Kiedy w przyzwoitej ale nie wybitnej serii zbliżam się do końca, nie spodziewam się już żadnych fajerwerków. Dobra robota, Mike! W czwartym tomie przygód Felixa Castora pt. Krew nie woda autorowi udało się zamieścić kilka rzeczy, które stawiają ten tom w innej lidze powieściowej.

Castorowi nie wiedzie się jakoś wybitnie, ciągle pod kreską, znowu mieszka kątem u Pam, podpadł policji, więc już go nie proszą o konsultacje… Ale źle też nie jest, może liczyć na przyjaciół i nieprzyjaciół. Udaje mu się porwać Rafiego, by uniknął losu gorszego od śmierci i wszyscy zaangażowani próbują pozostawać w ukryciu, ale Castor od razu zostaje wezwany przez policję – nie wiadomo do końca w jakiej roli: podejrzanego czy konsultanta. Bowiem na miejscu próby zabójstwa ktoś wypisuje krwią jego nazwisko.
Carey wraca w tym tomie do czasów i miejsca dzieciństwa, zarówno swojego, jak i Castora. I Liverpool lat 80. z perspektywy dziecka to najlepszy fragment Krwi… Jest przepełniony emocjami, nie tylko nostalgią ale i brutalnością dzieci, ich ciekawością świata, a w tle toczy się wielka historia. Aż poczułam potrzebę sięgnięcia po Shuggie Baina!
Jedna rzecz, której żałuję, to że trzy tomy zajęło Careyowi, żeby napisać tę część. Ale można ją przeczytać jako bez znajomości poprzednich części, gdybyście nie mieli ochoty.
Autor: Mike Carey
Tytuł: Krew nie woda
Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz
Wydawnictwo: Mag
Data: 2010