Fantasy w stylu starosłowiańskim, w dodatku z odwołaniami do mistrzów i mistrzyń gatunku? Proszę bardzo, oto świat wąpierzy, leszych, rusałek i strzyg staje przed nami otworem.

Autorka, znana głównie z serii o policjantach z Lipowa oraz z trylogii wywiadów poświęconych służbie prawdziwych polskich stróżów prawa, tym razem spełniła swoje młodzieńcze marzenie i napisała dwie powieści o słowiańskim grodzisku. W planach zapewne kolejne tomy, bo seria ma się rozrastać. Tom pierwszy, Chąśba, zaprasza czytelników do grodu zarządzanego przez Dargorada z pomocą dowódcy Wartowników Ciechomira i żercy Bofała. Dodajmy, że wydarzenia rozgrywają się w ulubionych okolicach autorki, czyli miejscach znanych już z sagi o Lipowie (czyli na Pojezierzu Brodnickim). Na pierwszy plan zdarzeń wysuwają się kat Zamir, karczmarka Gruba Bolemira i jej młody mąż Strzebor, jego matka Dobrowoja i… Marzanna. Tak, to ta, którą corocznie trzeba spalić na stosie, a potem utopić, żeby w końcu nadeszła upragniona wiosna. Początkowo mamy intrygę kryminalną: ze świątyni Jarowita zostaje ukradziona jego tarcza (to właśnie ta tytułowa „chąśba”, czyli kradzież), a, jak wiadomo, bóg wiosny i wojny nie może się bez niej obejść. Do jej odnalezienia wyznaczony zostaje kulawy kat Zamir – niespodziewanie splot zdarzeń przydaje mu do pomocy nieopierzonego Strzebora, niechętnego jakimkolwiek przygodom, i boginkę zimy (i śmierci) Marzannę. Jednak same wątki kryminalne to tylko powierzchnia zdarzeń. Oto bowiem światy ludzi i bogów przenikają się, a kiedy przyjaciele okazują się wrogami (i na odwrót), nastrój powieści zagęszcza się i wydarzenia nabierają tempa.
Warto zwrócić uwagę na to, jak skonstruowana jest ta powieść. To gawędziarska forma hipertekstu: kolejne rozdziały nazwane są bowiem gawędami, a na końcu książki mamy anegdoty, czyli rozwinięcia różnych wątków powieściowych i historie z życia poszczególnych bohaterów. Po niektórych gawędach (a nawet w ich trakcie) dostajemy drogowskazy, które pozwalają czytelnikom na wybór: albo podążać linearnie za opowieścią, albo zajrzeć do innej gawędy lub anegdoty, by pogłębić któryś z wątków. To pozwala na indywidualny wybór sposobu lektury i przyznam, że po początkowej lekkiej konfuzji wciągnęło mnie w świat opowieści. I przygotowało na to, co się wydarzy w tomie drugim – Sąpierz bowiem opowiada o zderzeniu Starego Świata słowiańszczyzny z Nowym Światem po apokalipsie sprowadzonej przez ludzkość. Tutaj bohaterowie grodziska dosłownie wpadają w sam środek walki między Federacją, kierowaną przez despotycznego prezydenta Sokołowa, a Wspólnotą, zarządzaną przez przewodniczącą Helenę Dahl. Obu światom grozi katastrofa, zwłaszcza że Obrończynie tego nowego już nie mają sił i następczyń, by go chronić przed przenikaniem magicznych stworzeń ze Starego Świata… I na to całe zamieszanie czeka właśnie tytułowy Sąpierz, ostateczny niszczyciel wszystkiego…
Przyznam, że w drugim tomie wydarzenia pędzą i zapętlają się – jakby pierwszy tom był tylko wstępem do tego bałaganu, jaki wydarzy się w tomie kolejnym. Jednak opowieść wciąga, bohaterowie i ich motywacje działań intrygują, a zakończenie Sąpierza jest po prostu jak rasowy cliffhanger! Chociaż Stary Świat i opowieść o nim bardziej przypadła mi do gustu, to jego zderzenie z Nowym Światem nadało całkiem inny sens całej opowieści. Ja dałam się jej porwać bez reszty.
Autor: Katarzyna Puzyńska
Tytuł: Chąśba [tom 1]; Sąpierz [tom 2]
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data: 2021; 2022