Powrót do Slough House jest odwiedziny u starych znajomych – czas płynie powoli, nikt się nie spieszy, aż nagle jeden dawno zapomnianych kulawych koni niespodziewanie umiera w autobusie, a łysy facet zapomina kapelusza.

Nikt nie wchodzi do Slough house głównym wejściem; jego więźniowie wpuszczają się zapuszczonymi przejściami na brudne podwórko, otoczone zawilgoconymi murami, wchodzą drzwiami, które w większość poranków, gdy wypaczy jej wilgoć, zimno albo upał, wymagają solidnego kopniaka. Jednak łapy naszego kota są zbyt delikatne na taką przemoc i koty w mgnieniu oka Przemyka drzwiami i biegnie po schodach do dwóch biur (s. 18).
Już myślałam, że River Cartwright jest filarem Regent’s Park, jednak okazało się, że dalej grzeje krzesło wśród kulawych koni. Jednak gdy wychodzi na jaw śmierć w podejrzanych okolicznościach pomniejszego współpracownika, Dickiego Bowa, w Slough House dochodzi do wrzenia. Nikt nie wierzy w przypadkową śmierć, z mroków pamięci wygrzebują legendarnego szpiega, a dziadek Cartwrighta naprowadza go na sprawę dawno zapomnianego radzieckiego arcyszpiega. Cartwright dostaje życiową szansę i udaje się na pierwszą misję pod przykrywką. Trafia do sennego, małego rolniczego miasteczka, w którym pozornie nic się nie dzieje.
Tymczasem w Londynie wszyscy spodziewają się wielkiego ataku terrorystycznego na miarę 9/11 (11 września) i wszystkie ślady prowadzą za radzieckimi szpiegami do miejsca zwanego ZT/53235. Ale tak naprawdę wszystkie gry rozgrywają się w prawdziwym MI5, tym na Regent’s Park, i są to nie tylko gry o wysoką stawkę, ale i niesamowicie subtelnie rozgrywane, planowane na lata kampanie.
Jak wspominałam przy okazji pierwszego tomu, Herron ma doskonałe wyczucie proporcji i stylu, dlatego narracja w jego powieściach jest bardzo poważna z lekką nutką sarkazmu, fabuła ma świetnie rozłożone kontrapunkty a budowa bohaterów ma więcej subtelności niż się początkowo zdawało – choć zmiany są niemal niezauważalne, gdzieś przemycona w dialogach troska, w innym miejscu spostrzegawczy narrator wszechwiedzący dopowie jakąś kwestię, aby uwiarygodnić przemiany postaci.
Drugi tom z całą pewnością trzyma poziom pierwszego. Brakuje mi śmiałości, żeby powiedzieć, że chyba nawet podnosi poprzeczkę. W pierwszym tomie dopiero poznawaliśmy bohaterów, obecnie autor pozwolił sobie na żonglowanie osobowościami, co dało świetny efekt. Z całą pewnością będę kontynuować przygodę z Riverem Cartwrightem.
Autor: Mick Herron
Tytuł: Martwe lwy
Tłumaczenie: Alka Konieczka
Wydawnictwo: Insignis
Data: 2021