żyłaś – warknął (s. 497).

No i najlepsze na koniec – piękne ciało

Nawet gdybym uznała, że potrafię dzielić ciało z całą tą hałastrą (mało prawdopodobne), bestia nie zdoła powstrzymać zmian w kodzie genetycznym, które są automatyczne i za jakiś czas bez wątpienia by się rozpoczęły. Stałabym się taka jak oni, żeńska (o ile wciąż byłabym kobietą) wersja Hulka <to się nazywa She-Hulk> z oleistymi mazami na cały ciele. Może to próżność, ale o wiele bardziej wolę swoje obecne, kształtne i wygodne ciało (s. 454).

Ach – na bogów korekty – Luc ->Lukiem!!!  Podsumowując – dobre kawałki już dla Was wybrałam. Tylko dla twardych.

Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: 
Egzorcyzmy Dory Wilk
Wydawnictwo:
Fabryka Słów
Data wydania:
2014

Drugie zakończenie – w oczekiwaniu na kolejne zakończenia [Miasto niebiańskiego ognia, Cassandra Clare]

Cassandra Clare zamknęła trzecią z kolei trylogię – drugą z cyklu Dary anioła – powieścią Miasto niebiańskiego ognia

Sebastian Morgenstern zbiera armię, atakując Instytuty i przemieniając Nocnych Łowców w swoich wyznawców. Ci, którzy przetrwali, uciekają do Idrisu, który ma być dla nich bezpieczny. Nie wiedzą jednak, że Sebastian jest niepowstrzymany.

Zawarte przez Nocnych Łowców sojusze z Podziemnymi upadają. Lupus Praetoris zostają wymordowani, przedstawiciele Podziemnych – porwani. Atak na siedzibę Żelaznych Sióstr powoli uświadamia Nocnym Łowcom, z czym mają do czynienia – że zabijanie armii Sebastiana nie jest takie proste, gdy żołnierze mają twarze bliskich.

Jak zwykle dzielna ekipa młodych Nocnych rusza do walki. Nie mają pojęcia, co zastaną, gdy znajdą Sebastiana, ale są przekonani, że jeśli nie oni, to dorośli nie będą w stanie uratować świata. Nie tylko przez podejmowanie zachowawczych decyzji, ale i przez nieświadomość. Clary, Jace, Alec, Isabelle i Simon byli świadkami przemienienia Łowcy w Mrocznego, ale nikt im nie chce uwierzyć, że jest to tak straszne, jak opowiadają. No i mają zasadniczy atut – Clary, do której Sebastian ma ogromną słabość.

Niestety, Clare ma problem z kończeniem. Książka jest potężna (ma z 700 stron), ale nie wciąga jak poprzednie tomy. Czytałam ją ze dwa miesiące, a to jest wyczyn, bo 3/4 udało mi się łyknąć w ciągu jednej bezsennej nocy. Po prostu nie miałam ochoty sięgnąć po nią rano. Choć akcja płynie wartko i nawet nie ma zbyt wielu momentów, w których musiałam sobie powtarzać: „to dzieciaki, co ty byś zrobiła, mając siedemnaście lat”?

Jest seks. Słowo seks pada nawet kilkakrotnie, ale jest scena seksu. Ok, dość uboga i dłużej się na nią nastawiałam, niż trwała, ale jest. Jak na autorkę, która wypłynęła na slashu – miałam nadzieję na nieco więcej.

Powieść obfituje w zwroty akcji. Na ostatnich stu stronach jest ich więcej na osobę niż w pozostałych kilku tomach. Dostaje się każdemu, najbardziej chyba dostaje Isabelle – rykoszetem. Ale każdy musi ponieść stratę, pogodzić się ze zmianami (niekoniecznie na lepsze).

Z jednej strony powieść pokazuje mroczne strony każdego, że wystarczy drobiazg, aby uruchomić lawinę zła. Że zawsze znajdzie się kilku frajerów, żeby się przeciwstawić. Ale z drugiej strony pokazuje, że zło zwalcza się podstępem, a nie dobrem, że być innym jest naprawdę niefajne, bo nikt cię nie lubi i nigdzie nie pasujesz.

No i na koniec coś, czego się nie spodziewałam – Magu, co ty robisz, dlaczego w tej książce są błędy i literówki??? Jace – trudne imię do odmiany, ale w większości przypadków szło dobrze. Ale nie zawsze. Są też problemy z gubieniem liter. Ogólnie – korekta i redakcja – wstyd!

Autorka nie składa pióra, przeciwnie, wikipedia wskazuje kolejne powieści osadzone (mniej lub bardziej) w znanym już uniwersum. I dobrze, Clare buduje ciekawe opowieści i panuje nad historiami (co pokazuje historia brata Zachariasza czy wyłonienie postaci Emmy) – ciekawe, czy pojawią si też w Polsce.

