Powieści Emily Henry są moją stałą pozycją na wakacje – od kilku lat wydaje w okolicy końca roku szkolnego romans i go biorę w ciemno, bo ostatnio pisze ona moje ulubione historie miłosne.

Bohaterką Funny Story jest Daphne, która czeka na swój ślub, gdy narzeczony oświadcza, że jednak kocha swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, którą właśnie zabiera w podróż przedślubną, a Daphne ma tydzień, żeby spakować swoje życie i znaleźć sobie inne.
Bo w momencie autorefleksji Daphne dochodzi do wniosku, że zbudowała całe swoje dotychczasowe życie wokół byłego narzeczonego i po rozstaniu niespecjalnie zostało jej cokolwiek własnego. Aby szybko zakończyć upokarzający związek, wynajmuje pokój u byłego partnera obecnej dziewczyny swojego byłego narzeczonego (brzmi to cudownie po polsku). I w pijackim amoku dochodzą do wniosku, że mogą udawać parę, choć nic o sobie nie wiedzą.
Henry pisze ten rodzaj ciepłych, niosących nadzieję powieści, od których trudno się oderwać a ich narracja sobie powoli płynie, a w tle pojawia się przemyślenie, próba odnalezienia siebie, poznania kogoś. I może punkt wyjścia nie jest najmądrzejszy, ale za to dość prawdopodobny. Wszak podejmowanie w życiu niezbyt mądrych decyzji nie jest domeną książkowych bohaterek, a robienie tego pod wpływem alkoholu powinno być w Polsce sportem narodowym zaraz obok robienia promocji na mocne alkohole z powodu braku okazji.
Muszę przyznać, że czytanie powieści Emily Henry jest ciekawe, ponieważ lubi ona obracać te same motywy w kolejnych powieściach, jakby chciała powiedzieć, że nie ma wzoru na miłość – tu wyszło, tam nie wyszło, tu jest możliwe takie rozwiązanie – gdzie indziej nie.
Autor: Emily Henry
Tytuł: Funny Story
Tłumaczenie: Monika Skowron
Wydawnictwo: Poradnia K
Data: 2024