Opowieść to wprawdzie, jak wskazuje podtytuł, dygresyjna, ale na rzetelnie zweryfikowanych faktach oparta. I niezmiernie ciekawa, bo przeglądają się w niej polskie zagmatwane losy XIX i XX stulecia.

Przez wiele lat Jarosław Kurski (rocznik 1963, wicenaczelny „Gazety Wyborczej”, rzecznik prasowy Lecha Wałęsy w latach 90., autor m.in. biografii Jana Nowaka-Jeziorańskiego) poszukiwał prawdy o rodzinie swojej matki Anny, z domu Modzelewskiej, córki Teodory z domu Niemirowskiej. Wyznaje otwarcie, że jako 27-letni ojciec zdał sobie sprawę, że tak naprawdę niewiele wie o swojej matce i jej przodkach. A raczej to, co wie, (…) to tylko część wygodnej dla niej prawdy, która miała osłonić prawdę niechcianą, godną tylko wyparcia i zapomnienia. To znaczy, że prawda – jeśli w ogóle istnieje – jest inna niż ta, w której wyrastałem. A zatem żyłem w zaprojektowanym przez mamę kostiumowym teatrze, w repozytorium pełnym patriotycznych artefaktów, legend i przemilczeń, jak to w teatrze. W kłamstwie z miłości. Żeby oszczędzić sobie, mnie, moim dzieciom strachu i upokorzeń. By nie spotkało nas to, co spotykało ją, jej siostrę, ich matkę, dziadków i pradziadków. Nie, nie, nie! O rodzinie swojej matki – Teodory Modzelewskiej z domu Niemirowskiej – albo kłamała, albo swą wiedzę wypierała. Przy czym jej milczenie było świadome, ale nie zawinione. Przyznać trzeba, że i moja babcia starannie wymazywała z historii rodziny wszystko, co mogłoby być przeszkodą w staniu się Polakami. Robiła to konsekwentnie, pogardzając jednak ckliwymi ziemiańskimi wspominkami o „polskich Kresach” i majątkach tam pozostawionych. (…) [s. 17–18]. Autor dotarł do wielu zadziwiających informacji, choćby o bracie swojej babci Ludwiku Bernsteinie, który został brytyjskim wybitnym historykiem Lewisem Namierem, wadzącym się całe życie z Romanem Dmowskim i jego wizją świata. Namier był m.in. współtwórcą linii Curzona i sprzymierzeńcem ruchu syjonistycznego, dążącego do utworzenia Państwa Izrael. Znaczna część książki jest właśnie poświęcona Lewisowi Namierowi/Ludwikowi Bernsteinowi i relacji jego niezwykłych losów.
Historia rozległej rodziny jest opisywana na tle ważnych wydarzeń i postaci XX i XIX wieku, sięga nawet do wieków poprzednich, zwłaszcza w rozdziałach poświęconych żydowskim (ze strony matki) czy arcypolskim (ze strony ojca) przodkom. Autor ze sporą dozą czułości rekonstruuje rodzinne, skrzętnie ukrywane historie – ale, jak obiecał mamie, jego książka ukazała się dopiero po jej śmierci. Kurski z dystansem patrzy też na własną młodość „górną i durną”, poświęconą antykomunistycznym ideałom, zbudowanym na romantycznym micie ich polskiej rodziny, z takim poświęceniem podtrzymywanym przez matkę. Tytułowe dziady rzecz jasna przywołują Mickiewiczowski romantyzm i jego literaturę, ale też odnoszą się do kilkuletnich starań rodziny o ponowny pochówek dziadka Tadeusza Modzelewskiego, ojca matki, w grobowcu rodzinnym w dawnych Koszyłowcach (dzisiejsza Ukraina, 20 km od Buczacza). A dybuki… To w mistycyzmie żydowskim dusze zmarłych, które nawiedzają żywych, czasem wchodząc w ich ciała. Autor otwarcie wyznaje, że duchy jego żydowskich krewnych nie dają mu spokoju, przynaglając do odkrycia i opowiedzenia rodzinnych historii.