Autor: Cassandra Clare
Tytuł:
Miasto niebiańskiego ognia
Wydawnictwo: 
Mag
Data wydania:
2014

Arrow/Flash – próba analizy

Nie, tytuł jest tylko żartem. Nie będzie ani slasha, ani analizy, a przynajmniej nie będzie to nic noszącego znamiona naukowości.
Wprowadzenie
Długo nie oglądałam seriali. W zasadzie do skończenia studiów nie miałam internetu ani telewizora, a popkulturę przyswajałam w książkach. Do tej pory mam wrażenie, że czytanie jest bardziej społecznie akceptowanym marnowaniem czasu niż oglądanie seriali.
Ku memu przerażeniu i wstydowi, moja przygoda z ruchomymi obrazkami zaczęła się od CSI: NY. Do tej pory zresztą mam słabość do procedurali detektywistycznych. I medycznych.
Z komiksów DC kojarzyłam Supermana i Batmana, trochę mąż próbował mnie w tym kierunku wykształcić, ale o ile lepiej mu poszło z Marvelem, o tyle DC było dla mnie zbyt m(h)roczne i ogólnie się nie polubiliśmy.
Jednak gdy wszedł serial Arrow dałam mu szansę jak każdej innej produkcji. Okazało się, że są pewne wartości naddane, dla których warto poświęcić te 40 minut tygodniowo.
Komiksy na ekrany
O ile pierwszy sezon miał się słabo, o tyle w kolejnym twórcy pokazali, że mają pomysł na większą całość, spójną (w miarę, nie jestem freakiem śledzącym po dwa razy każdy odcinek w poszukiwaniu baboli, teraz akurat namiętnie oglądam ST – tego by się nie dało znieść psychicznie) fabułę i są gotowi dostosować fabułę do potrzeb odbiorców.
Sukces Arrow spowodował, że postanowiono mu zrobić spin-offa w postaci upośledzonego Flasha. Ostatnio przeczytałam, że CSI: Miami powstało po to, by dać upust całemu kwasowi. Mam niejasne wrażenie, że Flashowi dostały się zasoby pierdołowatości na wszystkie kanadyjskie seriale. Choć nie, Vincent z Pięknej i bestii (reboot) dostał trochę.

I nie, nie byłam do niego negatywnie nastawiona, naprawdę – wciąż daję mu szansę.

Arrow

Fabuła
Arrow opowiada historię Olivera Queena (Stephen Amell), który wrócił po pięcioletniej nieobecności do rodzinnego miasta. Ten cud (absencja była spowodowana wypadkiem i utkwieniem na bezludnej wyspie) nie jest dobrze przyjęty przez wszystkich – była dziewczyna (Katie Cassidy) nie jest zbyt szczęśliwa, że Ollie wrócił, ale jej siostra (z którą ją zdradzał – Caity Lotz) już nie. Ojciec (Paul Blackthorne) byłej dziewczyny jest gotów przy najbliższej okazji obciąć chłopakowi  klejnoty za zranienie jednej córki i zdradzanie jej z drugą.

Jednak Oliver na bezludnej wyspie nie był tak samotny, jak mogłoby się wydawać po nazwie. Natknął się tam bowiem zarówno na przestępców, jak i ich przeciwników. Został wyszkolony na doskonałego wojownika i łucznika, a powrót syna marnotrawnego do domu zbiega się w czasie z pojawieniem się w mieście mściciela, który zabija wszystkich notabli z listy odziedziczonej po ojcu.

Z czasem buduje drużynę, która pomaga mu w zwalczaniu przestępczości w Starling City. Każda z postaci jest mocna, ma cechy dystynktywne, powiedzonka, zachowania i można spokojnie każdą obsadzić w roli głównej.

Ship
Zwykle nie oglądam serialu dla fabuły (zwykle jest to samobójcza misja), ale dla shipu. Wszyscy wiedzą (nawet ja), że w komiksie żoną Arrowa jest Black Canary. Fandomowi zupełnie nie przeszkodziło to pokochać Felicity Smoak (Emily Bett Rickards) od pierwszego wejrzenia i zignorować przesłanki mówiące, że komiksowa fabuła musi się zrealizować na srebrnym ekranie (nawet pojawienie się wspomnianej Black Canary i jej romans z Oliverem nie wzruszył fangirl)

santanakingston

Dramatyczna (niezbyt) śmierć Black Canary była chwilą, na którą czekała większość Fandomu i czego życzyli jej niemal wszyscy (znam jedną osobę, która nie była #TeamSmoak. JEDNĄ) od momentu pojawienia się. BTW – swojej supermocy użyła RAZ. Scenarzyści wciąż się bawią sercami wielbicieli, pogrywając shipem, ale i tak wiadomo, że Olicity są dla siebie stworzeni. Nawet były ochroniarz Diggle (David Ramsey).

