Pilchu w sensie ścisłym [Pilchu, Witold Bereś]

Powiedzieć, że Jerzy Pilch wielkim twórcą był, to nic nie powiedzieć. Był twórcą w sensie ścisłym. Tak oto, nieudolnie naśladując charakterystyczną Pilchową frazę, chcę pochylić czoło w hołdzie nad trudem Witolda Beresia, który na ponad 700 stronach próbował się zmierzyć z fenomenem swego przyjaciela nie tylko po piórze.  

Nieznane teksty. Tajemnica kobiet. Literatura, życie i cała reszta. Tak streszcza te 700 stron hasło na okładce – i w sumie wypada się z tym zgodzić. Niemal każdy rozdział kończy się passusem pt. Pilch nieznany, czyli tekstem albo nigdy niepublikowanym, albo publikowanym gdzieś w niszowym piśmie studenckim, albo jakimś znaczącym fragmentem wywiadu, który rzuca nowe światło na zagadnienia poruszane w tymże rozdziale. W sumie każdy rozdział ma podobną budowę: 21 gramów prywatności, czyli odautorskie wynurzenia Beresia na tematy wszelakie, jednak zawsze powiązane z tematem głównym rozdziału; Pilch do smaku – zdanie lub dwa z rozmaitych wypowiedzi Pilcha, taki Pilchu w pigułce. Poza tym każdy rozdział obfituje w cytaty z wywiadów i utworów pisarza, naświetlając w ten sposób zagadnienia ze wszystkich niemal stron. Cenne są też zdjęcia kończące rozdziały, pokazujące różne etapy „życia i twórczości” pisarza.

Książka jest ułożona w zasadzie chronologicznie, tak z grubsza oczywiście, bo rozdziały poświęcone są też wielkim i stałym tematom Pilcha. Zatem mamy rozdziały m.in. o PRL i Pilchowym debiucie, wojnach felietonistów, które autor toczył na łamach gazet, w których publikował, „Tygodniku Powszechnym”, filmach i teatrze, sporcie, papieżu Polaku i wierze ewangelickiej, o portretach trumiennych zmarłych przyjaciół… Chociaż trudno te pozycje nazwać biografią w sensie ścisłym, to jednak sporo w niej opowieści biograficznych o Pilchu i jego autobiofikcji (tytuł jednego z rozdziałów, oznacza tak pokrótce pisanie autobiograficznej fikcji). Autorem tegoż dzieła jest wieloletni przyjaciel Jerzego Pilcha (od studiów na krakowskiej polonistyce, po redakcje – nie tylko Tygodnika Powszechnego – a na słynnych wyjściach w miasto, że tak rzecz ogólnie ujmę, skończywszy). Witold Bereś objaśnia nam Pilcha z jednej strony literacko, z drugiej obyczajowo i życiowo: nie unika trudnych tematów z osobistego życia pisarza (relacje rodzinne, damsko-męskie, alkoholizm, choroba Parkinsona), docieka źródeł rozmaitych konfliktów w środowisku literackim oraz stara się rozeznać przyczyny (i skutki) transferu pisarza z Krakowa do Warszawy (i ze środowiska Tygodnika Powszechnego do środowiska Polityki).

Poświęca też sporo miejsca na próbę opowiedzenia o tym, jak w pewnym momencie ukazały się niemal jednocześnie dwie biografie Pilchowe – jedna zakontraktowana przez autora u znajomej dziennikarki, a druga w formie wywiadu-rzeki z byłą partnerką… Zamiast bibliografii też mamy smaczek – Bereś ułożył quasi-bibliograficzny przewodnik po Pilchu, dzieląc go na trzy kategorie, od kompletnie początkujących do psychofanów:

– etap pierwszy (dla początkujących),
– etap drugi – ligowy średniak,
– etap trzeci – kadra.

Na koniec, jako opus magnum Pilchowe, dał Dzienniki i Wiele demonów. Ten ostatni tytuł zalecił czytać razy dwa albo lepiej – trzy.

Nie będę zbyt bezstronną recenzentką tej pozycji, ponieważ Pilcha pisarza bardzo sobie cenię, zaś Pilcha felietonistę uwielbiam. Ponadto o jedynej sztuce, którą popełnił, Narty Ojca Świętego, mam dobre zdanie (Bereś niekoniecznie) i jej realizacja sceniczna w warszawskim Narodowym bardzo mi się podobała (z fantastycznymi rolami Janusza Gajosa i Władysława Kowalskiego). Dlatego na koniec, zamiast błyskotliwej puenty recenzentki, fragment Beresiowych rozważań z rozdziału Autobiofikcja:

Problemy kreacji – Pilch a Pilch wymyślony – powtarzały się w większości rozmów, rozważań. Nawet jego „Dziennik”, który wszak teoretycznie, z założenia, mógłby być czystym diariuszem sugerującym, że liczy się tylko prawda, to przecież poza przepuszczona przez nieskończoną liczbę filtrów i gustów.

Jednak dla wielu czytelników nadal jest ważne – nawet gdy dzieło zalatuje na kilometr fikcją i literackością – czy i w jakim stopniu ma ono związek z rzeczywistością. Niemal zawsze frapująca jest kwestia pierwowzoru: literaturę traktuje się jako medium, które szyfruje inną rzeczywistość. Czyta się więc poprzez deszyfrację i szuka odpowiedzi na pytanie, kto się kryje za fikcyjną postacią, jakie prawdziwe wydarzenia za opisywanymi wydarzeniami, ile wypitych flaszek wódki za flaszkami, które występują w tekście. I to jest taki trywialny rodzaj czytania, który jest dla autora irytujący. Literatura tymczasem jest oczywiście zazwyczaj połączeniem fikcji i rzeczywistości, zmyślenia i prawdy. A fikcja bywa prawdziwsza od prawdy [s. 355].

Autor: Witold Bereś
Tytuł: Pilchu
Wydawnictwo: Wielka Litera
Data: 2021

Opublikowane przez Aleksandra Joanna Małgorzata

Czytanie wyssane z mlekiem matki? Możliwe, i mam jedynie nadzieję, że przeniesie się w genach na kolejne pokolenie.

Dodaj komentarz