Małżeństwo Ilony i Andrew Gordonów to fabryka powieści urban fantasy. Ponieważ wciąż szukam godnych następców Łukjanienki i Gaimana, znowu dałam się złapać w pułapkę romansu z homeopatyczną ilością magii w Teksasie.

Ludzie kłamią z najróżniejszych powodów: żeby ocalić własną skórę, wywinąć się z kłopotów, oszczędzić komuś przykrości. Manipulator kłamie, aby osiągnąć swój cel. Narcyz – aby urosnąć w oczach innych i w swoich. Niepijący alkoholik o zszarganej reputacji – aby odzyskać dobre imię. A najbardziej okłamują nas ci, którzy nas kochają, ponieważ życie jest wyboiste, a oni pragną je nam maksymalnie ugładzić (s.17-18).
Nevada Baylor prowadzi agencję detektywistyczną. Jest zadłużona po uszy, jej babka jest co najmniej ekscentryczna a matka wyszła z wojska z uszkodzoną nogą, ale dalej jest znakomitą snajperką. Gdy firma zostaje wynajęta do odszukania faceta bez koszulki, odpowiedzialnego za spalenie banku z ochroniarzem w środku, Nevada ukrywa to przed rodziną, żeby nie umarli ze zmartwienia. Świat powieściowy jest niemal identyczny z naszym, jednym wyjątkiem – magia istnieje, a magiczne lobby jest bardzo silne. Nevada ukrywa swoje niezwykle rzadkie zdolności, w obawie że zostałaby wykorzystana przez niecne korporacje lub armię. tu kryje się słabość fabularna, bohaterka jest teoretycznie niezwykle silna, magia jest ważnym elementem życia wszystkich mieszkańców tego uniwersum, ale rodzice nie zadbali o to, by zdobyła podstawowe umiejętności; w związku z czym ten przystojny bohater, o którego nagim ciele ona marzy, ma szansę wyjaśnić jej świat, w którym oboje żyją, a ona może być mu dozgonnie wdzięczna.
Książka jest miła, z pewną dozą świadomej autoironii, którą doceniam w prostych historiach. Niestety, jest to kolejna historyjka, siedząca korzeniami mocno w latach 90. – kobieta musi udowadniać swoją wartość w twardym świecie męskiego biznesu i byłych wojskowych, feminizm to synonim fanaberii a bohaterka musi być twardsza niż stal, żeby w ogóle startować w konkurencji z prawdziwymi mężczyznami (ale oni istnieją, po to, by ją chronić, nawet jeśli ona niespecjalnie tego chce, ale na koniec oczywiście jest wdzięczna).
Mam wrażenie, że ta książka została wydana jakieś dziesięć lat za późno, tak głęboko siedzi w stereotypach i motywach z ubiegłego stulecia. Niemniej jest dość zabawna, akcja jest dynamiczna, narracja nadrabia braki fabularne – nie nazwałabym tego pozycją obowiązkową, ale przeczytać można.
Autor: Ilona Andrews
Tytuł: Płoń dla mnie
Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
Wydawnictwo: Fabryka słów
Data: 2022