Stwierdzę odkrywczo, że każdy ma lub miał matkę i ojca, ma lub miał dwie babki i dwóch dziadków oraz cztery prababki i czterech pradziadków – a zatem czternaścioro bezpośrednich przodków, i to tylko w trzech pokoleniach. Jakaż to mnogość wyborów, postaw, osobowości i tradycji podana na tacy i wzmocniona prawami statystyki. Wszak pośród tak licznego grona, a nie liczymy przecież jeszcze wujków, ciotek, dziadków ciotecznych i stryjecznych, o prapradziadkach nie wspominając, można wybrać jak z karty dań kogoś, z kim się utożsamiamy. Co więcej, zawsze można wstydliwie pominąć kogoś, o kim słyszeć nie chcemy, bo nam nie pasuje do obrazu, który pragniemy pokazywać na użytek innych.
Iluż to było w rodzinach Aleksandrów Wielkich, Hektorów, Spartakusów, Rolandów i Ryszardów Lwie Serce, iluż naszych przodków walczyło pod Wiedniem, broniło Częstochowy, dusiło czapką lonty rosyjskich armat, iluż szło na Moskwę z Napoleonem, przelewało krew w powstaniach, gniło w Szlisselburgach i Magdeburgach. Nikt za to w rodzinie nie słyszał o zdrajcach, tchórzach, kurwach i złodziejach, ludzkich miernotach na służbie zaborców, oportunistach, zwykłych oprychach, tępych burżujach, zrujnowanych hazardem arystokratach, ciemnych pazernych chłopach obdzierających powstańcze trupy, pogromiarzach i szmalcownikach, próżnych byczkach ziemiańskich, zakłamanych bigotach – wszyscy oni, okazuje się, nie mieli krewnych. Urodzili się samorodkami i zmarli bezpotomnie.
Na polerowanie rodzinnej legendy mama wybrała postać swego pradziadka Justyna Modzelewskiego, który świetnie się nadawał do noszenia się w jego orderach. Miał ich bowiem wiele jeszcze z kampanii napoleońskiej i powstania listopadowego.
Słuchaliśmy więc miłym uszom opowieści mamy o jej pradziadku Justynie i jego synu – dziadku Narcyzie. Było to tak częste i tak oczywiste, że nigdy nie przychodziło nam do głowy pytać z bratem o rodzinę jej matki. Ona gdzieś tam majaczyła. Gdzieś była – jak przelotne ptaki.
Fundament jej tożsamości stanowił Justyn [s. 118].
I jeszcze słowo o innej relacji rodzinnej Kurskich, tej najbliższej, bo braterskiej. Szukający sensacji na temat młodszego brata, Jacka, w tej książce ich nie znajdą, jest go w niej mało wprawdzie, ale pojawiają się rewelacje Jarosława np. o wujkach w Wehrmachcie (pradziadek ojca, Witolda Kurskiego, pochodził z Dortmundu i był Niemcem). Poza tym poruszyła mnie mowa autora, zamieszczona na końcu książki, wygłoszona na pogrzebie mamy w 2016 r.: po dwóch stronach kościoła zasiadły dwie Polski – jedna na czele z TYM prezesem i Jackiem Kurskim, a druga w towarzystwie Lecha Wałęsy, któremu Jarosław dziękuje za udział w nabożeństwie. Dodam tylko, że mszę celebrował abp. Głódź, co również autor skomentował gorzko słowami: Z jednego powodu [mama] nie byłaby dziś szczęśliwa – z tej wielkiej pompy i celebry, którą jej tym państwowym pogrzebem zgotowaliśmy [s. 443].
Podziwiam szczerze taką wytrwałość w dążeniu do pokazania światu rodzinnych sekretów, skrzętnie skrywanych przez pokolenia. I doceniam trud, jaki autor włożył w opisanie odległych parantel i rozgałęzień familii. Cały patos i kult przeszłości (starannie przez siebie wyselekcjonowanej), jaki jego mama przekazała i jemu, i jego młodszemu bratu, znalazł ujście w całkiem odmiennych wyborach życiowych dwóch braci Kurskich. Dygresyjna opowieść o losach ich rodziny rzuca nieco światła na naszą dzisiejszą współczesność.
Autor: Jarosław Kurski
Tytuł: Dziady i dybuki. Opowieść dygresyjna
Wydawnictwo: Agora
Data: 2022