Babole
Są ludzie, którym przeszkadza nierzeczywistość komiksowa. Segritta krytykuje ubiór, stan wysportowania (krytyka miała miejsce zanim siostra Olivera – Thea (Willa Holland) – w pół roku została mistrzynią kendo, a jego była dziewczyna w kilka miesięcy trenowała boks i próbowała spuścić łomot Cupid – na szczęście sama dostała wciry i doszła do wniosku, że jeszcze musi wziąć kilka lekcji). Boromir przez pół drogi do Lublina tłumaczył mi, dlaczego to nierealne (jakbym sama nie widziała braku postępów w trakcie treningów karate i potrzebowała cztery lat na  ogarnięcie podstaw). Ja rozumiem, ale jest coś takiego jak konwencja.

The Flash
Fabuła
Barry Allen (Grant Gustin) pracuje w laboratorium kryminalistycznym. Wpływ na wybór pracy na pewno miała przeszłość – jako dziecko był świadkiem tajemniczej śmierci matki, o którą oskarżono ojca. Od tamtej pory Barry był wychowywany przez policjanta – detektywa Westa (Jesse L. Martin).
Pewnego razu Barry zostaje porażony piorunem, co daje mu niezwykłą szybkość. Niestety, nie daje mu ani siły, ani mądrości. A szkoda. Na szczęście, zanim Barry się zabije o własne nogi, znajduje go Starlabs – laboratorium odpowiedzialne za wybuch blablabla (DC tech), które spowodowało u różnych ludzi różne mutacje. Nie wszyscy jednak mają tak silny kręgosłup moralny, jak Allen, i postanawiają wykorzystać supermoce do złych celów. Starlabs, z doktorem Wellsem (Tom Cavanagh) na czele, wykorzystuje supermoc Barry’ego do zwalczania innych mutantów. Pomaga mu para geeków – Caitlin (Danielle Panabaker) i Cisco (Carlos Valdes) – jednak wszyscy mają tam coś nie tak z głową, uważają że są najlepszymi geniuszami i nikt nikogo nie słucha.
Postaci są nijakie, nawet silący się na zabawność Cisco nie dałby rady pociągnąć żadnej fabuły. Cierpiąca okrutnie Caitlin jest niestrawna. Jedyną postacią, dla której można oglądać ten serial, to evil doktor. Muszę przyznać, że nie słyszałam o tym, żeby antybohater pociągnął serial, o ile nie jest doktorem Housem. SPOILER: Nie jest.
Ship
W zasadzie nie ma o czym pisać. Barry jest śmiertelnie zakochany. Ale to niemal kazirodcza miłość do córki (Candice Patton) swojego przybranego ojca. Twórcy wpychają mi też na siłę ship z Caitlin, jakie to wszystko naciągane. Poza tym ciężko mi uwierzyć, że on może być loveinterestem.
Babole
* Dlaczego supermoce dostali tylko wybrańcy?
* Niekonsekwentne budowanie postaci Flasha (który raz jest szybki jak błyskawica, a innym razem dostaje łomot jak ostatni ciapciak).
Crossover
Gdy pojawił się crossover, miałam nadzieję na dużo dobra. Ale nie było tego aż tak dużo, ale pokazuje, że nie tylko ja mam taki stosunek do Flasha.
I moja ulubiona scena – superbohaterstwo nie jest dla mięczaków!
Arrow-fanatics

I nie rozmawiajmy o dojrzałości.


Wszystkie obrazki pochodzą z tumblra.

Superbohater to ciężka praca [Film: Wielka szóstka]

Disney wypuścił futurystyczną animację dla młodszej młodzieży lub starszych dzieci – dorośli bawią się jednak jeszcze lepiej (na sali najgłośniej śmiał się czterdziestoletni tatuś ośmiolatka, który śmiał się znacznie rzadziej).

Bohaterem jest Hiro Hamada (choć dla mnie jedynym prawdziwym Hiro jest Nakamura) – genialny czternastolatek, który po szybkim ukończeniu liceum, zabija czas na nielegalnych walkach botów. Co prawda zawsze wygrywa, ale jego przeciwnicy nie są miłymi ludźmi, którzy łatwo się poddają. Starszy brat – Tadashi – nie raz musiał wyciągać go z kłopotów. Obu chłopców, po śmierci rodziców, wychowuje ciotka, która nie bardzo radzi sobie z jednoczesnym prowadzeniem restauracji.

Gdy w pożarze ginie Tadashi, Hiro wpada w depresję. Dopiero splot niezwykłych okoliczności pobudzi go do działania: przede wszystkim znajdzie opus magnum starszego brata. Potem okaże się, że pożar nie był dziełem przypadku. A na koniec – że trzeba pomścić śmierć brata.

Jeśli fabula wydaje Wam się przygnębiająca – jest doskonale zrównoważona humorem sytuacyjnym i zabawnymi dialogami. Rozmowa z robotem o dojrzewaniu przywodzi na myśl krępujące pogadanki uświadamiające z naszej przeszłości, a głupie pomyły Hiro (to się jakoś powinno odmieć, nie? Hira?) – niejednemu rodzicowi przypomną wybryki ich własnych pociech (o ile nie przywiodą na myśl dzieciństwa).

Jedno mnie martwi. Rozumiem, że aby być bohaterem, trzeba być niezwykłym, ale gdzie się podziały postacie pokroju Ani Shirley, z którymi łatwiej się identyfikować?

TytułWielka szóstka
Reżysera: Don Hall/ Chris Williams
W rolach głównych: Scott Adsit, Ryan Potter i in.
Rok produkcji: 2014

Czy Ty, czy Ty pójdziesz na ten film? [Film: Kosogłos]

Trzecia z czterech części filmu na podstawie trylogii Suzanne Collins (czuję szczególne rozczulenie na myśl o tym, że wzorem Petera Jacksona, z trzystustronicowej powieści zrobili dwa filmy. I nawet nie dodali żadnych nowych, zbędnych postaci ani epickich bitew, których nie było w oryginale) był tylko trochę mniej oczekiwany niż Hobbit czy trailer Gwiezdnych wojen, zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że w kręgach poniżej dwudziestego roku życia – znacznie bardziej oczekiwana. 

Katniss (Jennifer Lawrence) trafiła do 13 Dystryktu – Ziemi Obiecanej i mitycznego raju wszystkich rebeliantów. Mimo że odnalazła tam matkę (Paula Malcomson), siostrę (Willow Shields) i Gale’a (Liam Hemsworth), to nie potrafiła się pogodzić z tym, że nie udało jej się uratować Peety (Josh Hutcherson). Jednocześnie wszyscy wymagają od niej, by stała się głosem rewolucji (fatalnym zresztą, nie ukrywajmy tego, że jeśli chce pracować głosem, to niech go naprawi), niestety, jest w tym sztuczna i nie nadaje się do celów propagandowych.

Tymczasem Peeta okazuje się więźniem prezydenta Snowa (Donald Sutherland) i jest tak samo wykorzystywany do celów propagandowych, jak Katniss przez prezydent 13 Dystryktu – Almę Coin (Julianna Moore) i reżysera ostatnich igrzysk – Plutarcha Heavensbee (Philip Seymour Hoffman).Okazuje się jednak, że trzeźwy Haymitch (Woody Harrelson) w czapce jest w stanie ogarnąć rewolucję, pyskatą gwiazdę i reżysera oraz być wsparciem moralnym i dobrym żołnierzem. Kocham go.

W całej historii niewiele się dzieje, jest to w zasadzie ukazanie dezinformacji (łącznie z tym, czego nie wiedzą ludzie walczący za sprawę, jak im się przekazuje informacje, by pobudzić ducha walki), propagandy, dwie strony medalu. Jednak całkowita zmiana tempa filmu (po dwóch częściach podnoszących ciśnienie i mocno naładowanych akcją) nie wyszła tej części na dobre. No i niektóre teksty (szczególnie pierwsze wystąpienie Katniss przy szpitalu w Ósemce) to chyba Łepkowska pisała. 

Natomiast wielkie propsy za budowę postaci. Doskonale jedną sceną podsumowano działalność damsko-męską Katniss, one-linerem – jej dokonania artystyczne, wymianą dwóch zdań zarysowano romans… Haymitch miał tam w zasadzie one man stand przerywany bezsensowną akcją. Natomiast gdy szli w patos, to – jakby to powiedzieć – nie było dobrze. Scena z Gale’em nad zwłokami wprasowanymi w drogę wywołała u mnie liczne i bolesne face palmy

Trudno mi podsumować tę część. A dlatego – podoba mi się jej wymowa, postacie, klimat, ale nie podoba mi się jako część trylogii.  Moim zdaniem obroniłaby się jako samodzielny film, ale nic jej nie broni jako trzeci z czterech filmów. Spodziewałam się po prostu czegoś innego. No i ostateczny argument – mój ship został rozdzielony i w zasadzie go nie było. To nawet nie była dramatyczna walka o odzyskanie ukochanego. To było… nic. I tego nie jestem w stanie zrozumieć i jest mi z tym źle. jestem na nie, ale i tak wiem, że wielbiciele trylogii pójdą, bo jakże nie obejrzeć środkowego filmu, będącego rozgrzewką przed (miejmy nadzieję) Grande Finale.

Tytuł: Kosogłos cz. 1
Reżysera: Francis Lawrence
W rolach głównych: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson i in.
Rok produkcji: 2014